Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przed snem, gdy już nowe przygody
Na mnie czekały i postacie wyczarowane,
Podrapałam się po nosie, poprawiłam okulary,
Roztarłam zmarznięte palce, a co mi tam.

 

Chwycę za pióro i atramentem, słowo
Po słowie, opiszę mój kolorowy świat,
Widziany z okna po sam horyzont
Oraz ten ulubiony z książkowych kart:

 

Jestem rannym ptaszkiem, odwzajemniam
Uśmiech słońcu, co wstaje z ziewaniem
I ledwo przez mgły gęste się przebija,
Gdy mu pomacham: hej ho, dzień dobry!

 

Promykiem odpowiada na przywitanie.
Z przytkniętym czołem do zimnej szyby
Spoglądam smutno na zaśmiecony park,
Uschnięte drzewa i wypalony trawnik.

 

Pstryknięciem palcami zamieniam go
W królewski ogród z dumnymi pawiami,
Labiryntem żywopłotów i posągami bogiń,
Klombami cudnie pachnących kwiatów.

 

Alejką człapie sobie oswojony lew Dionizy,
Z nudów tylko poluje na własny ogon.
Nawet ogrodnika nie capnie za portki, leń!
Tu wróbel przed kotem ucieknie na drzewo,

 

Tam polny konik coś się jąka: cyk, cyk, cyk.
W oczku wodnym oszustka złota rybka
Obiecuje spełnienie trzech marzeń za friko.
Gdzieś w oddali słychać trzask bata: „wio, Łysa!”

 

Z zeszytem przytulonym do piersi, jak skarb,
„Och, dość bajdurzenia” westchnęła czarodziejka.
Zatrzepotała tylko rzęsami, by zgasić świecę
I owinęła się po uszy kołdrą marzeń… ćśś!

 

Czarodziejce Berenice97

 

Opublikowano

Witaj - Chwycę za pióro i atramentem, słowo
Po słowie, opiszę mój kolorowy świat,
Widziany z okna po sam horyzont
Oraz ten ulubiony z książkowych kart: - miły moment - brzmi poetycko - 

                                                                                                     Pzdr.serdecznie.

Opublikowano

@infelia

Jestem niesamowicie wzruszona. Dziękuję! Czytając go, poczułam się, jakbym patrzyła w lustro, ale takie, które pokazuje to, co mam w środku, a nie tylko na zewnątrz. To najpiękniejszy prezent, jaki mogłam dostać. :)  Wiersz jest niezwykłej urody! 

Pozdrawiam. :))) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...