Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem

jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą

kocham cię tam
gdzie myśl nie posiada języka

milczy jak zwierzę
z pyskiem pełnym światła

bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół

jesteś naciskiem
ciężarem bez bólu

który przesuwa
pod stopami kontynenty

jakby ziemia na chwilę
oddychała moimi płucami
tracąc pamięć kształtu

nie dotykamy się
dotyk byłby zdradą
skróceniem drogi

ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem

gdy światło jest już tylko
formą pożegnania

tęsknię za tobą
jak ziemia za trzęsieniem

nie chce go
lecz tylko wtedy
wie że żyje

bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością

kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie

nie z pokory
z rozpoznania

jak system
który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust

to miłość do światła
zanim rozbije się
o pryzmat rysów

pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało

pisałem to
nie znając cię

nie wiedząc
jak mówisz tak
i jak gęstniejesz w drzwiach

teraz
gdy świat wypadł z zawiasów
a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia

stań się

albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku

 

 

 

 

 

 


 

 

Migrena

Migrena

 

 

kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem

jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą

kocham cię tam
gdzie myśl nie posiada języka

milczy jak zwierzę
z pyskiem pełnym światła

bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół

jesteś naciskiem
ciężarem bez bólu

który przesuwa
pod stopami kontynenty

jakby ziemia na chwilę
oddychała moimi płucami
tracąc pamięć kształtu

nie dotykamy się
dotyk byłby zdradą
skróceniem drogi

ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem

gdy światło jest już tylko
formą pożegnania

tęsknię za tobą
jak ziemia za trzęsieniem

nie chce go
lecz tylko wtedy
wie że żyje

bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością

kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie

nie z pokory
z rozpoznania

jak system
który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust

to miłość do światła
zanim rozbije się
o pryzmat rysów

pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało

pisałem to
nie znając cię

nie wiedząc
jak mówisz tak
i jak gęstniejesz w drzwiach

teraz
gdy świat wypadł z zawiasów
a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia

stań się

albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku


 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

 

kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem

jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą

kocham cię tam
gdzie myśl nie posiada języka

milczy jak zwierzę
z pyskiem pełnym światła

bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół

jesteś naciskiem
ciężarem bez bólu

który przesuwa
pod stopami kontynenty

jakby ziemia na chwilę
oddychała moimi płucami
tracąc pamięć kształtu

nie dotykamy się
dotyk byłby zdradą
skróceniem drogi

ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem

gdy światło jest już tylko
formą pożegnania

tęsknię za tobą
jak ziemia za trzęsieniem

nie chce go
lecz tylko wtedy
wie że żyje

bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością

kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie

nie z pokory
z rozpoznania

jak system
który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust

to miłość do światła
zanim rozbije się
o pryzmat rysów

pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało

pisałem to
nie znając cię

nie wiedząc
jak mówisz tak
i jak gęstniejesz w drzwiach

teraz
gdy świat wypadł z zawiasów
a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia

stań się

albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku

 

 

 

 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przez całe życie, aż do pewnej chwili, byłam samotna mimo, iż mnie lubili. Wracać do domu mi się nie chciało, gdyż tam łóżeczko tylko czekało. Kolory wyblakły, słoneczko zaszło, mimo ciemności nie mogłam zasnąć. Dym do płuc leciał, pamięć zanikła, trafiłam na dno; przypinka " DZIWKA ". *** Jaskrawe światło, brunatny odcień, dotarł do oczek, rozjaśnił głowę. NIE w TAK przemienił, w życiu namieszał, amnezja to przeszłość, powraca " BESTIA ". Swym dobrem nastraja zniszczoną głowę, samotność rozumie, że nadszedł koniec. Czystą miłością, udowadnia stale, że skończymy razem na piedestale.
    • @A.Between   Ten wiersz jest delikatny jak to co opisuje - kilka słów w wiadomości, chwila na mokrym bruku, spojrzenie które mówi więcej niż chciało powiedzieć. "Usłyszałem twój ukryty los" - piękne! Ktoś kto tak patrzy na drugiego człowieka pisze cudne wiersze.
    • @viola arvensis   Czytam ten wiersz jak dziennik modlitwy kogoś, kto nauczył się szukać Boga nie w nadzwyczajności, ale w zwyczajności chwili. I właśnie dlatego trafia głębiej niż niejeden teologiczny traktat. Przepiękny tekst!
    • @Simon Tracy   Czytam jak reportaż z wypadku, a pod koniec okazuje się, że dostaję coś zupełnie innego. I ten ostatni wers narratora - zimny, spokojny, straszny. Świetny tekst! 
    • Kolejny utwór z cyklu "Echo":     Na dno duszy, wędrówka w grób W dole bez skargi zadrzemał Mimo starań, tysięcy prób W echa śnie oniemiał   Szpalerem trupów osaczony W życiu w śmierć przeminął W dwa światy duch skręcony Sen ze snem i jawą zawinął   Nie miłość, nie złość zniweczyła Nie ona winna, nie on Nie on, nie ona wszystko zniszczyła Lecz w śnie niepokoju ton   Nie gniew, a skradziona róża Umarłą duszę zachmurza   Z wdziękiem – gorzka zdrada   Sam ze sobą w grobie gada
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...