Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

   Wiek czternasty, rok tysiąc trzysetny osiemdziesiąty drugi. Kaszubski szlachcic Jan z Rusocina zaprasza w okolice wsi noszącej nazwę Kiełpino Zakon Kartuzów, założony we francuskim La Chartreuse w pobliżu Grenoble blisko trzy stulecia wcześniej - dokładnie w roku tysiąc osiemdziesiątym czwartym - przez pochodzącego z Kolonii Brunona, nazwanego później świętym. Zaczyna się, formalnie w tysiąc trzysetnym dziewięćdziesiątym roku, historia Kartuz.

   Zbudowany w ciągu ćwierćwiecza kościół, określany obecnie mianem kolegiaty kartuskiej, stoi do dziś. Jednak eremów, czyli domków mnichów - kartuzi zgodnie ze zakonną regułą zamieszkiwali osobno - już nie ma. Ale przyjezdny czy też przechodzień, jadący bądź idący ulicą Na Wzgórzu może zobaczyć jezioro - jedno z czterech na terenie miasta - przy którym wzniesiono dzisiejszą kolegiatę. Najprawdopodobniej wygląda  ono - wyglądają one - podobnie jak około sześciuset trzydziestu lat temu... 

   Oddalając się tą ulicą od kolegiaty, mijamy funkcjonujący od siedemdziesięciu zespół szkół, by za kilka minut dojść do biegnącej - poprzecznie w prawo - ulicy Prokowskiej (nazwa pochodzi od pobliskiego Prokowa).

   Na Wzgórzu stanowi jedną z głównych ulic dzisiejszych Kartuz, które uzyskały prawa miejskie 23 Kwietnia tysiąc dziewięćsetnego dwudziestego trzeciego roku na mocy decyzji generała Władysława Sikorskiego, pełniącego wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych. Zaczyna się ona przy centralnie położonym placu Kartuz, nazwanym imieniem wspomnianego już świętego Brunona. W jego pobliżu znajduje się nowoczesny budynek Urzędu Miejskiego, przed którym stoi popiersie dowódcy Błękitnej Armii, generała Józefa Hallera. Na jego wysokości, po drugiej stronie poprzecznej do biegnącej w kierunku Gdańska ulicy 3 Maja postawiono obelisk, upamiętniający sanitariuszkę V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej - Danutę Siedzikównę "Inkę", rozstrzelaną w gdańskim więzieniu przez egzekutorów Urzędu Bezpieczeństwa 28. Sierpnia w tysiąc dziewięćsetnym czterdziestym szóstym roku. 

   Zmierzając w górę wspomnianej ulicy 3 Maja, spoglądając od Urzędu Miasta po lewej stronie, biegną równolegle do siebie ulice Floriana Ceynowy (1817-1881)  i Aleksandra Majkowskiego (1876-1938). Co łączy obie te osoby? Zachęcam do zajrzenia, chociażby krótkiego, do ich życiorysów. Pomiędzy Pomiedzy nimi, na obszarze dawnego cmentarza ewangelickiego, leży dziś park z upamiętniającym tenże cmentarz obeliskiem. 

   Oczywiście, Kartuzy mają też swoje Rynek i Dworzec. Ten pierwszy przecina ulica Tadeusza Kościuszki; od drugiego wzięła nazwę ulica Dworcowa, biegnąca prostopadle do wspomnianej dziewięć wyrazów wcześniej. Za przylegającym do dworca kolejowego autobusowym została wyeksponowane lokomotywa parowa. Idąc wzdłuż torów można dotrzeć do ulicy Kościerskiej, na początku której znajduje się Muzeum Kaszubskie nazwane imieniem lokalnego działacza społecznego Franciszka Tredera. 

