Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Nazajutrz, w sobotę, wstałem już o 6 rano. O wpół do ósmej przyszła do mnie teściowa i zastała zrobione przeze mnie gotowe śniadanie. Zjedliśmy razem śniadanie i gdzieś tak dziesięć po 8 poszliśmy do mieszkania pani Krysi i razem z nią wyruszyliśmy na dworzec autobusowy. Nasz autobus PKS odjeżdżał o godzinie dziesiątej i chodziło nam o to, żeby móc iść spacerkiem i zdążyć na niego. Zresztą skrót „PKS” od jakiegoś czasu znów oznaczał „Państwowa Komunikacja Samochodowa”, a status przedsiębiorstwa państwowego także w komunikacji autobusowej wracał znowu do łask. Przy czym te naprawdę państwowe PKSy miały w znacznej mierze charakter regionalno-lokalny. Ostateczny kształt publicznej komunikacji autobusowej był ciągle dyskutowany na najwyższym szczeblu. Co się zaś tyczy tych najdłuższych linii autobusowych, n.p. Z Gdańska do Warszawy, albo z wręcz z Gdańska do Krakowa, to rozważano, żeby je włączyć w struktury Polskich Kolei Państwowych albo Poczty Polskiej.

 

W drodze na dworzec moja teściowa zaczęła pani Krysi wyznawać, jakiego to doznała szoku, kiedy się dowiedziała, że Agnieszka trafiła za kratki i tak rozpoczęła się rozmowa pomiędzy dwoma kobietami o różnych matczynych troskach. Ja na te wywody teściowej specjalnie nie reagowałem. W końcu to Agnieszki ocena tego, co się z nią dzieje za murami więziennymi, była dla mnie najważniejsza. Po przyjściu na dworzec i dotarciu na stanowisko i po niezbyt długim oczekiwaniu nadjechał nasz autobus i tak rozpoczęła się nasza podróż. Kiedy już dotarliśmy autobusem do celu, spokojnym spacerkiem ruszyliśmy w kierunku zakładu karnego.

 

Niby powinienem być już przyzwyczajony do tej drogi do więzienia, ale jednak przechodził mnie ciągle pewien lekki dreszczyk, kiedy tam szliśmy. Wiem, że to może zabrzmi co najmniej dziwnie, ale czułem się, jak na swego rodzaju...pielgrzymce. Dlaczego takie myśli mi chodzą po głowie? Raz, że byłem w drodze do mojej żony, w której byłem i jestem zakochany na zabój. Ale po drugie też dlatego, że zakład karny coraz bardziej mi się kojarzył z... przybytkiem cnoty. W końcu więzienie ma być jak klasztor, miejscem uprawiania ascezy. A tam w środku moja żona, której jestem winny dozgonną wierność. W moich myślach i fantazjach jednostka penitencjarna zaczynała być wręcz jakimś sanktuarium. Ale nie zamierzałem się dzielić z obydwoma paniami, które mi towarzyszyły, tymi myślami, ponieważ obawiałem się albo byłem wręcz pewny, że nie zostanę zrozumiany. Kiedy przechodziliśmy przez pewien park zauważyłem:

 

- To jest chyba jeden z tych terenów zielonych, które więźniarki, w tym moja żona regularnie sprzątają. -

 

Od razu dostałem odpowiedź od pani Krysi:

 

- Że też pana żona mając wyższe wykształcenie musi wykonywać takie fizyczne prace, jak jakaś dziewucha po zawodówce.....

 

- Pani Krysiu – oznajmiłem zdecydowanym tonem – moja żona jest dziennikarką i poznawanie różnych segmentów naszej rzeczywistości, także od wewnątrz, jest jej zawodowym powołaniem.

