Na wzgórku rządzą:
Knurr, Bidon i Amida
Trzech muszkieterów raka wątroby
We wzgórkowym zamczysku
Sceny jak w Otranto
Ojciec sarmata zakłada palto
Dał ciepłą kluchą synowi po pysku
Wzniósł razem gmach na obroty
Cieniem nad wioską obraca kippa
Na wzgórku rządzą:
Sepsi, Kiła i Mogiła
Zagazowanych tępią tumanów
Turlając przed okiem rozległą miedzą
Zaczęło się to czarnym handlem
Wraz z nawałnicą piętnastego wieku
Obite jak grunt falą u brzegu
Nadęli policzki i jednym haustem
Napawają się złotem i miedzią
Do tego nadzieję marylskich kurhanów
Morel Salomon* palcem zabija
Na stołku pierdzą:
Garry, Eustachy, Noe i Zygmunt
Tylko nie w tym kościele praży
Zagłuszają go chmury wzgórkowe
DIETA CUD DIETA CUD DIETA CUD
Z wędzidłem wyssany brud
Niebo przykrył termicznym kocem
I każe gwiazdom ubiegać się o azyl
Jak dyrygent ma pilnować rytmu?
Tak o jego pracy twierdzą.
Szklarze sparzone w hucie paluchy
Umęczone w powszechnym cyberzakładzie
Wsadzają sobie głęboko w dupę
Ażeby chociaż kciuk uratować od tego odoru
Wyciągnięty w góre, mówi że jest okej
Ozon wściekły drży do okien
Że na próżno schylił otworu
Brzydko dzisiaj rozdał krupier
Więc zastygł lud w szklanym przysiadzie
Setki serc zobaczą, nim wyzioną duchy
Przy stole siedzą:
Kozyra, Baal i Abbadon
Cóż ten rok ze sobą przyniesie?
Ten trzeci, w ciemnych okularach
Szpera nosem po globusie
U boku Szatana w balowym luksusie
Chwalił się co wszczął w kontuarach
I co zrobił w minabskim* mieście
Jako mięso armatnie byle Meigel baron
"Wstawił się" przed twierdzą.
Ten drugi, stoi w Nowym Jorku
Skorodowana żądzą płonąca pochodnia
Chwieje się na samą woń
Kruków krążących nad Tel Awiwem
Toteż rzuca im trochę ziarna
Ten trzeci, nie byle parias
Na wieść że wkrótce trzej pójdą z dymem
Wyciągnął w powietrze dłoń
Opróżniono wtem krwiste rzeki do cna
Jak stare wino, z tęsknotą marzące o korku.
