kiedy opuszczą cię najbliżsi
bo nieprzydatny już się stałeś
pod dywan wmiotą święci wszyscy
całą wyniosą w kubłach pamięć
zatrzasną myśli jak drzwi twoje
i klucz oddadzą cudzej dłoni
ze zdjęć czas wytnie twoją głowę
w pył zetrze ślad jak kurze z kronik
na cztery spusty się nie zamknij
i nie wylewaj żalu nocą
wszelkie wyważaj w sercach zamki
rozdzieraj szarp zdążysz odpocząć
kiedy ostatnie stłumisz słowa
bo śmiech radosny wybrzmiał z ciszy
resztką nadziei w przyszłość popatrz
z ufnością którą przecież słyszysz
choćby na łokciach chodzić przyszło
celu i miejsc wyszukaj w sobie
a dojdziesz wszędzie tam gdzie miłość
wciąż miłość goni nie jej koniec
nie zamknij się na cztery spusty
gdy umysł zwodzi że już błądzisz
na przekór wszystkim szept ten usłysz
rozdzieraj szarp odpocząć zdążysz