Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

(polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)

 

Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło.
Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło.
Siedząc na zimnych kamiennych płytach,
Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.

 

Łzy osuszyły się na mojej skórze.
Pozostały z nich jedynie brudne ślady.
Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel,
Odwrócił się ode mnie.

 

Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei.
Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach
I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma.
Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.

 

Wtedy pojawiają się oni.
Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności.
Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy,
Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.

 

Śmieję się histerycznie, słychać tylko ból.
Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły,
Aż braknie mi tchu w piersi,
Aż uciszą mnie ponownie.

 

Nawet Bóg mnie opuścił.
Zostawił mnie samą,
W walce z demonami mojej głowy
I z tymi, znajdującymi się wokół mnie.

 

Jak mogę myśleć o Bogu,

Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi,

I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci?

Ich już nie da się rozplątać.

 

Tak mijają dni, tygodnie, miesiące,
Miesiące przechodzą w lata.
Jak wygląda tamten świat, który znałam?
Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.

 

Zapomniano o mnie. 

Ja również zapomniałam o tym,

Kim byłam wcześniej.

Mój mózg wypływa mi z uszu.

 

Postawiłam mur wokół siebie,

Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia.

Ale on cofa się i przygniata mnie

Coraz bardziej, żeby mnie zabić.

 

Wszystko już dawno straciło swoją wartość.

I wolność,

I miłość,

I szacunek.
 

@nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 

Edytowane przez nieznajoma1907 (wyświetl historię edycji)
Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

To jest najbardziej poruszająca strofa tego wiersza.

 

Mocno, intensywnie napisany wiersz, który podejmuje próbę wniknięcia w umysł i emocje Joanny. Dobrze oddaje atmosferę zamknięcia i utkwienia w matni, zarówno zewnętrznej (uwięzienie), jak i wewnętrznej (demony, obłęd).

Opublikowano

@nieznajoma1907

Biedna Joanna

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ojciec, mąż i syn — trzech barbarzyńców zniszczyło jej życie. Może trochę sfiksowała po śmierci tego zdradzieckiego mamuta, ale ponoć istnieją zapisy, że wiele lat po izolacji rzeczowo rozmawiała.

Gdyby miała lepszą opiekę, gdyby była lepiej traktowana, ale ważniejsza była polityka.

Okrutne czasy dla kobiet, które poniekąd wciąż trwają...

 

Wartościowy wiersz, dziękuję.

Pozdrawiam.

 

Opublikowano

@nieznajoma1907

 

Te "czarne postacie bez twarzy" i zanikająca pamięć - świetnie pokazujesz, jak izolacja niszczy człowieka od środka. Tragiczne losy królowej zgotowane przez tych, którzy powinni kochać i wspierać. Tragiczna niemożność ratunku.

Świetny wiersz! 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...