Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

— Gdzie mieszkasz? 

   Posłał mi jedno ze swych błękitnych spojrzeń.

   — Niedaleko.

   Jak znalazłem się u boku tego chłopca-mlecza, tego połączenia słodkowodnej żabki i płowych dłoni? 

Kusi mnie, aby napisać, że i dla mnie pozostaje to zagadką; jednak wówczas bym skłamał. Po prostu przyjąłem zaproszenie na jego urodziny.

   Wkrótce wyrósł przed nami dom: odrapany i na wpół pochłonięty przez bluszcz. Jego strażnicy, dwa dostojne gołębie, siedzieli przycupnięci na dachu.

   Mój towarzysz uśmiechnął się półgębkiem, po czym wsunął się w szparę między furtką a ogrodzeniem.

   — Odsuń się!

   Zrobiłem krok do tyłu; najeżona drzazgami furtka z impetem otworzyła się na oścież. Przez chwilę się jeszcze chwiała — a później, uspokojona, wpuściła mnie na podwórko.

   W domu przywitała nas zwarta masa obłych fizjonomii, z której wystawał tylko haczykowaty nos najstarszego brata. Wtłoczyliśmy się wszyscy w największy pokój, gdzie każdy przysunął sobie krzesło. Wtedy — pozwólcie, że będę tak nazywał najstarszego brata! — Nos przypomniał sobie o torcie, i pospieszył go przynieść. Wszystko już było gotowe: tort królował na stole, za prawą rękę mając jabłka, a za lewą — czerwoną, chyba nie do końca stężałą galaretkę.

   I już, już nadchodziła kulminacja — czuło się jej bliskość nawet w drgawkach kurzu nad gałganami dywanu — kiedy solenizant zorientował się, że… na torcie brakuje świeczek.

   Nos wyartykułował słowo, którego tu nie przytoczę. A potem chwycił jabłko i, zupełnie jak kauczukową piłeczkę, odbił je od stołu.

   Utkwiło w miejscu, gdzie zwykle znajduje się żarówka. 

   Zaczerwieniony, Nos stanął na krześle i spróbował je wyjąć. Zastygliśmy przy stole. Nos jeszcze wyraźniej poczerwieniał. Objął jabłko obiema dłońmi i pociągnął. Jedna z dziewczynek przytrzymywała oparcie jego krzesła.

   Pociągnął raz jeszcze, mocniej; napięły się mięśnie chudych ramion. Wreszcie westchnął i odwrócił się. Chciał zeskoczyć na ziemię, lecz, widząc minę brata, zszedł z krzesła.

   “Obejdzie się bez świeczek…”

   I zaczynaliśmy już jeść, kiedy na obrzeżach naszego widzenia coś zamigotało. Nie wiem kto zaczął klaskać pierwszy; lecz nie ma to znaczenia, bo klaskali wszyscy. Przez francuskie okno wpadały smugi mlecznego światła, a Nos — włożył do półmiska uwalane kremem z tortu jabłko.

   

 

   

Edytowane przez Lenore Grey (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • I cela, papieżu, nam. A nuże i papa leci!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...