Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gwiżdż
Aż zatańczy
Niemal zbielała sukienka
Lekko
Zachwieje się
Wyblakła dłoń
Nim przyszpili
Jedwab
Do uda

Patrz
Aż przyśpieszy
Nieśmiały oddech
Od niechcenia
Zatoczy łuk
Zadziorne spojrzenie
Nim zaboli
Rozochocona
Liryczność

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


się obrażania, znaczy?
(wiesz, że ja umysł ścisły jestem)



Prosta jestem w obsłudze;)
A tak poważnie: większość erotycznych wybryków na tym forum kompletnie mnie nie rusza,
ani w poetyckim sensie, ani.
;)
/i.

Tak, "się obrażania".
Miałam na myśli erotyzm w moim wydaniu - narcyz jestem ;-).

Cat
Opublikowano

Cat, chyba przegięłaś tym razem ;)
Za piekne, wiesz ja nie jestem ekspertem ani od poezji erotycznej, ani - ale:
"Ledwo szepczący oddech" czy "Pyszne spojrzenie" - to takie rarytasy nie są. Raczej nie ta estetyka, co być miała?
"Niemal zbielała" - literówka.
pzdr. b
PS. Pisz, pisz, ale pracuj też (w słowach ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dzięki, Bezecie Nieoceniony!

Literoofka poprawiona. Wiem, że nie rarytasy. Pomyślę. Nie mogłam znaleźć w tej swojej "niby-głowie" odpowiednich słów - nawet mi ich czasem - na przekór zawodowi - brak ;-)

Megacmok,

Cat
Opublikowano

witaj Cat, miło Cię widzieć i czytac coś Twojego:)

urok tego wiersza, osobiście dla mnie, tkwi w jego pourywanych umiejętnie wersach, wielkie litery, które najczęściej drażnią, tutaj odnajdują się w szeregu słów i znaczeń...........

drobna kosmetyka potrzebna za rada Bezeta.....wiersz mnie zatrzymał, odeszłam i wróciłam, więc "coś" w nim jest:))

pozdr. ciepło/a

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...