Miłosny psalm:
J. Alfred Prufrock
Nie! Żaden ze mnie Hamlet, i nigdy być nie miał:
Jestem jak dworzanin, co tępo, bez wdzięku,
Umie popchnąć akcję, czy rozpocząć scenę,
Doradzić księciu; owszem, bez wątpienia
Przyrząd przydatny i uległy w ręku,
Zręczny, ostrożny, wielce skrupulatny,
Pełen zdań wzniosłych — lecz z lekka ciężkawy;
Czasami zda się zgoła absurdalny —
Czasami rzekłbyś wręcz, że to
— Błazen.
Starym jest i nigdy nie będę już młody:
Będę podwijał nogawki u spodni.
Czy mam zaczesać włosy na tył głowy?
Czy się odważę wgryźć w słodki miąższ brzoskwiń?
Założę białe spodnie flanelowe,
By nie odróżniać się od innych na plaży przechodni.
Słyszałem śpiew syren, dla siebie wzajemnie...
Nie sądzę, żeby zaśpiewały dla mnie.
Widziałem, jak płyną ku zamorskim dalom,
Czesząc ich siwe włosy, co się rozpływają,
Gdy wiatr wodę maluje na czarno i biało.
Pędzimy żywot swój wśród podmorskich sali,
Wśród nimf, oplecionych algi brunatnemi,
Aż nas ludzki głos zbudzi, i aż —
utoniemy.