Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane

mówicie że piękne życie czeka nas po wyborach

do portfela coś kapnie drogi mosty będą nowe

żłobki oraz przedszkola mieszkanie dla każdego

rolnik będzie zadowolony lek dla seniora tańszy

 

sprawiedliwość sprawiedliwa - tyle tego wszystkiego

że tego nie ogarniam ale pytam tych wybieranych

czemu wcześniej tych tych obietnic nie było tylko

teraz przed wyborami - przecież to wszystko to kłam

 

bo dla większości z was liczy się tylko to że coś co

miesiąc za wasze  lenistwa  na konta wam wpadnie

tak tak przyszła władzo do was ja dzisiaj już pije

którzy do grubej władzy  się  rozpychacie

 

i powiem wam tak  - ja tego co napisałem  nic a nic

się nie wstydzę ale wy powinniście bo nie stać  was

na tak szeroką gamę obiecanek którymi próbujecie

przekupić  zwykłe  kruche ludzkie zaufanie

 

widzę że piękne życie czeka nas po wyborach

do portfela coś kapnie drogi mosty będą nowe

żłobki oraz przedszkola mieszkanie dla każdego

rolnik ma być zadowolony lek dla seniora tańszy

 

sprawiedliwość sprawiedliwa - tyle tego wszystkiego

że tego nie ogarniam ale pytam tych wybieranych

czemu wcześniej tych tych obietnic nie było tylko

teraz przed wyborami - przecież to wszystko to kłam

 

bo dla większości z was liczy się tylko to że coś co

miesiąc za wasze  lenistwa  na konta wam wpadnie

tak tak przyszła władzo do was ja dzisiaj już pije

którzy do grubej władzy  się  rozpychacie

 

i powiem wam tak  - ja tego co napisałem  nic a nic

się nie wstydzę ale wy powinniście bo nie stać  was

na tak szeroką gamę obiecanek którymi próbujecie

przekupić  zwykłe  kruche ludzkie zaufanie

 

  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...