cnotę straciłem lata pewnego w monterrey
w sadzie wiśniowym z panią galloway
niejedna kobieta nęciła mnie ciałem
lecz tak jędrnej piersi już nie zaznałem
patrzyłem później jak niedzielną porą
idzie do kościoła z rodziny swej sforą
i gdy spojrzała na mnie spod woalki
chłonąłem jej wzrok jak ruchy bioder
podczas słodkiej w sadzie walki
wiele miesięcy w bezsenne noce
wciąż w uszach miałem jej syk
wijąc się pod mokrym kocem
słyszałem
pieprz mnie jak nikogo już nigdy
daj mi rozkoszy każdy łyk
wracałem ze świata do domu wiele razy
a widok sadu wiśniowego
przyprawiał mnie o zmazy
lecz nigdy nie ujrzałem już pani galloway
zostało po niej wspomnienie w monterrey