Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdzie oni są? Otóż pełno ich jest, całe zatrzęsienie w gwiazdotwórczej otchłani.

 

Gdzie są?

 

Wszędzie.

 

Wnikają w sny. W marzenia. W tęsknoty.

Rozsadzają sobą

rozpędzone strumienie czasu.

 

Zaciskam

powieki –

widzę ich.

 

Otwieram – widzę.

 

Czuję ich obecność poprzez mury zimne i ciężkie. Przez stare cegły...

 

Wtedy, podczas misterium

w pulsującej ekstazie

drgających świec, dostępuję obecności...

 

Przez te ściany zimne. Poprzez popękane tynki, mury tajemne….

Widzę ich. Czuję. Wtedy, kiedy deszcz. Letni deszcz majowy.

Wtedy, kiedy szarość

pochmurnego dnia sączy się przez szczeliny zaciągniętych storami okien...

 

Wtedy, kiedy…

 

Kiedy to

było?

Pamiętasz?

 

Dlaczego milczysz? Spójrz, jakoś tak mi tutaj samemu…

Ale… Deszcz stuka w okna. W blaszane parapety.

 

Bulgocze

w rynnach…

 

Czy to miał być wiersz? Nie sądzę.

Więc, co? Co to miało być? Nie wiem. Nie mam pojęcia.

 

Może ty wiesz?

 

Wiesz?

 

Powiedz coś.

Cokolwiek.

Powiedz, pomimo milczenia i szumu.

 

Pomimo

ciszy

samotności.

 

I pomimo milczącej ekstazy smutku tak wielkiej, że aż otępiającej.

Zniewalającej wszelkie poruszenie jak w chorobie Parkinsona.

 

No i popatrz, miał być wiersz

a wyszło jak zwykle nie wiadomo, co.

 

Ciii… Stukania w przedpokoju zwiastują czyjeś przybycie.

Czy to ty, ojcze? Przyszedłeś po coś? Zapomniałeś czegoś?

 

Ojciec przychodzi na ogół we śnie. I tak jakoś majaczy niczym fatamorgana.

 

Lecz tym razem to nie on…

 

Wiesz, kiedy zaciskam mocno szczypiące powieki dużo światła nas wówczas dzieli.

Nawarstwia się wtedy twoja nieobecności,

potęguje się i lśni.

Jak ten blask na skraju. W widnokresie zalęgły.

 

W słońcu kładącym się do snu.

Tu i tam. Tu i ówdzie.

Wszędzie. Po wielokroć…

 

No i popatrz.

Ach, stałaś się znowu kamieniem.

Nieczułą cząstką wygaszoną w sobie.

 

Jestem

tutaj.

Jestem. A ty?

 

Mech porósł płaszczyzny kamienia. Zielone ściany. Mechate. Miękkie i wilgotne…

 

Za dużo tu nieścisłości. Kiedy staję obok domu umarłych dawno temu dziadków,

słyszę jak rozmawiają ze sobą, w środku.

Rozmawiają i śmieją się. Padają przytłumione słowa gości.

Wszystkich tych, których już nie ma. Nie wchodzę do środka, do tego wnętrza przeszłości.

Dawno minionej strugi. Ale nie. To dzieje się na nowo. Oni są tutaj. Oni są. Czuję ich obecność,

 

Patrząc w dal.

W ten skraj

zielonej łąki. Podmokłej.

 

Tej łąki zwieńczonej strumieniem perlistym i lśniącym…

 

A więc

tam..

Tam daleko…

 

Spójrz. Spójrz tak, jak mogłabyś spojrzeć,

będąc razem ze mną

w tej oazie nieskończoności…

 

Spójrz!

 

Horyzont ugina się od szaro-słonecznej,

od tej melancholijnej kwintesencji zmierzchu w liliowych powabach i lśnieniach.

 

Od tego czegoś, co umyka wyobraźni a co istnieje wiecznie. Na zawsze…

 

Wtedy, kiedy patrzy się

poprzez płot

z rozrosłego znienacka gladoilusa...

 

Stoję na zewnątrz małego parterowego domu i nasłuchuje rezonującej bieli ścian. Tej bieli oddychającej. Werandy.

Okien uchylonych. Sieni… Nasłuchuję głosów. Śmiechów i szeptów.

Wszystkich tych dawno minionych emocji.

Nieaktualnych już, choć wciąż istotnych z punktu widzenia wieczności. A więc słyszę

te zapamiętane z dzieciństwa, z młodości... Głosy dziadków, których ciała rozsypały się już dawno

w pył.