 

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, zostaliśmy wylegitymowani przez funkcjonariuszkę, a ja tej funkcjonariuszce przekazałem ubrania i buty dla Agnieszki, które moja żona chciała założyć wychodząc na przepustkę. Następnie udaliśmy się do pomieszczenia widzeń. Od razu po wejściu do budynku więziennego prawie ciągle było słychać walenie więziennych drewniaków o ziemię, związane najwyraźniej z chodzeniem więźniarek. Ten odgłos tworzył w budynku pewną atmosferę ciężkości, a tym samym dodawał zakładowi karnemu powagi. I jakoś, może nawet podświadomie, zacząłem być przekonany, że właśnie taki klimat powinien być w zakładzie karnym. Gdyby więc przyprowadzono mi żonę na widzenie na przykład w jakiejś sukience w kwiatki i balerinach zamiast drelichowej spódnicy i więziennych chodakach, to chyba bym odczuwał jakiś dysonans. No i kto wie... Może bym się nawet poskarżył w Ministerstwie Sprawiedliwości...W końcu jako obywatelowi i mężowi nie mogło mi być obojętne, jak jest wykonywana kara mojej żony...

 

W pomieszczeniu widzeń nie musieliśmy długo czekać na Agnieszkę. Została wprowadzona z grupą innych więźniarek, miała uśmiech na twarzy i zaczęła witanie i całowanie się od swojej mamy, potem przyszła kolej na panią Krysię, po której nieco zaskoczonej minie widać było, że rzeczywistość więzienna jest dla niej nowością. Potem przyszła kolej na mnie. Kiedy dotknęła swoimi słodkimi, uśmiechniętymi ustami moich ust, poczułem w genitaliach jej kolano oraz ból, następnie drugie jej kolano w tym samym miejscu i znowu ból.

 

- To było za to, co naopowiadałeś pani Krysi o naszym małżeństwie. - rzekła swoim najmilszym i jednocześnie nieco przyciszonym głosem. - O dalszych konsekwencjach porozmawiamy, jak będę już na przepustce.-

- A teraz siadaj, musimy wszyscy razem porozmawiać. - dodała po chwili radosnym głosem.

 

Ponieważ było nas cztery osoby, to usiedliśmy w kółku. Agnieszka siedziała z nogami zgiętymi w kolanach pod kątem prostym, z podudziami lekko odchylonymi w jej lewą stronę. Słowem- wyglądała jak bardzo grzeczna dziewczynka. Ja siedziałem dokładnie naprzeciw żony, teściowa i sąsiadka po moich bokach.

 

- No i jak minęła podróż? - zapytała nas wszystkich z rozpromienioną twarzą.

 

Ja się poczułem od razu zachęcony tym pytaniem, więc odparłem:

 

- W drodze od autobusu szliśmy tutaj przez pewien park. Czy także ten park sprzątacie.-

 

- Od kiedy tu trafiłam, to raczej wszystkie okoliczne parki sprzątałyśmy. - padła odpowiedź z ust mojej żony.- A więc pewno i ten.

- I jak? Ładnie wysprzątałyśmy? - dodała po chwili z zaciekawioną i rozpromienioną twarzą.

 

Teraz odezwała się pani Krysia:

 

- Że też pani, dziewczyna z wyższym wykształceniem, musi wykonywać takie podłe prace...

- I pewno jeszcze w tym drelichu i chodakach z literami ZK, żeby wszyscy patrzyli się na moją córkę, jak na jakąś podłą kryminalistkę... - dodała moja teściowa.

 

Odpowiedź Agnieszki nie kazała długo na siebie czekać:

- Pani Krysiu, jakież znowu podłe prace. Prace ogrodowe należą do najfaniejszych prac, jakie sobie można wyobrazić. Pani przecież też robi na działce...

- A co do ciebie, mamo, to wstydzić powinnam się tego, że jechałam nietrzeźwa, a nie tego, że mnie ludzie widzą w więziennym drelichu. Jak się narozrabiało, to trzeba mieć odwagę cywilną, żeby się do tego przyznać...- dodała po chwili nieco surowszym głosem.

 

-I że też w czymś takim musi się pani mężowi pokazywać... Przynajmniej na widzenia mogli by pani dać normalną odzież. - kontynuowała pani Krysia swoje użalanie się nad moją żoną.

- Ależ pani Krysiu, mój Marek jest wręcz zachwycony, jak mnie tak widzi...- powiedziała moja Aga i rzuciła figlarne spojrzenie w moim kierunku. - Widzi pani, jakimi oczętami się gapi na mnie...

 

Rzeczywiście miałem wrażenie, że moje wpatrzone w żonę oczy stawały się nieco mętne. Tak, jakbym patrzył na nią w jakimś śnie. Jej więzienna spódnica, obłe chodaki i do tego chustka na głowie dodawały jej kobiecości. Spod chustki wystawały jej kosmyki włosów – już sam nie wiem, czy zgodnie z przepisami, czy nie...

