Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Leszek Piotr Laskowski

Leszek Piotr Laskowski

"W życiu wszystko się powtarza"

 

Jakby ktoś przeleciał szpiegiem,

Wbił coś w ziemię, uciekł biegiem,

Na boki się rozglądając,

Jakiś słupek zostawiając.

 

Na słupku z tabliczką małą,

Jeden z dwójką, kredą białą,

Duże cyfry napisane,

Nieodjęte, niedodane.

 

Podchodzą do tej tabliczki,

Marszcząc oczy i policzki,

Popatrując wspólnie razem:

Matematyk wraz z malarzem.

 

Malarz w liczby zapatrzony,

Górnolotnie zamyślony,

Matematyk w swym umyśle

Rzuca wprost teorią ściśle.

 

To, co tutaj się spotkało,

Po dodaniu trójkę dało,

Dało trójkę, może nie?

Trzeba zastanowić się.

 

Może jednak to jest błąd,

Plusa nie ma, trójka skąd?

Jeden z dwójką to dwanaście,

Skąd ta trójka w tej kanaście?

 

Więc cyferki dwie przestawia

I jeden za dwójką stawia,

Tak lepiej mu się wydaje,

Co dwadzieścia jeden daje.

 

Malarz swym artysty wzrokiem

Patrzy z przodu, patrzy bokiem,

Stwierdził, że to autentyczne,

Że głębokie i logiczne.

 

Matematyk się nie zgadza!

Dodać, odjąć – tak doradza!

Bo to, co jest napisane,

Nie zawsze wynikiem dane.

 

Że to liczyć trzeba w głowie,

Kalkulację podać w mowie,

Zapisując na papierze,

Tak rezultat się wybierze.

 

W ciekawości przy tablicy

Zebrali się rozmównicy.

Z boku stanął też poeta,

A tuż za nim geodeta.

 

Pan profesor bardziej w tyle,

Przyleciały dwa motyle,

Incognito astronauta

Zsunął szybę, patrzy z auta.

 

Dzieciak stanął na rowerze,

„Ja nie wierzę, ja nie wierzę!” –

Profesora widząc, szepcze,

Który przed tabliczką depcze.

 

Ogrodnik podejść się wstydzi,

Nie chce, żeby z niego szydzić,

Choć z daleka popatrując,

Niczego nie sugerując.

 

Brak im plusa – myśli sobie –

Żeby liczby dodać obie,

Aby trójka była trójką,

A nie jakąś podśmichujką.

 

Wreszcie mówi tak z przytyku:

– Nie dojdziecie do wyniku,

Bo prócz znaku dodawania

Nie ma też znaku równania.

 

Więc brakuje wam działania.

Pan profesor go przegania:

– Idź pan! Idź pan do ogródka,

Bo panu zsiwieje bródka!

 

Nie dla pana gra cyferek,

Niech pan dba o swój koperek.

A poeta od chwil kilku

Szuka rymu dla motylków.

 

Ocknął się i geodeta:

– Przecież liczba jest to nie ta! –

Rzekł, palcem pokazując,

Dwunastką się sugerując.

 

Wbił do ziemi jakąś tyczkę,

Patrzy przez nią na tabliczkę,

Przymrużając jedno oko,

Mówi: – Zaraz! Spoko, spoko!

 

Astronauta w gwiazdy zerka,

W głowie skrzy już mu iskierka,

Nie jest astrologiem wprawdzie,

Ale może coś tam znajdzie.

 

Nic nie znalazł, więc wkurzony,

Zamknął szybę napuszony,

Pojechał w nieznane strony,

Czując się upokorzony.

 

Chłopak też już się zniechęca,

Niecierpliwość – rzecz chłopięca,

Wsiadł na rower, był spóźniony

I popędził jak szalony.

 

Sześciu jeszcze medytuje,

Po swojemu to rachuje,

Cyfry liczą proste, żmudne,

W kalkulacjach wnioski trudne.

 

Jeszcze z tydzień by tak stali,

O dwóch cyfrach rozważali,

Jakby nie pan dzielnicowy,

W tłum ten wchodząc zagadkowy.

 

– Legalny ten wiec tu macie?

Zgłoszony w komisariacie? –

Pyta grupę zamyślonych,

Biorąc ich za nawiedzonych.

 

Ekspresowo, w jednej chwili,

Wszyscy głowy odwrócili:

– Panie władzo! Proszę pana!

Rzecz jest tutaj niezbadana!

 

Sprawa ta jest dla badaczy,

Pan policjant sam zobaczy.

– Co za problem między wami

Z tą tabliczką tu przed nami?

