Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Stanisław

Użytkownicy
  • Postów

    2
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Stanisław

  1. Słychać było “In the air tonight” Phila Collinsa Szedłem przez biały jak strój członka KKK korytarz. Już się nie przejmowałem, nie bałem, byłem gotowy, gotowy na to co ma mnie spotkać. Gotowy. Korytarz się skończył, wyjrzałem zza róg skąd wydobywała się muzyka, wszędzie była tak samo pusta biała przestrzeń. Ujrzałem mężczyznę o ciemnej karnacji, miał gęstego wąsa, rozpiętą koszulę która odsłania jego włosy, to on śpiewał. W pobliżu nie znajdował się żaden instrument, mimo to słyszałem melodie a utworu nie dało się odróżnić od oryginału, wydawało się jakby cała ta muzyka wydobywała się, wychodziła centralnie z niego. Spojrzał na mnie. Gęste brwi się uniosły ciemne oczy zaiskrzyły, usta wykrzywiły się w uśmiechu wyrzucając jednocześnie kolejne linijki tekstu. Widziałem go pierwszy raz, jednak z jakiegoś powodu poczułem, że jest moim bratem. Nie zamieniliśmy słowa, żadnego nawet najmniejszego słowa, słowa się nie pojawiały, była tylko muzyka. Ominąłem swego jedynego na tym świecie brata, kiwając tylko głową, nie wiem czy na powitanie czy pożegnanie, i szedłem dalej w nieznane. Nieznane. To straszne. To przerażające. Nagle na mojej drodze pojawiło się znikąd czterdzieści skąpo ubranych kobiet. Niższe, wyższe, grubsze, chudsze, niektóre wydawały się sympatyczniejsze i cichsze inne na szorstkie i wywyższające się. Jedno miały ze sobą wspólnego, wszystkie ociekały pożądaniem i zwierzęcą potrzebą. Miałem wrażenie, że niektóre z nich są kobietami które znam. Zaczepiały mnie i dotykały swoimi miękkimi łagodnymi dłońmi, starałem się je ignorować i iść dalej, słyszałem tylko jak do mnie szepczą: -Chciałbyś abym się tobą zajęła? -Mógłbyś zrobić ze mną wszystko czego tylko zapragniesz! -Chciałabym być twoja i tylko twoja! -Pokazałabym ci gdzie twoje miejsce! I gdy już miałem się poddać, przypomniałem sobie o muzyce której nie były w stanie zagłuszyć, trząsłem się i przełykałem sline ale wiedziałem, że dam radę, w końcu byłem już gotowy i się nie bałem, muzyka była po mojej stronie a ja nie mogłem się poddać! W końcu miałem ostatnią z nich zostawiając ten cały burdel za sobą. Wytarłem pot z mojego czoła i przetarełm załzawione oczy, moje ciało też powoli poruszały drgawki które doskwierały mi jakbym co najmniej wyszedł spod góry lodowej a może nawet spod zimnego prysznica. Po dłuższej chwili gdy mój puls wrócił do normy a ciało zaprzestało niby ataku padaczki uświadomiłem sobie obecność małych samolotów które latały mi nad głową, nie były to jednak zwyczajne samoloty spod ich kadłubów i skrzydeł wylatywały pociski które uderzały inne myśliwce, co i raz któryś został trafiony i spadał nieznacznie na ziemię, byłem świadkiem prowadzonej bitwy, wojny, WOJNY. Może była mikroskopijna ale była, a im dalej szedłem tym więcej pojawiało się samolotów, tak samo jak ich zniszczonych wraków na ziemi. Muzyka powoli cichła, biała przestrzeń coraz bardziej z dziwnego pustego pomieszczenia zmieniała się w jeszcze dziwniejsze pole bitwy niewielkich samolotów. Aż w końcu… W końcu dotarłem do celu mojej podróży. Muzyka już w zupełności ucichła, zostałem tylko ja, ja sam. Kilka metrów przede mną znajdowała się czarna lejąca kula na której