 

- No Mareczku, co się tak patrzysz na moje stopy? - kontynuowała swoim słodziutkim głosem- Chyba wiem, o co ci chodzi...

 

I kopnęła mnie najpierw jedną a potem drugą nogą.

 

- Hurra, teraz ja wygrałam, pierwsza go kopnęłam...- oznajmiła.

 

- Widzicie – zwróciła się następnie do swojej mamy i do sąsiadki – ten mój mąż-głuptas jest tu wszystkim zafascynowany...

 

- Nawet literami ZK na moich więziennych drewniakach. - dodała z nutą ironii.

 

- I makijażu pani pewno też nie wolno mieć. - pani Krystyna starała się kontynuować swoje użalanie nad moją żoną.

- Oj, to straszne...- padła szybka, ironiczna odpowiedź Agnieszki. - A wie pani, że funkcjonariuszki też nie mogą mieć makijażu? -

 

- A teraz koniec z tymi żalami! - zarządziła władczym głosem moja żona i rozpoczęła się rozmowa o tym, co słychać u pani Krysi, co słychać u rodziców Agnieszki, a także o tym, co słychać w naszym mieszkaniu, zostawionym pod moją opieką.

 

Kiedy już wychodziliśmy z widzenia, teściowa zwróciła się do nadzorującej te widzenie strażniczki:

 

- Proszę pani, muszę porozmawiać z panią naczelnik, kiedy to będzie możliwe?

- Pani naczelnik powinna tu się gdzieś kręcić...O, tam właśnie stoi.

 

Wszyscy razem podeszliśmy do naczelnik zakładu karnego. Teściowa odezwała się:

 

- Pani naczelnik, muszę z panią koniecznie porozmawiać o mojej córce, Agnieszce Zawadzkiej- Milewskiej, którą właśnie odwiedziłam tutaj...

- Ależ oczywiście, ale jest jeden warunek: W rozmowie musi uczestniczyć także pani zięć. Agnieszka wskazała bowiem swojego męża jako jedną z tych osób, którą darzy największym zaufaniem.

 

- Marek Milewski, mąż Agnieszki. - przedstawiłem się.

- Bardzo mi miło. -odpowiedziała naczelnik. - W takim razie zapraszam do mnie.

- Ja się w takim razie już pożegnam. Sama wrócę do domu. - zasygnalizowała pani Krysia.

 

Ja z teściową zostaliśmy poproszeni do pewnego pomieszczenia, gdzie naczelnik kazała nam usiąść przy stole i czekać na nią. Zza okna dochodziło miarowe klekotanie drewniaków. Podszedłem więc do okna i ujrzałem dosyć długi szereg więźniarek chodzących w kółko po więziennym podwórku. Zobaczyłem wśród nich także moją żonę idącą razem z Agatą.Obie dziewczyny zauważyły mnie, zaczęły się do mnie uśmiechać, mi kiwać i w końcu...przesłały mi całuski. Ja też się uśmiechnąłem, pomachałem dziewczynom, oddaliłem się od okna i wróciłem do stołu. Ta siermiężność tego chodzenia w kółko po spacerniaku w wykonaniu takich fantastycznych i jednocześnie tak siermiężnie ubranych dziewczyn, jak moja żona, bardzo mnie kręciła. Siermiężność siermiężnością, ale w końcu koło to także symbol doskonałości...

 

Po chwili weszła naczelnik, usiadła naprzeciwko nas i zwróciła się do teściowej:

 

To w takim razie słucham panią.

 

Teściowa od razu rozpoczęła swój wywód z dużą dawką emocji:

 

- Pani naczelnik, musi pani koniecznie wnioskować o przedterminowe zwolnienie mojej córki. Wiem, że pani może to zrobić. Agnieszka to porządna dziewczyna. Raz popełniła błąd, a ten sędzia ją zaraz na sześć miesięcy zamknął. Kto inny to by w takiej sytuacji dostał karę w zawieszeniu...A moja głupia córka to się nawet nie odwołała.