 

Podszedł do niej, się przyłożył,

Wyrwał ją, pod pachę włożył.

– Rozejść się! – do nich powiada –

Prokurator sprawę zbada.

 

I odchodząc w półuśmiechu,

Wolno, dumnie, bez pośpiechu,

Popatrując zezem w cyfry:

„Może to szpiegowskie szyfry?” –

 

Domniemywa sam przed sobą,

Ważną czując się osobą.

Idąc tak w policji stronę,

Myśli mu przychodzi tonę:

 

„Jak komendant mnie zapyta,

Jaka prawda jest ukryta

Pod cyframi na tablicy,

Którą przyniosłem z ulicy?

 

A ja liczb tych nie rozumiem,

Na tępaka wyjdę w sumie.

Lepiej może ją zostawię,

Bo kłopotów się nabawię.

 

Wbiję ją tu na trawniku,

Niech tu stoi przy chodniku”.

Tak uczynił i odchodzi,

Z tyłu ktoś do niej podchodzi.

 

Słyszy policjant z oddali:

– A jakbyśmy to dodali? –

Pyta głośno okulista.

– Rzecz to raczej oczywista.

 

– To trzy będzie, sprawa prosta,

Żadna większa mi to hosta –

Odpowiada mu dentysta,

Z czym nie zgadza się pianista.

 

– Trzy to da nam, jak dodamy,

Lecz znaku dodać nie mamy.

Jeden z dwójką koło siebie

To dwanaście, proszę ciebie.

 

Doszło jeszcze kilka osób,

Każdy szuka na swój sposób,

Znów dyskusja się wytwarza.

W życiu wszystko się powtarza.

 

Leszek Piotr Laskowski

"W życiu wszystko się powtarza"

 

Jakby ktoś przeleciał szpiegiem,

Wbił coś w ziemię, uciekł biegiem,

Na boki się rozglądając,

Jakiś słupek zostawiając.

 

Na słupku z tabliczką małą,

Jeden z dwójką, kredą białą,

Duże cyfry napisane,

Nieodjęte, niedodane.

 

Podchodzą do tej tabliczki,

Marszcząc oczy i policzki,

Popatrując wspólnie razem:

Matematyk wraz z malarzem.

 

Malarz w liczby zapatrzony,

Górnolotnie zamyślony,

Matematyk w swym umyśle

Rzuca wprost teorią ściśle.

 

To, co tutaj się spotkało,

Po dodaniu trójkę dało,

Dało trójkę, może nie?

Trzeba zastanowić się.

 

Może jednak to jest błąd,

Plusa nie ma, trójka skąd?

Jeden z dwójką to dwanaście,

Skąd ta trójka w tej kanaście?

 

Więc cyferki dwie przestawia

I jeden za dwójką stawia,

Tak lepiej mu się wydaje,

Co dwadzieścia jeden daje.

 

Malarz swym artysty wzrokiem

Patrzy z przodu, patrzy bokiem,

Stwierdził, że to autentyczne,

Że głębokie i logiczne.

 

Matematyk się nie zgadza!

Dodać, odjąć – tak doradza!

Bo to, co jest napisane,

Nie zawsze wynikiem dane.

 

Że to liczyć trzeba w głowie,

Kalkulację podać w mowie,

Zapisując na papierze,

Tak rezultat się wybierze.

 

W ciekawości przy tablicy

Zebrali się rozmównicy.

Z boku stanął też poeta,

A tuż za nim geodeta.

 

Pan profesor bardziej w tyle,

Przyleciały dwa motyle,

Incognito astronauta

Zsunął szybę, patrzy z auta.

 

Dzieciak stanął na rowerze,

„Ja nie wierzę, ja nie wierzę!” –

Profesora widząc, szepcze,

Który przed tabliczką depcze.

 

Ogrodnik podejść się wstydzi,

Nie chce, żeby z niego szydzić,

Choć z daleka popatrując,

Niczego nie sugerując.

 

Brak im plusa – myśli sobie –

Żeby liczby dodać obie,

Aby trójka była trójką,

A nie jakąś podśmichujką.

 

Wreszcie mówi tak z przytyku:

– Nie dojdziecie do wyniku,

Bo prócz znaku dodawania

Nie ma też znaku równania.

 

Więc brakuje wam działania.

Pan profesor go przegania:

– Idź pan! Idź pan do ogródka,

Bo panu zsiwieje bródka!

 

Nie dla pana gra cyferek,

Niech pan dba o swój koperek.

A poeta od chwil kilku

Szuka rymu dla motylków.

 

Ocknął się i geodeta:

– Przecież liczba jest to nie ta! –

Rzekł, palcem pokazując,

Dwunastką się sugerując.