znajdowały się ogromne usta wykrzywione w grymasie przemieszczające się obrzydliwe po kuli. Na ziemi leżały setki rozbitych samolotów które zginęły w bitwie i przybywało ich coraz więcej. Poczułem się niepewnie ale wiedziałem, że muszę to zrobić i dam radę, nie było innej drogi, przetrwałem czterdzieści ladacznic teraz też mi się uda. Ale jakoś nie mogłem się przekonać. Być może zacząłem wątpić bo nie było już ze mną muzyki? Być może. Patrząc się na kule i jej obrzydliwe usta wreszcie poczułem strach, panikę, samotność. Spuściłem głowę i zamknąłem oczy. Trwało to chwilę ale tylko chwile. -Czemu boje się kuli, to ona powinna się bać mnie! To ja mam nad nią władzę, nie ona nade mną! Kula nie jest mną lecz ja jestem kulą! Muzyka może pomóc ale tu muszę poradzić sobie sam! Przecież to wiem. Byłem gotowy czy nie byłem gotowy? Jestem gotowy!- Podniosłem głowę i żwawym krokiem zbliżając się do kuli rozdziawiłem jej usta z których wydał się przeraźliwy i obrzydliwy jęk, a ja wszedłem do środka. Było tu ciemno ale na tyle, że wszystko dało się dostrzec, w kącie siedział skulony mężczyzna, jego linia włosów była cofnięta, uzębienie krzywe, z pleców wyrastał ogromny garb, oczy zalane łzami a na przodzie spodni widniała okrągła mokra plama która na pewno nie była od moczu. Śmierdziało. On śmierdział. Był dużo bardziej żałosny niż przerażający a najgorsze w nim było to, że miał moją twarz… Zbliżyłem się do niego i wyciągnąłem rękę aby mógł się podnieść. Spojrzał się na mnie i szczękając zębami zasłonił swoją, moją twarz chudymi suchymi, czerwonymi, krzywymi rękoma. Pochyliłem się do niego i wziąłem pod pachy podnosząc, pomimo swojej niewyraźniej postury nie dawał się unieść, krzyczał: -Puść mnie! Zostaw mnie!-płacząc i jęcząc. Chciał się wyrwać ale ja nie dawałem za wygraną, przytrzymałem go mocno i przytuliłem. Uspokoił się odwzajemniając mój uścisk. Nie jestem wstanie stwierdzić jak długo to trwało ale kula która nas otaczała zanikła, a mężczyzna ściskał mnie coraz bardziej i bardziej, ja robiłem to samo aż wreszcie gdy nie zostało między nami żadnej przestrzeni zdałem sobie sprawę, że ściskam już tylko siebie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, samoloty też gdzieś zniknęły, chociaż zostawiły po sobie zniszczenia i resztki wraków. Pomimo tego, że nie widziałem nigdzie mężczyzny poczucie jego obecności mnie nie opuszczało, za to po raz kolejny usłyszałem muzykę.
  2. Jak się czujesz? Bywam smutniejszy od Nicka Diaza Ciągle się chyba w sobie zapadam Marna ta moja o coś więcej walka Taka zwykła życia przegrywa kalka Kiedy byłem młodszy chciałem bredzić jak Petroniusz Teraz chce sobie wsadzić w czaszkę ołów Niczym żydzi znowu złamałem z Bogiem sojusz Nigdy nie było dane mi ocierać się z popiołów Jak Bukowski tonę w ogniu a płonę w wodzie Chciałbym się znów jak pijak ucieszyć alkoholem I kto wie może jeszcze komuś kiedyś o sobie przypomnę Za nim znowu wstydem do końca przesiąknę I zapadnę w sen ten jeden ostateczny Którego jedynie starzec ten przedwieczny Robiąc za dobry przykład użyteczny Popłynie w cień jak potok rzeczny Lecz nikt nie pyta tak na prawdę jak się miewam Tylko sam ze sobą w tym pokoju się ścieram I już nie wiem czy to ja, czy zostałem tym tuszem wyblakłym Co na pożółkłych kartkach marzeń przez stracony czas, został wyjęty
×
×
  • Dodaj nową pozycję...