Naczelniczka odpowiedziała spokojnym głosem, nacechowanym rozwagą:

Proszę pani, ja bym się czuła zobowiązana wnioskować o przedterminowe zwolnienie pani córki, gdybym była przekonana, że pani córka jest na to gotowa. Niestety obawiam się, że tak nie jest...

 

Teściowa patrzyła niespokojnym, roztargnionym wzrokiem. Pani naczelnik kontynuowała:

 

- Agnieszka żałuje tej swojej jazdy w stanie nietrzeźwym. Ale żal i chęć poprawy to za mało. Potrzebna jest jeszcze wytrwałość w dążeniu do naprawy swojego życia i tu widzę u niej pewien problem. Widzę u niej pewną skłonność do niestabilności emocjonalnej,pewien lęk przed życiem...Owszem, co do zasady jest wręcz wzorową więźniarką. Ale, co będzie po wyjściu na wolność?

 

Pani naczelnik się nieco zamyśliła i po chwili kontynuowała:

 

- Jak już powiedziałam, Agnieszka jest, co do zasady wzorową więźniarką. Objawia się to w ten sposób, że troszczy się o wszystkich i o wszystkie możliwe sprawy. Jest bardzo uczynna i powszechnie lubiana przez inne więźniarki i funkcjonariuszki. Natomiast z troszczeniem się o swoje własne życie jest u niej nieco gorzej. Jakby chciała uciec od własnego życia, jakby się go bała. Ale skoro już mowa o przedterminowym zwolnieniu, to najważniejszym argumentem powinno być to, że Agnieszka zawsze otwarcie deklaruje, że nie chce przedterminowego zwolnienia, można wręcz powiedzieć, że się przed nim broni. Mam wrażenie, że zakład karny jest dla pani córki swego rodzaju stabilizatorem jej życia.

 

- Też coś! – odpowiedziała teściowa z nutą oburzenia – Żeby moja córka wolała pobyt za kratami od normalnego życia! Jak jakaś podła kryminalistka...

 

- Proszę tak nie mówić! - głos pani naczelnik brzmiał teraz bardzo stanowczo – Pani córka to bardzo wrażliwa dziewczyna. A to, co nam się wydaje normalnością, dla innego człowieka już może nie być takie normalne.

 

Słuchając tej rozmowy pewne rzeczy zaczęły mi się układać w głowie i w końcu doszedłem dw wniosku, że wreszcie powinienem zabrać głos:

 

- Przez długi czas traktowałem charakter mojej żony, jej różne wybryki z pewnym pobłażaniem. Ale teraz pewne rzeczy widzę, jak na dłoni. Na przykład te jej ekscesy alkoholowe, z których ostatni ją zaprowadził tutaj. To wynikało z tego, że rzeczywistość jaka ją otaczała, była dla niej zbyt wąska, czuła się w niej uwięziona, a wolność odnalazła, paradoksalnie, tutaj, za kratami. Są mężowie, którzy twierdzą, że dali swoim żonom wszystko. Ja bym nie śmiał czegoś takiego powiedzieć. Ja nie mogę dać Agnieszce wszystkiego, bo jest ona człowiekiem zbyt wielkiego formatu! Mogę, co najwyżej, Agnieszce towarzyszyć w jej dążeniach i pilnować, żeby te dążenia nie poszły w jakimś złym kierunku.

 

- Panie Marku – odpowiedziała mi pani naczelnik - bardzo mnie cieszy, że pan tak wnikliwie analizuje osobowość swojej żony. Kiedy Agnieszka stąd w końcu wyjdzie, będę ją mogła oddać w dobre, czyli w pana ręce. W każdym razie pojutrze wychodzi na tydzień na wolność. Proszę dobrze pilnować żony, żeby mi tu wróciła cała i zdrowa i żeby w czasie przepustki nic głupiego nie zrobiła.

