Całą duszą po papierze
W mroźny seans na kanapie,
Gdy kolka zwoje synaps złapie,
Lubię spokój, lubię ciszę.
To wtedy moje wiersze piszę.
Bez rozbłysków na ekranie,
Okrzyków – cóż się jutro stanie,
Ja wtedy serca czucie piszę,
Które w tętniącej krwi usłyszę.
Płynę nad przeszłych dróg rozstaje
A sam je kiedyś tam widziałem –
Trzeszczące wiercą w głębi duszy
Nadmiernym hukiem śmiesznych wzruszeń.
Szast! Jednym haustem dno kielicha
Wysuszę. Spojrzę, czy nie czyha
Na spodzie demon snów zajadłych,
Bo gdyby dopadł, rozum zjadłby.
Z inkaustu wydrę czerń litery –
Przemyśleń wyjątkowo szczerych.
Niech świat, jak mnie, tak samo gryzą
Lub farsą krotochwilną szydzą.
Marek Thomanek
17.02.2026