Linia nr 28, godziny szczytu.
Jesteśmy jak sardynki w puszce z czerwonego plastiku.
Jeszcze parę minut i sos własny gotowy.
W pozycji na baczność dotykasz dłoni — nieśmiało,
próbując wybrnąć z tego zasupłania.
Gwałtowne hamowanie zbliża jeszcze bardziej.
Wpadasz...
całym ciężarem niezdarności na mój lewy but.
Podeszwa — ta bezwzględna pieczątka —
właśnie dobija moje palce;
i co z tego,
kiedy twoje pięćdziesiąt twarzy winy
rozbraja skuteczniej niż saper.
Stoisz zapętlony w przeprosiny,
a ja zapomniałam, że wypadałoby cię nie znosić.
W tym ścisku, między zapachem deszczu a mokrym płaszczem
tworzymy mikrokosmos:
wina, zdeptane palce
i ta dziwna autobusowa poufałość,
która nie potrzebuje imion,
żeby przez chwilę
dzielić wspólną bezradność.
Nigdy nie byłam tak blisko z mężczyzną w autobusie.
To tak z przymrużeniem oka;)
widzę że piękne życie czeka nas po wyborach
do portfela coś kapnie drogi mosty będą nowe
żłobki oraz przedszkola mieszkanie dla każdego
rolnik ma być zadowolony lek dla seniora tańszy
sprawiedliwość sprawiedliwa - tyle tego wszystkiego
że tego nie ogarniam ale pytam tych wybieranych
czemu wcześniej tych tych obietnic nie było tylko
teraz przed wyborami - przecież to wszystko to kłam
bo dla większości z was liczy się tylko to że coś co
miesiąc za wasze lenistwa na konta wam wpadnie
tak tak przyszła władzo do was ja dzisiaj już pije
którzy do grubej władzy się rozpychacie
i powiem wam tak - ja tego co napisałem nic a nic
się nie wstydzę ale wy powinniście bo nie stać was
na tak szeroką gamę obiecanek którymi próbujecie
przekupić zwykłe kruche ludzkie zaufanie
Rekomendowane odpowiedzi