 

Na tym się rozmowa z naczelniczką zakładu karnego zakończyła. Ja i teściowa udaliśmy się na dworzec, żeby następnie autobusem wrócić do domu. Podczas całej drogi rozmawialiśmy o bardzo zwyczajnych sprawach i między nami nie doszło do żadnej, nawet najmniejszej scysji. Kiedy już byłem u mnie w domu, to po wykonaniu pewnych drobnych prac porządkowych zająłem się czytaniem różnych mądrych książek i robieniem z nich notatek, a następnie nie pozostawało mi już nic innego, jak pójść spać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez UtratabezStraty (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@UtratabezStraty

 

Tekst ma kilka naprawdę wartościowych walorów literackich - Agnieszka to złożona, nieschematyczna bohaterka - wykształcona dziennikarka, która paradoksalnie znajduje stabilizację w więzieniu. Naczelniczka prowadzi wnikliwą, profesjonalną analizę- "żal i chęć poprawy to za mało. Potrzebna jest jeszcze wytrwałość" - to mądra obserwacja o procesie resocjalizacji. Ale brzmi trochę jakby z podręcznika. Naczelniczka mogłaby podać konkretne przykłady np Agnieszka pomogła jakieś osadzonej - oddając jej swoje pieniądze, bo była w potrzebie lub coś innego. Albo inne zachowania jako przykłady. ( Może w przyszłości ta osadzona jakoś się zrewanżuje.) Jeżeli jest lubiana - to dlaczego? 

Ciekawa jest autocenzura narratora - "ale nie zamierzałem się dzielić z obydwoma paniami tymi myślami" - świadomość, jak jego odczucia wyglądają z zewnątrz.

Niezłe dialogi, każda postać ma wyraźny głos - lamentująca sąsiadka, rzeczowa Agnieszka, zaniepokojona matka. Świetna refleksja - "Ja nie mogę dać Agnieszce wszystkiego, bo jest ona człowiekiem zbyt wielkiego formatu" - to dojrzałe uznanie ograniczeń i akceptacja partnera.


Nie podobała mi się dygresja -  cały akapit o reorganizacji PKS, Poczty Polskiej i struktur autobusowych - nic nie wnosi do akcji. Wielokrotne powracanie do tego samego - np. litery ZK, drelich, drewniaki. Za dużo zwrotów "po chwili", "następnie", "w końcu". I już na początku dwa zdania i dwa "śniadania" - niestylowe. :) 

 

Poza tym, dobrze się czyta, może wciągać.  Pozdrawiam. 

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślę, że to coś więcej, niż akceptacja partnera, to fascynacja albo wręcz idealizowanie swojej małżonki. Myślę, że wypowiedź Marka, że " jest ona człowiekiem zbyt wielkiego formatu", dobitnie o tym świadczy. Czy oznacza to akceptację Agnieszki taką, jaka ona jest? Myślę, że nie do końca. Według mnie Marek myśli w pewnym sensie, jak zdobywca. Żeni się z dziewczyną o silnej osobowości, wierząc jednocześnie, że jego małżonka dojdzie w pewnym momencie do takiego punktu, kiedy on w jej życiu będzie miał coś do powiedzenia albo będzie miał wręcz obowiązek poprowadzić ją silną ręką. Myślę, że Marek weźmie sobie do serca to co mówi pani naczelnik, czyli, że ma uważać na żonę, kiedy ta będzie na przepustce. Myślę zresztą, że za niedługo sama zobaczysz, jak to będzie...

Edytowane przez UtratabezStraty (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@UtratabezStraty

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Oczywiście, że według autora jego bohater może myśleć co tylko zechce. Autor go stwarza, "daje" myśli, duszę, osobowość. Jako czytelniczka (do tego niezbyt lotna)  nie mam pojęcia, co myśli o niej Marek i do czego chce ją "doprowadzić".  Pozdrawiam. 

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Wszystkim moim zajadłym fankom i fanom oznajmiam, że ukazał się już IX odcinek "Przygody z moją idealną żoną (Przygody idealnej kobiety)".

 

Jest to historia na podstawie anegdoty mówiącej, że idealny mężczyzna jest tylko w więzieniu, bo tylko tam jest w stanie prowadzić uporządkowany tryb życia. Jeżeli idealny mężczyzna miałby być tylko w więzieniu, to czy idealnej kobiety także należy szukać w więzieniu??? To pytanie towarzyszy historii dziennikarki Agnieszki opowiedzianej częściowo przez jej męża Marka, a częściowo przez nią samą. A wszystko w warunkach przewidywanej przyszłej Polski o obliczu ideowo-polityczno-ekonomicznym odmiennym od dzisiejszego.

