Jeden jest Allah - i jeden Jego bliźniak Szatan,
Z nim zrodzony w niemal równej chwili,
Ale posiadający moc stwórczą niedostępną tamtemu,
Trwającemu przy pełnej niemocy i w bezruchu.
Wyleczenie Go z choroby i uczynienie żywotnym
Jest wpisane we wszechwładzę Syna Bożego,
A Ten dawno już zawyrokował - wyzdrowieje wuj, brat ojca.
Nieszkodliwy był od początku i nikt nie spojrzy na to,
Że w swym zgorzknieniu rozgorzałym przez przygniecenie w punkt
Dopuszczał się bluźnierstw, wyzwisk i pograżania.
Bo ileż warte są pogróżki bóstwa sparaliżowanego
Kierowane w stronę cieszącego się wiecznym zdrowiem
I niebywałą żywotnością bliźniaka z jednej matki?
Radość Szatana rozbrzmi we wszechświecie,
Bo samodzielnie zrobi, co zapragnie.
Czekałam na pociąg, który odjechał minutę przed tym, jak przyszłam na dworzec.
Usiadłam na ławce, z której miłość mojego życia mogła wstać 10 minut wcześniej.
Znalazłam słowa, które zgubiły się 3 lata temu.
Puściłam rękę, która nawet nie chciała trzymać mojej.
Pożegnałam ludzi, którzy nigdy nie powiedzieli dzień dobry.
Wczoraj znowu topiłam się w przeszłości.
Cierpliwość ma mnie dosyć,
ściany mojego pokoju najchętniej by z niego wyszły.
Chcę wydusić z siebie wiersz, którym jeszcze się nie zakrztusiłam.
@Sylwester_Lasota Rozumiem, trudno opanować powagę, kiedy naprawdę chce się śmiać.
Kiedyś miałam podobnie. Byliśmy z mężem na obiedzie w restauracji. Przy stoliku obok siedział mężczyzna, spojrzał się na mnie i uśmiechnął do mnie.
Po chwili, kiedy nie zareagowałam, wziął do ręki pustą szklankę i zaczął ją gryźć jakby to był wafelek, a nie szkło. Słyszałam zgrzytanie.
Mąż obejrzał się na niego i mówi, nie patrz, nie śmiej się - a ja nie mogłam się opanować,
No nie mogłam!
I wtedy zamienił się miejscem ze mną, tak, że miałam cyrkowca za sobą.