Ktoś, gdzieś, kiedyś
opowiedział mi historię o wędrowcu
będącym mną.
Jedzącym śniadanie o północy
w gardle nocy,
w godzinie sów -
albo snów, które nie wracają.
Ktoś, gdzieś, kiedyś
zobaczył rysę
pod uśmiechem.
Tym klaunowym,
przyklejonym zbyt długo.
Bawię się doskonale -
powiedziałam,
żeby nie pęknąć.
Ktoś widział, jak płaczę.
Płacz. Płacz. Płacz.
Jedwabna chusteczka w kieszeni,
jak żart, którego nikt nie kończy.
Jesienny płaszcz,
cięższy niż powinien.
Parasol nad głową -
na rzeczy, które i tak spadają.
I wtedy zrozumiałam,
że nikt nie patrzył naprawdę.