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka Zobaczymy. Może On odpowie na ten list.
    • @Mel666 ... bo zabrakło ludzkiego spojrzenia co bliźniego spostrzega   nie odwraca głowy do pomocy jest gotowy    trudno być dobrym nie tylko w lustrze  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • "Na górze róże, na dole fiołki, kochamy się jak dwa..." Wpiszesz mi się? Tylko wiesz, adres zostaw. Wyświetlisz mi się? Kto dziś listy piórem pisze drobniutkim ledwie maczkiem Wysyła z naklejonym śliną znaczkiem? Dzień dobry proszę Pana, jak się ma Hania z rana? Ach jaka cudna brzana świtem brana Znowuż rozszumiała snem czereśnia, ona ambrozją jest tylko do września. A słowik o świcie chwali życie. On hejnałem niemożliwym nad ranem, O piątej, ale tak bardziej z wieczora, O rany, to niemożliwe znowu zaspałem! Jakże jest pięknie powiedział wczoraj, czyż to nie jest szczęść urodzaj?        
    • Song Sans Paroles (Nieparzystość wolę) Chciałabym o piękności Twej  Napisać bielą biały song  Do bladej melodii tej, Co w ciemną noc zakwitła w jasność twą  Chciałabym, przecież dobrze wiesz Jak koronki z Alençon   Misterny utkać wiersz Najczystsze "Kocham czystość twą" Oświadczyć  ci "Miłości ma" Prosić cię "Zawsze trwaj" Ale w tysiącu stron... Ale na tysiąc pas  Dać tobie to: "Wysnujmy stąd miłość swą" Powiedzieć: "Spłońmy czułością tą, Płońmy nią wciąż, każdego dnia, Palmy się ku wszystkich pór dniom" Lecz nim rozświetli się ma myśl,  Na pergaminie mym w tę noc, Nim pióro w rękę ujmę, i Zanim stemperuję go, Nim sformuję  ją w  blask gwiazd By z  nicości wydobyć rzecz Nadejdzie czas, Gdy już  nie kochasz mnie Zagraj "Pieśń bez słowa"... Pozwól mi być - drugi głos Nienawidzę tego, że sprawiłam, że mnie pokochałeś -  Powtórz to - Martin Garrix Sanktuarium Tłumaczeń - Evanescence Starzy ludzie nic nie mówią już,  Tylko czasem szepce ich wzrok... Nawet bogaci biedni są: nie mają złudzeń, nic, tylko jedno serce dzielone przez pół W domach ich pachnie tymianek, czystość, lawendaa i słowa, co odchodzą w mrok Czy w Paryżu mają dom, czy na prowincji wiodą niedolę swą, gdy  długo zbyt życia trzymają się Może dlatego, że zbyt często wpadali w śmiech,  ich głos łamie się, gdy bieżą ku  przeszłym dniom, I  płacz też był częstym gościem ich, więc łza  im wciąż klei się do rzęs A jeśli  drżą, to  przez to, że ich wzrok śledzi, jak srebrny zegar  wahadłu nałożył srebrny włos, I mruczy w salonie,  mówi "tak", i  "nie", i mówi "czekam tu, czekam wciąż" Starzy ludzie już nie śnią, ich książki przysypiają,  fortepian zamknięty stoi, jak stał  Kotek odszedł już, niedzielny apéritif  nie wchodzi w śpiew Starzy ludzie nie ruszają się, ich gest ma zbyt wiele zmarszczek, zbyt mały jest ich świat  - łóżko okno  łóżko  znów fotel a potem łóżko i łóżko jest A jeśli wychodzą, za rękę wciąż, cali w sztywność ubrani są, To idą za słońcem, na grób  kogoś starszego ,  brzydkszej, niż.. I przez chwilę, szlochając, zapominają na godziny pół o srebrnym zegarze, co  W salonie warczy,  mówi "tak",  mówi "nie", i że czeka właśnie ich... Starzy ludzie nie umierają, zasypiają pewnego dnia i  już nie budzą się  Trzymają się za ręce, boją zgubić szlak, więc gubią go A drugi zostaje sam, na dobre lub na zle, łagodne lub surowe pół Nieważne, które zostanie, już w piekle jest  Można to zobaczyć,  czasami,  gdy wchodzą w deszczu i w smutku toń  Wykraczają poza dzisiejszy dzień, wciąż  przepraszając za to, że nie gdzie indziej są  I chłonąc innych wzrok uciekają przed srebrnym zegarem, ostatni raz A on w salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "czekam wciąż" W salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "oczekuję was" ... Zagraj w "Starych" Amazon Music Unlimited (reż. reklama) Paroles.net ma umowę licencyjną z Society of Music Publishers and Authors (SEAM) Jacques Brel (Światła, podkład, żel) Winniśmy, ma  Następny! Villona już mamy za... Owinięty tylko w ręcznik, co nim przepasalem się w pas Czoło rumieńcem lśni, a w dłoni mydło mam, już czas: Następny, ja was...! Miałem dwadzieścia lat, a było nas chyba ze stu Byłem następny...! Za tym, za co już dostąpił u... Następny, ku..! Tylko