dyskusja ciekawa.
jeżeli można......
czytam te trzy głosy i problem nie leży w stanowiskach tylko w poziomie na którym są formułowane .
mieszacie porządki i dlatego rozmowa się rozchodzi.
jacek suchowicz trafia w intuicję inflacji ale popełnia błąd kategorialny bo z faktu, ze nie wszystko ma tę samą wartosć, wyciąga wniosek, że nie wszystko podpada pod to samo pojęcie.
to nie jest uprawnione.
ocena dobre/złe nie jest tym samym co klasyfikacja jest/nie jest.
słaba poezja nie przestaje być poezją tylko dlatego że jest słaba .
tak jak zły argument nie przestaje być argumentem,
tu działa prosta zasada znana z filozofi języka że pojęcie ma sens, jeśli mamy kryteria jego użycia, a nie dlatego, że wszystkie jego przypadki są równie dobre.
rozszerżenie użycia nie niszczy pojęcia !!!
niszczy je dopiero brak rozróżnień w jego obrębie .
dodatkowo przemycane jest założenie że wartość wynika z rzadkosci.
a to jest model ekonomiczny a nie estetyczny.
dzieło nie traci wartości dlatego, że powstaje ich dużo .
co najwyżej trudniej je odróżnić.
tutaj mylicie warunki percepcji z warunkami istnienia wartości,
z kolei odpowiedzi obywatela idą w stronę rozpuszczenia kryteriow.
jeśli wszystko zale ży od odbiorcy to znika możliwosć uzasadnienia jakiegokolwiek sądu !!!
wtedy ta cała "poezja” przestaje być kategorią do rozmowy a staje się prywatną reakcją.
to nie jest obrona sztuki tylko rezygnacja z jej rozumienia.
w efekcie jedna strona absolutyzuje kryteria, druga je unieważnia.
jedna myli definicję z oceną, druga myli wolność z dowolnoscią.
problem nie polega na tym, że " wszystko jest poezją”, tylko na tym, że nie potraficie wskazać, dlaczego coś jest dobrą albo złą poezją bez uciekania w skrót albo w relatywizm.
a bez kryteriów nie ma jakości.
bez rozróznienia poziomów nie ma sensu.
i dokładnie między tymi dwoma błędami krąży cała ta dyskusja ..
i to tyle.