Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

 

 

jego żona nie zajmuje miejsca

ona się odinstalowuje
jak wadliwy sterownik
seria wycofana
brak części zamiennych
i nikt już nie odbiera zgłoszeń

kawałek po kawałku
wypluwa siebie do zlewu
aż w odpływie zbiera się z niej coś
na kształt człowieka
tylko bez funkcji cofania

bez gwarancji
bez paragonu
który i tak by wyblakł

chodzi po domu ciszej niż szept w kostnicy

przeprasza powietrze
że w ogóle śmie je filtrować
przez te swoje chude płuca
które mają wydajność zepsutego odkurzacza
model który jeszcze udaje że ciągnie

jej ciało się nie rozlewa jak jego bebech
ono się zwija
jak stary paragon z biedronki
wyblakły
nieczytelny
dowód
że kiedyś kupiono w niej coś świeżego
i już nigdy nie oddano na gwarancję
bo nie było gdzie

skóra jej wisi na gnatach
jak brudna ścierka na płocie
zostawiona na promocji
której nikt nie wziął nawet za darmo

to prześcieradło z hospicjum
którego nikt nie zdążył wygotować
obciągnięte na kościach tak ciasno
że słychać jak wapń trzeszczy
pod dotykiem jego wzroku
jakby był tarnikiem do drewna

certyfikat jakości
do użytku domowego

śpi tak płytko
jakby balansowała na krawędzi nocnika

pilnuje
żeby nie wsiąknąć w materac
bo on by ją rano pomylił z plamą po piwie
i próbował zetrzeć
tępą stroną noża
aż zostałby tylko zapach
który nie ma właściciela

jej oddech
to cienki drut kolczasty

ktoś zostawił go pod napięciem
żeby kopała go po kryjomu
w ten spocony kark
kiedy on chrapie
w kilku martwych językach naraz

jak radio które złapało tylko cmentarze

rano zbiera się z podłogi
jak rozsypane gwoździe
najpierw palec
potem rzepka
potem reszta złomu
składa się w coś
co przypomina człowieka
ale nie posiada już instrukcji obsługi
ani obrazka na pudełku

w lustrze nie szuka urody

ona tam robi inwentaryzację

sprawdza
czy szkło jej nie wyrzygało przed świtem
czy jeszcze jest tam jakakolwiek plama
którą można nazwać twarzą

twarz to u niej tylko miejsce po wybuchu
którego nikt nie zgłosił na policję
bo nie było świadków
oprócz niej samej
która nie została dopuszczona do zeznań

w kuchni stoi
jak wyłączona pralka

nic nie wiruje
tylko czas
który się zaciął na jednym programie
czeka aż on ją kopnie w bok
albo ostatecznie spuści wodę

tryb szybki
bez wirowania

dotyka rzeczy tak miękko
jakby miała dłonie z mokrej waty szklanej
która drażni wszystko czego dotknie
i pyli jej prosto w oczy
od samego faktu istnienia

kiedy on mówi
ona nie słucha słów
ona waży ten gruz
który mu wypada z pyska
razem z okruchami chleba
i resztką autorytetu
łyka tę flegmę nienawiści
jak darmową zupę w przytułku

dokładka gratis
do wyczerpania zapasów
i magazynuje ją pod językiem
żeby nie pobrudzić dywanu
który on i tak zadeptuje
brudnymi stopami
i zostawia ją pełną jego

je tak precyzyjnie
jakby rozbrajała bombę zegarową

każdy kęs to ryzyko
że nagle zacznie istnieć za bardzo
a wtedy trzeba by było coś z tym zrobić
a nikt nie ma narzędzi

jej ciało pamięta więcej
niż on ma w jelitach

każde beknięcie
każdy zapach niemytych nóg
zostaje w niej jak rdza na rurach
której nie idzie odszorować
nawet przy użyciu siły wyższej

jakby była instalacją
do przechowywania jego życia

certyfikat szczelności
nie obowiązuje

czasem stoi przy oknie
i gapi się w dal
aż szyba zaczyna pękać z żenowania

mogłaby wyjść
po prostu
trzasnąć drzwiami
ale klamka w niej
jest zamontowana odwrotnie
do wewnątrz
prosto w przełyk
i każde otwarcie
kończy się dławiącym kaszle

a instrukcja jasno zabrania użycia

nogi ma lekkie
dopóki nie pomyśli o wolności
wtedy robią się ciężkie
jak beton
którym on zalewa ich wspólne dno
jakby była fundamentem
pod coś co już dawno się zawaliło
ale dalej stoi w papierach

