Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Tory kolejowe przyciągały okoliczną dzieciarnię jak sól na krakersach

żelazne koła uderzały z impetem w czerwony krzyż zdjęty z piersi dziadka

niosąc ogień przejeżdżającym pociągiem z szybkością 100km/h

wywoływało to salwę śmiechu i przerażenie okolicznych zwierząt.

 

Jedynie ona chodząca z niemowlęciem przy piersi

ma kontrolę nad niesforną gromadką wracającą z torów

z brudnymi łapskami i umorusanymi twarzami

jej spojrzenie wywołuje lęk i posłuszeństwo

dzieciarnia jak ptactwo w polu rozbiega się po pokojach chroniąc własnej skóry.

 

Nie była dobrze usposobiona

tylko patrzeć jak wyciągnie któregoś za uszy i przetrzepie portki

wymagając posprzątania pokoju.

 

Wbrew wszystkiemu na stole pojawia się kolacja

kapusta z kiełbasą do której wygłodniałe bractwo

zgodnie zasiada w milczeniu.

 

Nikt nie zamierza ryzykować świętego spokoju

a może nawet możliwości na wieczorny wypad do bunkrów

tam ciągle jeszcze można znaleźć odłamki które wybuchają pod pociągiem

jak petarda w nowy rok.

 

Edytowane przez Amber (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Amber

Między nostalgią a niepokojem - dzieciństwo na peryferiach, gdzie zabawa graniczy z niebezpieczeństwem.

Twoja opowieść to nie sentymentalne wspomnienie, lecz obraz świata, gdzie trauma wojenna stała się krajobrazem, tłem dla codzienności.

Podkreśliłaś rolę matki -to jedyna postać dorosła, jedyna sprawująca kontrolę - ale w domu, w czterech ścianach. Niezwykły jest tu kontrast - na zewnątrz dzieci obcują z wojną i przemocą, w domu - z kapustą i kiełbasą. Niezwykły tekst. Pozdrawiam.

 

 

Opublikowano (edytowane)

@KOBIETA @Waldemar_Talar_Talar @Berenika97 @Rafael Marius  Wychowanie dzieci i niepodważalny autorytet mamy. Dzieci potrzebują pozytywnej stymulacji, bez której są skazane na nie zawsze bezpieczne pomysły. W rezultacie również, należy im się kredyt zaufania za fantazję:)

Dziękuję wszystkim za komentarze i czytanie. Pozdrawiam serdecznie.

Edytowane przez Amber (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Amber
Bardzo ciekawy i sugestywny obraz dzieciństwa - surowy, ale pełen detali. To plastyczna opowieść bardzo bliska moim własnym wspomnieniom. Rola matki i kolacji szczera do bólu. Przeczytałem z przyjemnością. Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...