 

… a więc te głosy,

te szepty

dawno umarłych już gości…

… umarłych, zmarłych, skamieniałych…

 

Wracam do początku…

 

Czuję każdą barwę dźwięku. Każde wibrato… Wyczuwam wszystko jak pies,

któremu podkłada się pod nos przedmioty powszechnego użytku.

 

A więc czuję ich.

I wiem, że są.

 

Rozmawiają ze sobą. O sobie.

I o sprawach wszechrzeczy.

O tych wszystkich kwestiach…

 

Kto tu jest?

 

Dziadek

wyszedł

na chwilę…

 

Nie. Nikt nie wyszedł.

Oni są wiecznie

wewnątrz czegoś,

co jest nieograniczone i niepojęte…

 

Oni są

wewnątrz...

 

Nie widzę ich, ale słyszę…

Wprawdzie słyszę jakoś tak, jak się słyszy przytłumione dźwięk zza ściany.

 

Jakoś tak…Słysze ich, jakby świętowali. Bo świętują.

 

Tam wciąż komuś winszują

i składają życzenia.

Śpiewają cicho harmonicznymi głosami pieśni.

 

Imieniny.

Urodziny…

 

Jedno

i drugie.

 

Wiecznie…

 

Pobrzękują sztućcami, filiżankami, talerzykami...

 

Tymczasem na zewnątrz trwa przytłumiony blask wiecznego zmierzchu.

Pachnący maciejkami zmierzch, któregoś czerwcowego zmiłowania, którejś wczesnej jesieni…

 

Spójrz, tak moglibyśmy się kochać.

Tak miłować, splatając dłonie… Tak moglibyśmy… Lecz…

 

Wiesz? To nie ten wszechświat. I czas.

To nie ta otchłań gorejącego bytu.

Tutaj wszystko jest już minione. Niespełnione. I tęskne.

 

Tutaj wszystko jest przytłumione w kolejnych fazach okrutnego mijania.

Tutaj wszystko jest świeże. I więdnące. I uschnięte zarazem. Tutaj wszystko jest…

 

Wiesz, za dużo tego wszystkiego. Za dużo tej przeszłości.

Tych rozsypanych resztek dawnego życia.

Jest. To znowu tak jakby nigdy niczego nie było…

 

A nawet, jeśli jest, to jakieś takie minione. Nieaktualne. Jakieś takie post… Dużo tu tego. Dużo.

I jakoś tak strasznie mało…

 

Pamiętasz? Wtedy, kiedy ktoś chciał ci coś powdowieć?

 

Lecz nie zdążył.

… więc nasłuchujesz echa…

 

I jesteś coraz dalej od polan. Od tej woni igliwia.

Oddalając się, oddychasz płytko

przegrodzona kratą gęstego powietrza...

 

I jesteś ogłuszona ciszą, która zwiesza się gałęziami do samej ziemi

płaczącej wierzby.

… co przegląda się nad wodą, nad wartkim strumieniem hałasującym perlistym milczeniem …

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-24)

