Ubocze
Spędzam czas w ścianach ubocza,
mierząc przerwy między meblami.
Liczę metry, które mnie pochowały.
Dziury w drzwiach i tłuste odciski
brudzą skórę, gdy mnie obserwują —
wróciły, by na dobre wrosnąć.
Szafa powolutku się rozkłada,
rozpychając stereotypową ruinę.
Jest pełna znamiennych chrząszczy —
pamiętają krzyże w pokoju bez okien.
Zgrywają martwe, bo brakło im światła.