Ciemność zapada bardzo szybko.
Nagle jesteś gdzie indziej.
Po drugiej stronie muru.
Zdążyłeś uciec, lub raczej to coś,
umożliwiło ci drugą szansę.
Widzisz znowu ten sam cień.
Jego źródło zostawiłeś
na zamglonym horyzoncie.
Skrawki mroku krążą między drzewami,
by po chwili zniknąć, wchłonięte przez świt.
Co za ładny sad.
Rześkie powietrze,
nasycone zapachem słodkich owoców,
pomarańcz, śliwek i jabłek.
Nieopodal dźwięcznie wirują,
tancerki na łąkowej scenie.
Upleciona z porannej mgły,
gdzie krople rosy, niczym kryształowe latarnie,
migoczą cicho szeptane lśnienia.
Oświetlona poświatą w kształcie pięciolinii
oraz dźwięcznych nut,
sama w sobie jest dziełem sztuki.
Pszczoły w kolorowych sukienkach,
nakładają łyżeczkami wyrzeźbionymi z wosku,
odrobinki miodu do maleńkich kubeczków,
wyżłobionych w mroźnych sopelkach.
Strumyk przezroczysty tak bardzo,
że widać przez niego myśli ryb,
unosi wilgotną ożywczą wstęgę
ukośnie do zielonej falującej trawy.
Srebrzysty wąż pląsa na wszystkie strony,
opłukuje drzewa i ciebie, z cuchnącego brudu.
Jesteś wewnątrz, lecz możeszoddychać.
Nawet lepiej niż powietrzem.
Słyszysz skowronka. Siedzi na fali wznoszącej.
Dosięga śpiewem daleki brzeg.
Klucz wiolinowy z armią nut,
drąży tunel do błękitnego brzmienia muzyki.
Kapią stamtąd, odrobinki słodkiego,
do nieprzytomności piołunu.
Po drugiej stronie horyzontu, dostrzegasz następny.
Musisz sprawdzić, co jest za nim.
Pod sklepieniem umysłu szybują niewiadome.
Obijają niewidoczne ścianki, niczym fruwające ćmy.
Żeby tylko nie przylgnęły wygodnie do światła,
zgłębiając złudną istotę sensu.