Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Arsis

Arsis

Pójdziemy w las? Chodź, Pójdźmy w mrok, w mgielny bezkształt nicości. Spójrz, ja idę

tym krokiem powolnym i cichym.

Wiesz, dzisiaj jest wiatr. Wiatr bezwonny i tkliwy.

Taki wiatr majaczący na skroniach. I ten wiatr. Ten wiatr, który wciąż...

 

Ten nadmiar powietrza...

 

Nade mną.

Wokół.

Wszędzie…

 

Gałęzie mnożą swoje sklepienia. Bezlistne konary.

Wiotkie łodygi, których każde poruszenie.

Których najmniejsze nawet drgnięcie…

 

I coraz bardziej szeleszczą, szumią białą ciszą.

Takim szemrzącym szmerem

spadającym na membranę ucha drobniutkimi cząsteczkami czasu.

Tego czasu, który został w tobie. Nietknięty przez epoki zapomnienia.

 

Tego czasu, który we mnie…

 

Między drzewami rzeźby

na wpół zamglone.

Wykute twarze brodatych faunów.

 

Obojętne oblicza na wskroś śmiertelnych, pustych spojrzeń.

W wijących się korzeniach przytłoczonych omszoną ciszą,

która wryła się w każdy załom, kamień, strumień płynący pod kładką.

 

I w coś jeszcze, co burzy to wszystko.

W przeżarty rdzą

kawałek złomu wystający z topieli.

Industrialny element niepasujący do całości.

Fragment karoserii ze ślepym oczodołem reflektora….

 

I podążamy nadal w tej mgle, która nam włosy zalewa i oczy.

W tym milczeniu, które narasta w twojej twarzy zwróconej do mnie profilem...

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-04-09)

 

 

Arsis

Arsis

Pójdziemy w las? Chodź, Pójdźmy w mrok, w mgielny bezkształt nicości. Spójrz, ja idę

tym krokiem powolnym i cichym.

Wiesz, dzisiaj jest wiatr. Wiatr bezwonny i tkliwy.

Taki wiatr majaczący na skroniach. I ten wiatr. Ten wiatr, który wciąż...

 

Ten nadmiar powietrza...

 

Nade mną.

Wokół.

Wszędzie…

 

Gałęzie mnożą swoje sklepienia. Bezlistne konary.

Wiotkie łodygi, których każde poruszenie.

Których najmniejsze nawet drgnięcie…

 

I coraz bardziej szeleszczą, szumią białą ciszą.

Takim szemrzącym szmerem

spadającym na membranę ucha drobniutkimi cząsteczkami czasu.

Tego czasu, który został w tobie. Nietknięty przez epoki zapomnienia.

 

Tego czasu, który we mnie…

 

Między drzewami rzeźby

na wpół zamglone.

Wykute twarze brodatych faunów.

 

Obojętne oblicza na wskroś śmiertelnych, pustych spojrzeń.

W wijących się korzeniach przytłoczonych omszoną ciszą,

która wryła się w każdy załom, kamień, strumień płynący pod kładką.

 

I w coś jeszcze, co burzy to wszystko.

W przeżarty rdzą

kawałek złomu wystający z topieli.

Industrialny element niepasujący do całości.

Fragment karoserii ze ślepym oczodołem reflektora….

 

I podążamy nadal w tej mgle która nam włosy zalewa i oczy.

W tym milczeniu, które narasta w twojej twarzy zwróconej do mnie profilem...

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-04-09)

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...