kiedy ją dotyka
ona staje się dwuwymiarowa

jest jak naklejka na lodówce
którą on próbuje zdrapać paznokciem
ale ona tylko bardziej wsiąka w emalię
aż staje się częścią urządzenia
bez możliwości odłączenia

po wszystkim leży nieruchomo
i nasłuchuje
czy to co w niej tyka
to jeszcze serce
czy już tylko zapalnik
od bomby
która nigdy nie wybuchnie
bo spóźniła się o całe życie
i teraz czeka na zgodę
i teraz boi się przerwać mu chrapanie

jego żona
to usterka odwrotna

nie wyciek
tylko absolutna próżnia

dziura w instalacji świata
przez którą nic nie leci
bo wszystko co miało wartość
już dawno spieprzyło

jej jedyna modlitwa
syczana prosto w poduszkę

"niech mnie nie będzie
bardziej niż to kurwa konieczne''

wersja robocza
do dalszej redukcji
żeby mógł dalej myśleć
że jest tu sam

ze swoim Bogiem w dresie
z wypchanymi kolanami

drapać się po bebechu
i żreć te zimne resztki
podczas gdy ona
jest już tylko tasiemcem
w jego własnych jelitach
który wyjada mu życie od środka
aż zostanie z niego
tylko pusty dres
i zapach starej parówki z biedronki

a ona dalej czeka
aż to wszystko wreszcie jebnie
bez żadnego protokołu zniszczenia
bez podpisu
bez pieczątki

aż zostanie z niego tylko ten pusty dres
i odbicie w lustrze
które wreszcie rzygnie ich obojgiem
prosto w ten pieprzony zlew

bez prawa do reklamacji

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

@Migrena

 

"ono się zwija
jak stary paragon z biedronki
wyblakły"

 

to mnie najbardziej poruszyło

 

dostrzegam tu głębokie współczucie

i pewien rodzaj czułości

 

Ty piszesz paragon- ja widzę zwinięty, suchy listek

 

widzę tu jako ilustracje:

Van Gogha- szkice rodziny górników

i cykl Rougon-Macquartów

 

wprawdzie tam akcentowano nędzę 

materialną - reszta to jej skutki 

 

u Ciebie - po pierwsze chodzi o nędzę duchową,

po drugie - to z nędzy duchowej wynika nędza materialna 

 

co jest prawdą?

 

 

@Migrena 

 

bardzo wysokie rejestry

 

chapeau bas!

Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Poet Ka

 

dałaś mi bardzo wysoką notę.

 

czuję się zaszczycony.

 

dziękuję:)

 

widzisz - i to jest piękne że widzisz więcej niż ja napisałem.


bo paragon nie jest tylko paragonem dopoki ktoś nie zobaczy w nim liścia !!!


może prawda nie stoi po żadnej ze stron


może ona krąży między nimi jak kurz w świetle


bo czy nędza ma początek?


czy tylko zmienia adres?


u mnie to się wszystko zapętla


duch gryzie materię a materia oddaje.


i już nie wiadomo kto był pierwszy.


kto kogo wymyslił..

 


van gogh ( dziękuję!!!) by to pewnie rozrysował linią która się łamie.


a zola rozpisałby na pokolenia.


a my zostajemy z jednym ciałem i jednym zdaniem
które próbuje to uniesć.

 


dziękuję Ci za to spojrzenie:)

 


ono coś dopowiada czego sam nie umiałem nazwać.

 

chociaż próbowałem!

 

chciałem anihilacji tożsamości do poziomu atomu.

 

chciałem.....

 

 

Opublikowano (edytowane)

@Migrena

 

tak, to kwadratura koła, z tą nędzą materialną i duchową 

 

ależ osiągnąłeś efekt anihilacji!!!

jak najbardziej!!!

 

(z rodziną górników Van Gogh był zaprzyjaźniony - pozytywnie ich postrzegał i oceniał - jedynym złem, które dostrzegał, była bieda i pewien rodzaj niemocy wydostania się z zaklętego koła)

 

ta niemoc...

 

Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@violetta

 

będę próbował :)

 

dziękuję:)

 

 

 

 

@Poet Ka

 

tak mi teraz coś przyszło na myśl.

 

kocham obrazy Moneta, Maneta, Kandinskyego, Degasa.

 

a kiedy przyjdzie mi chęć o nich pomyśleć pierwsze co przychodzi mi na myśl to......van Gogh.

 

zastanawiam się dlaczego?

 

może przez jakąś szczególną lepkość jego obrazów.

 

to jego grubofarbiarstwo?

 

nie wiem.

 

ale coś w tym jest.

 

chociaż jego malarstwo lubię średnio.

 

 

masz może jakieś myśli na ten temat?