   Na ulicy 3 Maja, jeszcze bardziej ku Gdańskowi, znajduje się jeden z trzech kartuskich hoteli - "Pod Orłem". Drugim jest umiejscowiony w środkowej części miasta Zajazd Kaszubski z restauracją. Trochę dalej, po przeciwnej stronie, pod koniec dziewiętnastego stulecia zbudowano dom mieszkalny, zachowany do dziś w prawie niezmienionej formie. Trzeci hotel, do którego dojdziemy minąwszy lewostronnie położoną ulicę Sambora (I Gdańskiego, ok. 1150-1205 lub 1207), domy - po tej samej stronie, jak hotel "Pod Orłem" - oznaczone numerami osiemnastym, dwudziestym, dwudziestym drugim i dwudziestym czwartym, a po nich ulicę Mściwoja II (1220-1294), to "Miłosz". Oznaczony numerem trzydzieści dziewięć, wzniesiony został jako ostatni budynek przy tej ulicy i zarazem przed rondem na drodze do Gdańska. Ulice Sambora i Mściwoja, będących pomorskimi książętami, biegną równolegle ku jednemu z kartuskich jezior, natomiast pierwsza z nich zaczyna się się budynkiem z tysiąc trzydziestego drugiego roku. 

 

                 *     *     *

 

   Czytelnik z pewnością domyśla się, że na terenie Kartuz znajduje się więcej domów, pamiętających rozwój miasta. A jako że intencja powstania powyższego opowiadania jest oczywista, Autor uznaje za zbędne jej precyzowanie. Natomiast fotografie wymienionych obiektów przy próbie ich załączenia obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni i to właśnie, a nie lekceważenie Czytelnika, jest powodem rezygnacji z ich opublikowania.

 

   Kartuzy, 1. Maja 2026 

 

 

 

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jako Kaszub w 25 %, a ten procent pochodzi z zacnej rodziny Szwochów, bardzo mi się podoba taki opis, nawiązujący do historii "stolicy Kaszub". Franciszek Szwoch, brat mojej babci, ceniony malarz, malował pracę i życie Kaszubów. Znaczna część kolekcji spłonęła w Powstaniu Warszawskim, a niniejszy jest jednym z nielicznych, które będąc w innym miejscu, ocalały i znajduje się w moim posiadaniu. To taka ciekawostka. Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Marek.zak1

   O proszę: w takim razie Witojte. O tej rodzinie właśnie dowiedziałem się od Ciebie, nie słysząc o niej uprzednio. Dzięki wielce za ciekawostkę, jak nazwałeś zasadniczą część Twojej wiadomości. Zaprezentowany obraz jest przepiękny; wspaniale, że chociaż kilka - w tym tenże właśnie - ocalało. 

   A czy znasz te nazwiska i te książki? 

   Pozdrawiam Cię. Dziękuję za przeczytanie. 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Corleone 11

 

Również przeczytałam - tylko nie wiem, jak nazwać Twój tekst - bo nie jest to opowiadanie. 

Treść merytoryczna jest solidna - tekst zawiera konkretne daty, nazwiska i fakty historyczne dotyczące Kartuz, które sprawiają wrażenie rzetelnie zebranych.

Próba pokazania miasta przez pryzmat jego historii i przestrzeni jest interesującym pomysłem narracyjnym. Szkoda tylko, że tej historii jest tak mało. 

Doszłam do wniosku, że zainteresowałyby mnie bardziej te ciekawostki, wydarzenia z historii Kaszubów, których nie można znaleźć łatwo w sieci.  Tak naprawdę mało się wie o ludziach Pomorza, ludziach z Kartuz.  Oglądałam film "Kamerdyner" - uświadomił mi, jak blisko jestem tej krainy, o której tak niewiele wiem. 

A wracając do tekstu - nie bardzo rozumiem, dlaczego rozpisałeś   daty historyczne (trudniejsze do odczytania), tym bardziej, że potem stosujesz  zapis matematyczny. :) 

 

Pozdrawiam. :) 

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

@Berenika97

   Bereniko: tenże tekst jest swoistym spacerem. Zaś cytując Twoje zdanie: to "(...) Próba pokazania miasta przez pryzmat jego historii i przestrzeni. (...)" Przedstawiana, wędrując wspomnianymi ulicami. 

   Dziękuję Ci za uznanie dla mojej rzetelności - i dla, znów przytoczę Twoje zdanie zmieniwszy przypadek, mojego "pomysłu narracyjnego". Dziękuję też za czytelniczą wizytę oraz za pozostawiony komentarz. 

   Pozdrawiam Cię. Miłych sobotniego popołudnia i wieczoru oraz Niedzieli. 

 

@hollow man

   Hollow Man'ie, dzięki za odwiedziny. Odnośnie zaś do komentarza, za ktory też dziękuję: odpowiadam, że stolicą Kaszub są Kartuzy. 

   Pozdrawiam Cię. Miłego week-end'u. 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...