dwadzieścia lat mam, a mam nauczyć się żyć W wędrownym burdelu tym, i ten sierżanta ryk jak życia mego nić: Następny, bo wam w rzyć...! Ja chciałbym tylko czułości ciut, choć na lek... Albo uśmiechu pół, lub po prostu czasu czek... Następny, trzeci bieg...!! I wiem, to nie było Waterloo, nie, nawet nie Verdun  To było jak parę chwil, gdy żałujesz, że w szkole byłeś dno den  Następny, ruchy, bo jak cie w tę..! Ale przysięgam, że ten sierżanta zza pleców głos Był jak los rzucony, bynajmniej, na gruzów stos Następny, bo wos...! Przysięgam na wszystkie... To było jak pierwszy tradzika swąd  I ten głos, który wciąż słyszę, tych przekleństw swąd: Następny, wy...mi stąd! Ten głos, co pachniał jak czerstwy chleb i jak bimber zły Ten głos narodów, ten zew czarnej krwi Następny, zasuwać mi!: I nawet dziś, gdy kobieta spermą podpisuje kapitulacji akt, W moich wątłych ramionach zdaje się szeptać w mych biódr takt: Następny, bo wpis do akt! Następcy moi że świata czterech stron powinni za ręce się wziąć I krzyczeć to, co ja co noc, mój zwykły koszmar śniąc: Następny, następny! Wciąż i wciąż A gdy gorączka spadnie mi, myślę sobie, że Bardziej brudzi cię to, że jesteś po zamiast przed Następny, bo cię... W ten durny łeb ! Kiedyś na wózek przesiądę się, do zakonu, lub na stryczka ostatni sznyt, W taki obrót spraw, że nie będę musiał się martwić zbyt... Następny! Nie! Ja nie chcę  tej najbardziej zdartej z płyt! Następny, dawaj, git chwyt.. ...księgowanego kryt... [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jeśli mam mieć tylko Twój żar, By odziać nas w życia cud I ubrać w słońca czar Przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jestem tej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę - Za bolączki, jakie zna świat, Za mój trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar By go ofiarować tym, których jedyny dar - To wpleść się światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Daj mi wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I ten hymn, co ciszę skradł, By werbel już zamilknąć chciał Wtedy, mając za jedyną broń Siłę, którą daje Twój żar, Wreszcie ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę.... ( I. Od chryzantemy do chryzantemy Przepadają przyjaźnie nam  Od chryzantemy do chryzantemy Wypada z jaźni to, czego pragnęliśmy bardziej, niż sam... Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą, by... Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok nich Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze raz Zawlec znów kości stare Do słońca, aż do lata, z wiosną wraz Do wiosny dojść, którąś z jutra tras... Zaraz będę, już za parę chwil Ale tak bym chciał jeszcze znów  Zobaczyć raz, czy rzeka trzyma kil, Ciągle czeka nas, czy zatoka naszych snów Jest przystanią wciąż, znów być tam, gdzie nuci gil... Zaraz będę, szybciej, niż myśl  Ale dlaczego ja, czemu teraz i tu  Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwil... Oczywiście, że Mu... Zawsze byłem  przybyszem tu... Od chryzantemy do chryzantem - Za każdym razem coraz bliższy ci, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej ponad liczbę dni... Zaraz będę, za chwilę już... Lecz chciałbym tak nie zniknąć z map... Znów w miłość wsiąść, jak ostatnia z gap... Jak łapie się autobus, choć cel jest tuż Zamustrować się, nim zamknie się trap  By zawinąć na czyjś próg, być jedną z dusz Znowu dobrze się czuć, nic nie musieć już... Zaraz, za chwil, zaś... Ale tak pragnął bym,  Gwiazdami znów nakarmić jaźń, Drżące ciało, i martwy paść  Miiłością spalony, jak słońcem, Twym  Sercem, spopielonym, czasowi, skraść... Za. Raz. Za... To nawet nie ty, jesteś, wcześnie - To spóźniłem się ja  Za. Raz. Będę. Kto? Za. Wsze. Był,em. Kimś. Innym, niż...  Przy, bysz, em... Wciąż.  Tak... II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości ) Norwida ( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałaś/liśmy się w powietrza ]dal[ I każde tu pamięta z nas, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y bas); Nic nie przypomina(ło) tam już nic (whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(już czas!