 

Wbił do ziemi jakąś tyczkę,

Patrzy przez nią na tabliczkę,

Przymrużając jedno oko,

Mówi: – Zaraz! Spoko, spoko!

 

Astronauta w gwiazdy zerka,

W głowie skrzy już mu iskierka,

Nie jest astrologiem wprawdzie,

Ale może coś tam znajdzie.

 

Nic nie znalazł, więc wkurzony,

Zamknął szybę napuszony,

Pojechał w nieznane strony,

Czując się upokorzony.

 

Chłopak też już się zniechęca,

Niecierpliwość – rzecz chłopięca,

Wsiadł na rower, był spóźniony

I popędził jak szalony.

 

Sześciu jeszcze medytuje,

Po swojemu to rachuje,

Cyfry liczą proste, żmudne,

W kalkulacjach wnioski trudne.

 

Jeszcze z tydzień by tak stali,

O dwóch cyfrach rozważali,

Jakby nie pan dzielnicowy,

W tłum ten wchodząc zagadkowy.

 

– Legalny ten wiec tu macie?

Zgłoszony w komisariacie? –

Pyta grupę zamyślonych,

Biorąc ich za nawiedzonych.

 

Ekspresowo, w jednej chwili,

Wszyscy głowy odwrócili:

– Panie władzo! Proszę pana!

Rzecz jest tutaj niezbadana!

 

Sprawa ta jest dla badaczy,

Pan policjant sam zobaczy.

– Co za problem między wami

Z tą tabliczką tu przed nami?

 

Podszedł do niej, się przyłożył,

Wyrwał ją, pod pachę włożył.

– Rozejść się! – do nich powiada –

Prokurator sprawę zbada.

 

I odchodząc w półuśmiechu,

Wolno, dumnie, bez pośpiechu,

Popatrując zezem w cyfry:

„Może to szpiegowskie szyfry?” –

 

Domniemywa sam przed sobą,

Ważną czując się osobą.

Idąc tak w policji stronę,

Myśli mu przychodzi tonę:

 

„Jak komendant mnie zapyta,

Jaka prawda jest ukryta

Pod cyframi na tablicy,

Którą przyniosłem z ulicy?

 

A ja liczb tych nie rozumiem,

Na tępaka wyjdę w sumie.

Lepiej może ją zostawię,

Bo kłopotów się nabawię.

 

Wbiję ją tu na trawniku,

Niech tu stoi przy chodniku”.

Tak uczynił i odchodzi,

Z tyłu ktoś do niej podchodzi.

 

Słyszy policjant z oddali:

– A jakbyśmy to dodali? –

Pyta głośno okulista.

– Rzecz to raczej oczywista.

 

– To trzy będzie, sprawa prosta,

Żadna większa mi to hosta –

Odpowiada mu dentysta,

Z czym nie zgadza się pianista.

 

– Trzy to da nam, jak dodamy,

Lecz znaku dodać nie mamy.

Jeden z dwójką koło siebie

To dwanaście, proszę ciebie.

 

Doszło jeszcze kilka osób,

Każdy szuka na swój sposób,

Znów dyskusja się wytwarza.

W życiu wszystko się powtarza.