 

 

Opublikowano

@Migrena

 

Być może dlatego, że Vincent van Gogh kojarzy Ci się z archetypem malarza, zastępując w twojej wyobraźni signifié przypisane do signifiant „malarz”.

 

Nie przepadasz za jego twórczością, ale ukonstytuował się on w Twojej głowie jako synonim artysty.

 

Dlaczego? Ponieważ jest ikoną kultury masowej, a dodatkowo – poprzez nasycenie barw, trójwymiarowość (grube nakładanie farb) i oryginalność – jest niezwykle wizualny.

 

Jego warsztat malarski nie był akademicki, do tego stopnia, że ludzie ulegają złudzeniu, iż byliby

w stanie sami namalować „Słoneczniki”.

 

Nie przepadasz za nim ze względu na (pozorne?) braki warsztatowe

i właśnie tę iluzję łatwości.

 

Pojawia się jako pierwszy pod etykietą „malarz”, ponieważ jest głęboko zakorzeniony w popkulturze i operuje silnym obrazem.

 

Swój pośmiertny sukces Vincent zawdzięcza kulturze masowej – bez niej, braki warsztatowe (?) przesłoniłyby wizualność

i oryginalną ekspresję tej sztuki.

Opublikowano

@Poet Ka

 

może tak być jak piszesz.

 

w młodości dobrze poznałem jego twórczość.

 

rozczytywałem się też w jego biografiach.

 

fascynował mnie jako artysta.

 

ale jego obrazy.......były dla mnie zbyt "rwane", szorstkie, bez efektu przytulenia się.

 

wiem , że malował to co widziała jego dusza.

 

ale to mnie nie przekonało.

 

Monet malował to co widzą oczy.

 

i moje oczy patrzą przez jego oczy i widzę piękno które wywołuje ciarki.

 

 

Van Gogh mi nie utkwił z popularności.

 

z czegoś innego.

 

ale innego w jego obrazach.

 

myślę czasem o tym.

 

na próżno.

 

 

dziękuję Poe:)

 

Opublikowano (edytowane)

@Poet Ka

 

 

ale spójrz Poe na tego Moneta:)

 

najczystsze piękno:)

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Poet Ka

 

ja już wiem, że Ty piszesz sobą.

 

swoją głębią.

 

nie potrzebujesz dopalaczy inspiracyjnych.

 

i za to Cię bardzo cenię:)

 

 

 

 

 

@LessLove

 

bardzo mi miło:)

 

serdeczne dzięki:)

 

pozdrawiam:)

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Migrena

niejedna żona może poczuć się obrażona  ;)

 

Albo też - czyja żona zalazła za skórę autorowi ....

 

Z drugiej strony gdy połączymy pana z wiersza "jej mąż" z panią z wiersza "jego żona", powstaje zestaw idealnie dopełniający się. 

 

Jestem pod wrażeniem coraz to ciekawszych pomysłów i fantazji. 

 

Pzdr.

 

Opublikowano (edytowane)

@viola arvensis

 

tak się Wiolu zastanawiałem czy by nie napisać tekstu "ich samochód".

 

ale doszedłem do wniosku, że człowiek, jaki by nie był, delikatny, wrażliwy czy też ten z temperamentem lumpa, musi z gratem przegrać zawsze.

 

samochód toczy bowiem z człowiekiem mecz w który to tylko on strzela gole.

 

właściciel może mu co najwyżej........."pocałować pana majstra w dupę".

 

ale jeszcze pomyślę.

 

dziękuję bardzo:)

 

niech Cię dobro niesie przez świat w nieznane:)

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Migrena

 

Podchodzę do wiersza jak "kotka do jeża" - ostry, bolesny, odpychający ale ciągnie jak magnes z kosmicznej podróży. 

Dokonałeś wiwisekcji tępym nożem kuchennym. To brutalny, naturalistyczny i przerażająco celny zapis domowej entropii oraz procesu znikania człowieka w toksycznej relacji. I o tym, jak nienawiść potrafi stać się jedynym spoiwem związku. 

To bardzo mocny, mięsisty kawałek pisania. Ma w sobie coś z poetyki Świetlickiego wymieszanej z brutalizmem i turpizmem. Świetnie koresponduje z poprzednim wierszem o mężu, którego potraktowałeś trochę łagodniej - tak mi podpowiada moje feministyczne serce.  Całość - fantastycznie dobra!  :) 

Opublikowano

@Berenika97

 

tak sobie pomyślałem, że piekło domowe to najczęściej  piekło kobiet.

 

to wszedłem w ciemność żeby ją oświetlić.

 

tak jak umiałem.

 

dziękuję Nika bardzo za Twoje mądre słowa.

 

chyba były potrzebne.

 

pozdrawiam Cię:)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...