Podbiały przy siklawie,
przy nurcie rwącym dalej
w rozlaną i zmąconą
zieleń, ostoję klenia.
Nim liść w koronę drzewa
rozwarstwi wierzchni stelaż,
przenicuje plon światła,
chwast dzióbek w rurkę składa.
Jak Piątkową kołatką,
chrobocze w żółtą barwę.
Gdy kamień się odsuwa,
w kłącza podbiału — góra.
„Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział.” Mt 28, 6