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Na liniach czasu @Leszek Piotr Laskowski dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • BONNIE, HOLD ME TIGHT (We'll be holding on forever) "Gdziez te dziewczęta są? To już dawny czas Gdzie jest tych lat kwiat? Znów minął rok Nie ma już tych dziewcząt, bo Zebrał ich kwiat czas w godzinę złą Czy coś da tych kwiatów dar? Czy zawsze będzie już tak? HOLU WDZIĘK W UTWORACH HYRU (Holding out for a hero) [Intro] Da, da  Da, da Da, da Ach, Ach [Wers 1] Gdzie są ludzie z dobrych lat, gdzie bogowie są? Gdzie Herkules ulic, co zwalczy zło? Gdzie waleczny rycerz, jego biały koń?   (Ooh-ooh-ooh)  Śnię o tym, czego trzeba mi nim spadnę w snu toń  (Ah-ah) [Refren] Czekam na bohatera aż po świt Ma się umieć bić, musi żwawy być I z boju wracać, jak gdyby nic Trzeba mi herosa (Erosa) Czekam na bohatera aż po świt (tera aż po świt) Ma nie być jak tchórz, ma być zaraz już Ma pełnią życia żyć (życia żyć) Post-Chorus Da, da Ach, ach Ta, ta Ma, ma [Wersja 2] Śnię w swych najśmielszych snach Że tuż poza zasięgiem rąk mnie znajdzie ktoś, Osiodła grzmot i rozświetli mrok (ach-ach-ach) Herosa trzeba mi, o, tak (och-och) [Refren] Czekam na bohatera aż po świt Ma się umieć bić, musi żwawy być I z boju wracać, jak gdyby nic Trzeba mi herosa  (tera) Czekam na niego aż po świt (Era aż po świt) Ma nie być jak tchórz, ma być zaraz już Ma pełnią życia żyć (źycia żyć) Da, da Ach, ach Ta, ta Ma, ma [Most] W górze, gdzie niebo spotyka linia gór Tam, gdzie błyskawica rozrywa toń mórz   Zdaje mi się, że ktoś obserwuje mnie  Przez wiatr, chłód i deszcz  Nawałę powodzi i burz Czuję, jak nadchodzi, ogień burzy krew Ogień burzy krew, czuję ognia zew  Czuję ognia zew, krew ryczy jak lew [Refren] Czekam na herosa choć minął świt Nie musi się  bić, byle dał żyć Nawet może pić, i być jak widz Nie musi być heros (hetero) Będę  czekać aż po świt (Jak na psa, co gdzieś znikł)  Wiem, że jest tuż, za chwilę już Ma po prostu być (przy mnie tkwić) TO TAKŻE KLIP WE ŁZY  HART  (Total Eclipse of the Heart) [Wers 1] (Odwróć się) Czasem czuję się nieco samotna Lecz nie odwiedzasz mnie (Zawróć się) Od czasu do czasu mnie spotka Dźwięk moich łez (Odwróć się) Chwili pół prawie panikuję  Że minęły najlepsze z naszych lat  (Przywróć czas) Są dni, gdy nawet nie próbuję, Lecz widzę twą twarz [Refren] (Wróć mi jasny wzrok) Raz na dwa się rozsypuję  (Wróć oczu twych toń) Z rzadka cię potrzebuję  [Wersja 2] (Odwróć się)  Czasem chcę biec lekko  We snach mnie kusi coś (Odwróć to) Bywam bezradna jak dziecko  Gdy zniknie twoja dłoń (Boże broń) Są dni, gdy jestem niepokojem I daję się wypłakać łzom (Odwróć się) Co jakiś czas niby się boję Lecz widzę twój wzrok,  [Refren] (Wróć twą woń) Na moment rozsypuję się   (Oczu toń) Dziś w nocy potrzebuję cię  Jesteś dziś potrzebny mi  Jak nigdy jeszcze nic  Tylko ty ukoisz mój brak Będziemy wiecznie trwać Niech dzieje się, co ma się stać Byle co, byle gdzie, byle ty  Razem możemy wkroczyć w sny  Twej miłości cień nade mną cały czas Nic nie mogę, w ciemności trwam Na beczce prochu, bije ze mnie żar Dziś wieczór potrzebuję cię tak Lecz wieczór ma wieczności smak  Wieczność dziś wyjdzie na start Post-Chorus Niegdyś  miłością wzbierałam Dziś sypię się na drobny mak  Nikt tu nic nie zdziała Serce ma zaćmienia znak Kiedyś świecił światłem świat  Dziś kochamy się, gdy światła brak  Nie mogę powiedzieć nic Serce zaćmione na wznak  [Interludium] (Odwróć się) (Wywróć grę dniom złym) [Wersja 3] (Przywróć się) Na pół pamiętam, że nie będziesz tym Kim tak bardzo chciałeś być (Nawróć się) Aod święta wiem, że tylko ty Dajesz mi siebie żyć (Powróć się) Zdarza się, że wiem, że nie istnieje nikt  Tak cudowny i wspaniały jak Ty (Wracaj tu) Że od ciebie nie jest lepsze nic Dla ciebie, wszystko zrobiła bym (Proszę, wróć) IDŹ ZA SERC KARCER (It's a Heartache) To ból serca To tylko ból serca Co cię przewierca Gdy jesteś na dnie To gra bez sensu Bez podtekstów  Stoisz w deszczu Tu skryłeś się w cień  To ból serca To tylko ból serca Nosisz go na rękach  A on zdradza cię  Miłością nie masz dzielić się By odkryć, że nie znaczysz nic Nie można niej zatracić się Jak ja chciałam w tobie być To zawał serca Stan klinicznej śmierci Ból mnie przewiercił  Jestem już na dnie   Bez ciebie grota pusta A twoje boskie usta   Są zamknięte w chuście   I słyszę wzgórza zew Na krzyż idzie serce Na drogę w krwawej męce Puste są me ręce Z ran mi uszła krew     
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Kena, że i pas z sapieżanek
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...