Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

sumak 

 

kiedy słońce rozlewa się zza grzbietu góry 

to znak że święta nakrywa płaszczem pola

u jej stóp słucha modlitw o brzasku 

ich torsy wzbierały jak stogi mówili 

półgłosem oczy mrużąc w dymie 

 

potem poszło szybko 

kwik ustał rażony obuchem 

śmiech szczęk zapałek ujadanie psów 

 

kłęby pary na mrozie znad kotła 

z głowizną jak gargulce na gzymsie

chichoczą cheruby kiedy wieczór 

 

rozlepiał światło lampy plamani

krwi nie zrzedł mrok nie wstała gwiazda  

nie stwardnianiały dłonie w sam raz 

do siekiery chłopcy wyszli za oborę 

brudy ze świni rozrzucają w śnieg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Pewnie tak się dzieje, ale jedząc schabowego o tym nie myślę. Córka, która w wieku 7 lat zobaczyła film "Bebe, świnka z klasą" od tego dnia nie tknęła mięsa.  Pozdrawiam Czarku z życzeniami na NR. Marek

Opublikowano

@Czarek Płatak

Wiersz buduje napięcie między czymś sakralnym a przyziemnym, między rytmem natury a brutalnością codzienności. Obrazy religijne – "święta nakrywa płaszczem pola", "modlitwy o brzasku", "cheruby" – zderzają się z sceną domowego uboju, opisanego bez sentymentu, niemal reportersko.

Wiersz działa jak seria błyskawicznych ujęć - od świętej aureoli poranka po wieczorną robotę przy kotle.

Świat wiejski pokazany jest bez idealizacji - święto łączy się tu organicznie z życiem i śmiercią, sacrum z krwią i brudem. Jak zwykle wieloznaczny i intrygujący! Wymagający zastanowienia.  Pozdrawiam. 


 

Opublikowano

Azjaci zjadają wszystko, co się rusza i nie mają wyrzutów sumienia. Arabowie twierdzą, że świnia jest brudna duchowo i wykluczyli wieprzowinę z menu. Przeciętny europejczyk duma nad schabowym z soi, bo szkoda mu świnek, a krówki za drogie.

A najważniejszy jest instynkt przetrwania...

 

@Czarek Płatak

Zerknij na ostatnią strofę, bo chyba coś się pokiełbasiło.

Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Opublikowano

@Gosława ja najlepiej pamiętam ten kwik, który zaczynał się już często wieczorem i trwał całą noc, aż do rana i egzekucji... 

No i te psy i koty kręcące się pod nogami z nadzieją, że coś im spadnie, coś im ktoś rzuci 

@Marek.zak1 taka młodziutka, a taka roztropna i z wielkim serduszkiem. 

Pozdrawiam 

@Berenika97 dziękuję. Celnie :) 

@piąteprzezdziesiąte wydaje mi się, że jeśli ktoś ma więcej empatii do świata i nie wynosi się ponad inne istoty (w ziemskim ekosystemie człowiek to najmniej przydatne i najbardziej destrukcyjne zwierzę) po prostu myśli o takich rzeczach. 

 

@KOBIETA przeczekać trzeba mi 

a jutro znowu 

pójdziemy nad rzekę 

@akowalczyk @Adam Zębala @huzarc

Dziękuję 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...