@Berenika97 Ja w wierszu widzę może nie tyle przegraną walkę z nałogiem, ile z własnym lękiem. Gdy po wyjściu z nałogu człowiek nie potrafi swobodnie funkcjonować, ciągle musi zagłuszać myśli, unikać sytuacji, które mogłyby stać się zapalnikiem nawrotu. Przeszłe uzależnienie przybiera postać nadmiernej ostrożności, człowiek zdaje się być tykająca bombą. Jakby jeden zły ruch miał zburzyć cały postęp i uruchomić lawinę. Nałóg, choć pokonany, dalej jest obecny na każdym kroku, w każdej decyzji.
Dlatego zaczyna mówić imieniem…choć przecież go nie ma. Ale jest przegadywany, zdrapywany do krwi, więc w jakiś sposób dalej przejmuje ster. Dla mnie wiersz zostawia jakiś cień nadziei, jest opisem wykańczającego psychicznie procesu, ale może jeszcze nie przegraną…