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale: miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/ Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dnia Wciąż cię kocham, wieszKocham Cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki)  Jak szarmanckiego( -księcia ) Od czasu (do czasu), traciłem/liśmy }się{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku ] w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/na czas Aby się zestarzeć, bez [fazy] dorosłości  {Precz z krużganku!} Im więcej czasu nas otacza [brak dźwięku] Tym więcej )w tej przyszłości( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[na gracza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę (wkrótce) mniej  Rozpadam się trochę później ja ] kawałki/na[ Mniej wierzymy naszym sekretom (przed/po wódce). Nie: Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz już uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia Ni zwierza, Ni człeka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, ... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczynę w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje...  III. Nie zostawiaj mnie,  Czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten wieczny zbieg Zapomnieć wciąż  Nie daje nam  Niezrozumień w nas I straconych lat, I wciąż martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem nam zbiegł, Zapomnieć czas nierozumny świat, Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, tak Wciąż martwimy, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci Wyssać perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada deszcz I z najrzadszych ziem Wydrążę ci tu   Śmierci żywy tlen, By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w świecie tym Miłość będzie królem twym Miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów  Wyzutych ze snów,  Lecz ty ich sens i każdy ich kęs,  Zrozumiesz w mig... Opowiem ci baśń Jak kochankowie dnia   Widzieli raz i dwa, jak  Płoną serca im I: opowiem ci Baśń, o tym, jak król  Na serca zmarł ból, bo nie mógł  Spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz  Nie dwa widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat I z wulkanu, co  Wszak...nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy diament plon Da, niż z kwietniów wszech, I tak po zgon... (Czas ma drobną dłoń) A gdy nadejdzie sen, Niebu - w ogniu stać Nie zostawiaj mnie, Zapomnijmy czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten niepomny czas,  Co nam nie daje wciąż  Zapomnieć to, co  Bezrozumne w nas I czas straconych lat, I przestać martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad, Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu...  Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem mam zbiegł, Zapomnieć nierozumny świat Świat straconych lat...  Wciąż nie wiemy, jak  Lecz wciąż chcemy tak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu  Obiecuję ci; dam Ci perły dżdżu Z krain tych, gdzie  Nie pada deszcz.  Tam wydrążę z ziem Śmierci żywy tlen By skryć ciało twe W całun światł i złót  I stworzę ci świat, a w nim Miłość będzie królem twym, Miłość - prawem mym, A królową - ty  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co...  Nazbieram ci słów Bez sensu słów, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli raz i dwa Jak płoną serca ich  I: opowiem ci Baśń, jak ten król, Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to...  Czas mam dał nie raz widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów  Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy da diament plon, Niż z kwietniów wszech,  I tak aż po zgon..  A gdy nadejdzie sen Niebu w ogniu  stać - Wtedy Czerwień i Czerń Swój ślub będą brać  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi...  Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż  Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ...  Tańczę, śmieję się I słuchając cię Śpiewam, i wnet  Milknę, bo już nie wiem, gdzie...  Daj mi ostać się Jako tylko cień Twego cienia cień Twojej ręki cień, a nawet psa cień  
    • @Wiechu J. K. dziękuję i pozdrawiam z nad morza :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...