Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie ma już moich Muz
w króciutkich sukienkach
nie noszę ich już na rękach

styczniowy zelżał znowu mróz
w głowie nie kłębią się słowa
nie męczy mnie wena od rana

pozostała kartka niezapisana
kończy się z poezją rozmowa

Nie mam nic z Matuzalema
wyczerpane wszystkie tematy

w wazonie zwiędłe kwiaty
i żadnych wierszy już nie ma

Pegaz wyleciał z obolałej głowy
wracam do zapomnianej krainy
nie brakuje mi już niczego
w świecie inwersji i metafor

jestem przecież prawie zdrowy
choć pół życia na jednym leku
na receptę od dobrego lekarza

jeden symptom się tylko powtarza
bywaj mój największy przyjacielu
wspaniały człowieku

stoję z bagażem winy
na tym samym co zawsze peronie
tu odjadę do jeszcze jednego celu
niespełnione marzenia może dogonię

widzę za mgłą podniesiony semafor
 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „To ja!” – Kasia wróciła ze studia urody Z bujną fryzurą, coś ala Albert Einstein, I tak samo jak on wystawiła długi język Na moje słowa: „kochanie, jesteś boska”   Usiedliśmy do kolacji przy świecach I winie z Prowansji; zjedliśmy owoce morza, Sałatkę z grecką fetą, a na dokładkę Obowiązkowy bigos od mamy ze słoika.   Mieliśmy wznieść toast za nasze słodkie, Papierowe gody, życzenia miały płynąć, Już usta mknęły do gorącego pocałunku, Ramiona szeroko rozpostarte jak skrzydła…   Gdy nagle stary, zepsuty zegar zabił: bam, bam, Kukułkę dopadła trema, jeno pióra nastroszyła, A z lampowego radia popłynął wiedeński walc. Potykając się w bamboszach, gubiliśmy kroki.   Cienie na ścianach zawirowały, dywan uciekał Spod nóg, podłoga się trzęsła w rytm naszego Dzikiego tańca, bez tchu i odrobiny umiaru. A zbójnicy, co tańcowali w ciemnej piwnicy,   Stanęli dęba i nadstawili uszu, gdy moja Kaśka Kontraltem poszła w karaoke: „Jolka, Jolka…” Pamiętne słowa dobywające się z gardeł Na wiejskiej potańcówce pod gołym niebem.   Bis! dobiegło z oddali...  
    • @Amber Dziękuję Ci Amber. Cieszę się, że tekst się spodobał tym bardziej, że nie jest taki wierszowy. Ma jednak inny urok, ale nie mam warunków, żeby to zaprezentować.  Dziękuję Ci i pozdrawiam serdecznie. 
    • @Tectosmith Prawdziwie, w sposób nieoczekiwany, wyrażona myśl. Całość buduje napięcie. Bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam serdecznie.
    • @Tectosmith nie tylko chciałem nawiązać do wiersza trochę odpowiednich kolorów
    • otulony ciszą zapatrzony w jeden punkt z myślami gra w coś czego nie widzi  ale za to czuje że jest tuż tuż obok że musi temu spojrzeć w twarz   nie boi się  że może  czasem zaboleć skaleczyć  sumienie  zranić  -  a może  będzie odwrotnie  zamiast  tego doda więcej sił i otuchy    by więcej nie karać się  smutną  pustką tylko codziennie z życiem o jego wartości walczyć  nie poddawać  się nie płakać tylko  się  uśmiechać   bo na otulanie  się ciszą  przyjdzie jeszcze pora przyjdzie  odpowiedni  czas  -  ale nie teraz nie  w tej  chwili   w której  widać jest  słaby ale jednak wyraźny  blask któremu ktoś dal na imię nadzieja  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...