Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kim jestem? Konradem.
Jestem silny, 
jestem wielki, jestem mężny.
Imię Konrad
przed lustrem się pręży.
Przedziela moje lęki,
przerabia je na wdzięki.
Witam wszystkich -
oto ja, jestem sobą,
w końcu prawdziwą osobą.
Nie obchodzą mnie
żadne wasze sądy.
Jestem Konradem
i to moje własne poglądy. 

 

Jestem szalony, 
nikt mi nie wierzy, 
a jestem szalony. 
Wszyscy wiedzą,
Jestem Konradem -
tym kim być chciałem.
Nikt nie wie, że oszalałem,
nikt nie wie że byłem…
Kim byłem?

Opublikowano

@FaLcorN Dziękuję za opinie, wiersz faktycznie jest prosty i raczej oczywisty w interpretacji. Miał być przestrogą przed naklejaniem sobie łatek i kondensowaniu swojej osobowości w ciasnych określeniach. Często obserwuję się to wśród młodych ludzi, zjawisko to raczej nie jest skomplikowane ale dosyć powszechne. Zależało mi na tym żeby wiersz mógł być potraktowany jako coś skłaniającego do refleksji, a imię Konrad to uniwersalny symbol który wszyscy kojarzą. Rozumiem jednak że przez prostotę może być raczej irytujący aniżeli refleksyjny. 

 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Myszolak

 

Podoba mi się pomysł na wiersz. 

Pokazujesz dramatyczne pęknięcie między deklarowaną pewnością siebie a wewnętrznym rozpadem. 

Pierwsza strofa to manifestacja siły - Konrad buduje swoją tożsamość jak fasadę, używa imienia jak tarczy. To autoprezentacja przed lustrem i światem, pełna brawury i niezależności.

Ale druga strofa to gwałtowne załamanie tej konstrukcji. Konrad jest "w końcu prawdziwą osobą" i człowiekiem, który "oszalał", który zagubił się w pytaniu o własną tożsamość.  Tak to widzę. Pozdrawiam. 

 

Opublikowano

@Berenika97 Bardzo dziękuję za interpretację, pozwolę sobie doprecyzować i wyjaśnić mój zamysł:

 

"w końcu prawdziwą osobą" - podmiot wierzył, że tylko i wyłącznie będąc wyraźną, spójną i skonkretyzowaną postacią może być wartościowym człowiekiem. Tak bardzo wcielił się w rolę "Konrada", że gdy jego wypierana złożoność zaczęła się odzywać, potraktował ją jako szaleństwo, bo nie pasowała do jego wykreowanej pozy i do tego jak postrzega go świat.

Opublikowano

@Myszolak  Rozumiem Twój zamysł, po powtórnym przeczytaniu - ma to sens. Ale publikując wiersz (czy inny utwór) oddajesz go już czytelnikom, którzy mogą różnie go interpretować. A Autor traci nad nim "kontrolę".  Teraz możemy sobie o nim porozmawiać. :)  I to jest fajne na portalach. :) 

Opublikowano

@Berenika97 To prawda, wiersz idąc w świat odrywa się od autora a słowa stają się niezależne. W tym przypadku jednak zdecydowałam się na napisanie własnej interpretacji żeby dla samej siebie sprawdzić czy potrafię nazwać to co starałam się uchwycić. Dziękuję za komentarz :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...