Jadąc pociągam, chwila krótka
namysł, popijanie życia, trutka
jeszcze nie wezbrałem w sobie
na odwagę w wieczornym żłobie
Żłób, nie kołyska, lecz myśli
niech mi się każda chwila przyśni
czy to na lewej stronie nogi
czy na prawej uśmiech złowrogi
Nie jest mi to obojętne,
chociaż pomiędzy przeciętne
bo raz to złość na pamięć
potem żar - emocji zamęt
Pociąg tutaj nie zawróci
rozbić się można, dusz nuci
by spokoju znaleźć chwile,
jeśli stać Cię spojrzenie miłe
Padły oczy i wzniosły się.
Padły ciała i wzniosły się.
Obroty sfer niebieskich,
obroty ciał złotych.
Na cmentarzu trosk i minionego dnia
pod krzyżem wstydu i zazdrości, zła
Czy jednak dobrze - zazdrościć?
Jak to ogólnie, teraz razem zrobić?
Więź względna,
Ty jesteś chętna
Czy pocałunek wznieci żar?
Czy dopiero styczność bez miar?
Na całego - co w tym złego?
W połowie można zabłądzić.
Moje ciało, moje ego,
Twoje ciało, Twoje ego.
Nie stracimy więc nic z tego.
Klaszcząc w dłonie gaśnie światło i
rozpoczyna się metafizyczna ciemność.
Teraz poklask mają gwiazdy, i galaktyki kosmate,
Teraz czerwone karły i supernowe,
Teraz błękit powyżej i złoto rozchodzące się w zieleń,
dęby i brzozy płaczące, które puszczają pęki
Teraz Ziemia wznosi się i opada, przyjmując
inny punkt odniesieinia,
to już ni kula lecz dolina najskrytszych pragnień człowieka
rosną konstrukcje napędzane antymaterią by wznieść
się pomimo grawitacji, opada cień rzeczywistośći,
w którym kryjemy się my.
Inny wymiar, podtekst, flirt, szum w uszach, u boku stopionych lodów
nieporozumień, którymi już nikt się nie przejmuje.
Satysfakcja, by znów wznosić na filarach nowe idee,
nowe filozofie, nowe byty przywoływać do świadomości,
Proste, lecz skomplikowane,
a geniusz tkwi w prostocie
I tak słowa te opadają jak blask
przejść przez czarne dziury, gdzie
masa stanowi o nowych rzeczywistościach
wielkich wybuchach tam, gdzie nikt nie ręczy
sin i sen, bzdurki, chmurki i pan buk urojony.
Wszystko zepsułaś, ale sprawy wciąż proste.
A póki proste - manewrujemy, manipulując,
za stery chwytamy jak w Titanicu, scena jednak
sztormowa, a morze niespokojne.
Kra pęka, myśli i słowa także.
Każdy bieg na pełnych obrotach,
każdy bieg spraw na luzie,
sprzęgłem dyktowane rozluźnienie
przekładni.
Czy to jak z tą zazdrością?
Czy to na „ci”, czy na „i”
czy na „ć”, czy na „a”.
Dzieło dziełem, dokonane na „J” i na „G”.
Litery, litery, zmieniają sens tej nadchodzącej nocy.
Litery, litery, nie mają nad ciałem już teraz mocy.
Ono nie chce popadać we władzę nierozumną,
lecz wolności pragnie i zaskoczenia, co rzeczą trudną.
Inspiracja przychodzi z piękna,
a piękno jedno
Ty... i inne.
Lecz nie - to noc, i to dzień z Tobą i innymi.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się