_leszek piotr laskowski_



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Na liniach czasu @Leszek Piotr Laskowski dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • BONNIE, HOLD ME TIGHT (We'll be holding on forever) "Gdziez te dziewczęta są? To już dawny czas Gdzie jest tych lat kwiat? Znów minął rok Nie ma już tych dziewcząt, bo Zebrał ich kwiat czas w godzinę złą Czy coś da tych kwiatów dar? Czy zawsze będzie już tak? HOLU WDZIĘK W UTWORACH HYRU (Holding out for a hero) [Intro] Da, da  Da, da Da, da Ach, Ach [Wers 1] Gdzie są ludzie z dobrych lat, gdzie bogowie są? Gdzie Herkules ulic, co zwalczy zło? Gdzie waleczny rycerz, jego biały koń?   (Ooh-ooh-ooh)  Śnię o tym, czego trzeba mi nim spadnę w snu toń  (Ah-ah) [Refren] Czekam na bohatera aż po świt Ma się umieć bić, musi żwawy być I z boju wracać, jak gdyby nic Trzeba mi herosa (Erosa) Czekam na bohatera aż po świt (tera aż po świt) Ma nie być jak tchórz, ma być zaraz już Ma pełnią życia żyć (życia żyć) Post-Chorus Da, da Ach, ach Ta, ta Ma, ma [Wersja 2] Śnię w swych najśmielszych snach Że tuż poza zasięgiem rąk mnie znajdzie ktoś, Osiodła grzmot i rozświetli mrok (ach-ach-ach) Herosa trzeba mi, o, tak (och-och) [Refren] Czekam na bohatera aż po świt Ma się umieć bić, musi żwawy być I z boju wracać, jak gdyby nic Trzeba mi herosa  (tera) Czekam na niego aż po świt (Era aż po świt) Ma nie być jak tchórz, ma być zaraz już Ma pełnią życia żyć (źycia żyć) Da, da Ach, ach Ta, ta Ma, ma [Most] W górze, gdzie niebo spotyka linia gór Tam, gdzie błyskawica rozrywa toń mórz   Zdaje mi się, że ktoś obserwuje mnie  Przez wiatr, chłód i deszcz  Nawałę powodzi i burz Czuję, jak nadchodzi, ogień burzy krew Ogień burzy krew, czuję ognia zew  Czuję ognia zew, krew ryczy jak lew [Refren] Czekam na herosa choć minął świt Nie musi się  bić, byle dał żyć Nawet może pić, i być jak widz Nie musi być heros (hetero) Będę  czekać aż po świt (Jak na psa, co gdzieś znikł)  Wiem, że jest tuż, za chwilę już Ma po prostu być (przy mnie tkwić) TO TAKŻE KLIP WE ŁZY  HART  (Total Eclipse of the Heart) [Wers 1] (Odwróć się) Czasem czuję się nieco samotna Lecz nie odwiedzasz mnie (Zawróć się) Od czasu do czasu mnie spotka Dźwięk moich łez (Odwróć się) Chwili pół prawie panikuję  Że minęły najlepsze z naszych lat  (Przywróć czas) Są dni, gdy nawet nie próbuję, Lecz widzę twą twarz [Refren] (Wróć mi jasny wzrok) Raz na dwa się rozsypuję  (Wróć oczu twych toń) Z rzadka cię potrzebuję  [Wersja 2] (Odwróć się)  Czasem chcę biec lekko  We snach mnie kusi coś (Odwróć to) Bywam bezradna jak dziecko  Gdy zniknie twoja dłoń (Boże broń) Są dni, gdy jestem niepokojem I daję się wypłakać łzom (Odwróć się) Co jakiś czas niby się boję Lecz widzę twój wzrok,  [Refren] (Wróć twą woń) Na moment rozsypuję się   (Oczu toń) Dziś w nocy potrzebuję cię  Jesteś dziś potrzebny mi  Jak nigdy jeszcze nic  Tylko ty ukoisz mój brak Będziemy wiecznie trwać Niech dzieje się, co ma się stać Byle co, byle gdzie, byle ty  Razem możemy wkroczyć w sny  Twej miłości cień nade mną cały czas Nic nie mogę, w ciemności trwam Na beczce prochu, bije ze mnie żar Dziś wieczór potrzebuję cię tak Lecz wieczór ma wieczności smak  Wieczność dziś wyjdzie na start Post-Chorus Niegdyś  miłością wzbierałam Dziś sypię się na drobny mak  Nikt tu nic nie zdziała Serce ma zaćmienia znak Kiedyś świecił światłem świat  Dziś kochamy się, gdy światła brak  Nie mogę powiedzieć nic Serce zaćmione na wznak  [Interludium] (Odwróć się) (Wywróć grę dniom złym) [Wersja 3] (Przywróć się) Na pół pamiętam, że nie będziesz tym Kim tak bardzo chciałeś być (Nawróć się) Aod święta wiem, że tylko ty Dajesz mi siebie żyć (Powróć się) Zdarza się, że wiem, że nie istnieje nikt  Tak cudowny i wspaniały jak Ty (Wracaj tu) Że od ciebie nie jest lepsze nic Dla ciebie, wszystko zrobiła bym (Proszę, wróć) IDŹ ZA SERC KARCER (It's a Heartache) To ból serca To tylko ból serca Co cię przewierca Gdy jesteś na dnie To gra bez sensu Bez podtekstów  Stoisz w deszczu Tu skryłeś się w cień  To ból serca To tylko ból serca Nosisz go na rękach  A on zdradza cię  Miłością nie masz dzielić się By odkryć, że nie znaczysz nic Nie można niej zatracić się Jak ja chciałam w tobie być To zawał serca Stan klinicznej śmierci Ból mnie przewiercił  Jestem już na dnie   Bez ciebie grota pusta A twoje boskie usta   Są zamknięte w chuście   I słyszę wzgórza zew Na krzyż idzie serce Na drogę w krwawej męce Puste są me ręce Z ran mi uszła krew     
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Kena, że i pas z sapieżanek
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...