Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Marcin Tarnowski

Marcin Tarnowski


literówka

Die Grenzen meiner Sprache, markieren die Grenzen meiner Welt

( „Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.” ) [1]

        Ludwig Wittgenstein

 

Aby naprawić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.

Aby zmienić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” [2]

        przypisywane Konfucjuszowi

 

Kiedy wojna; ba, gdy przed wojną wróg do kraju twego wnika, –

Karabin w dłoń…! W któryś F! – Lecz wpierw: karate języka!

Bowiem wygrywa się nie tylko wyrafinowaną bronią,

Nim za „miecz” się złapie, zwycięża się ćwicząc rozumną skronią,

Co będzie kiedy ktoś nas, bardzo nieładnie, jednak napadnie?

Trza by zacząć wydawać i wykonywać rozkazy snadnie. –

Lecz jakże to, gdy „reżim dusz” [3] brutalnie przećwicza właśnie nas

W nieustającej reformie co raz to nowych słów i fraz?

Tak dla przykładu: „Dziś « w Ukrainie » « żołnierzo » [płci nieznanej], –

Napisze w formularzu jak się doń, żeby zwracać pragnie! …”

Że: nie ma « żołnierzo » – to pewne, lecz nie ma tylko na razie,

Gdy w anonsach ma nie być „stolarz”… – się ujmie w rozkazie…!

A wygra ta armia która się jaśniej posługuje słowem.

A gdy przyjaciel lub wróg zapuka do twych drzwi, nową mowę

Od tego jak mówili dziadowie może się uda poznać,

Poznawszy zachować ostrożność, nie zdradzić i krzywd nie doznać… [4]

Biada krajom najechanym w trakcie reformy języka,

Trudno i rozkaz wydać, i po błędzie podejrzeć, że wtyka.

A o ileż łatwiej po stalinowsku siodłać dojną krowę,

Gdy granica języka = świata złamana przez nowomowę?!

 

PRZYPISY

[1] Dwoista jest natura tego zdania, czasem negatywna, bo wskazuje na samo-zamknięcie się w celi własnego języka, którą to celę właśnie trzeba by otworzyć – rozwinąć się poza dotychczasowe granice jak dziecko, które rozwijając się umysłowo poszerza także zasób słów, zwrotów i pojęć. Ale czasem pozytywna, kiedy nie udaje się kogoś przekonać do czegoś dlań niekorzystnego, bo to nie mieści się w jego zestawie pojęć, brak zwrotów i słów którymi do tej szkody można by przekonywać.

[2] Zmienić, ba, ale na korzyść, czy na niekorzyść? A to zależy, jak ta zmiana zostanie wykorzystana. Zmianę języka pozornie, albo nawet faktycznie ze szlachetnych pobudek można wykorzystać także na niekorzyść populacji której język się zmienia. Język jak zauważył Wittgenstein ma charakter granicy, i roztropnie by ta granica nie była naszym więzieniem, tylko murem naszego „Zamku duszy” vel „Wewnętrznej twierdzy” (fraza zapożyczona od św. Teresy z Ávili, choć obawiam się, że z redukcją transcendentalnego sensu).

[3] Określenie moje, wytworzone przez sparafrazowanie „rząd dusz”, bo też o karykaturę tu chodzi.

[4] To jest taka historia, mało mająca wspólnego z językiem mówionym, za to wiele z ludowymi zwyczajami a opowiadana przez p. Leszka Żebrowskiego: Oto, do domu starowinki zapukał przebrany funkcjonariusz nowej władzy wywiedzieć się gdzie też mogliby być żołnierze wyklęci, szło mu nieźle, popełnił tylko mały błąd w zachowaniu, w skutek czego starowinka zorientowała się z kim ma do czynienia. Niby mało to ma wspólnego z językiem, jednakże nie tylko po geście ale także po tym jak kto mówi, często udaje się zorientować z kim się ma do czynienia.

 

Ilustrację „Karateka języka ćwiczy równowagę” wykonał „Perchance” pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

Perchance pod dyktanduo Marcina Tarnowskiego - Karateka języka ćwiczy równowagę.jpeg

Marcin Tarnowski

Marcin Tarnowski


korekta ()dodanie "się", interpunkcja

Die Grenzen meiner Sprache, markieren die Grenzen meiner Welt

( „Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.” ) [1]

        Ludwig Wittgenstein

 

Aby naprawić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.

Aby zmienić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” [2]

        przypisywane Konfucjuszowi

 

Kiedy wojna; ba, gdy przed wojną wróg do kraju twego wnika, –

Karabin w dłoń…! W któryś F! – Lecz wpierw: karate języka!

Bowiem wygrywa się nie tylko wyrafinowaną bronią,

Nim za „miecz” się złapie, zwycięża się ćwicząc rozumną skronią,

Co będzie kiedy ktoś nas, bardzo nieładnie, jednak napadnie?

Trza by zacząć wydawać i wykonywać rozkazy snadnie. –

Lecz jakże to, gdy „reżim dusz” [3] brutalnie przećwicza właśnie nas

W nieustającej reformie co raz to nowych słów i fraz?

Tak dla przykładu: „Dziś « w Ukrainie » « żołnierzo » [płci nieznanej], –

Napisze w formularzu jak się doń, żeby zwracać pragnie! …”

Że: nie ma « żołnierzo » – to pewne, lecz nie ma tylko na razie,

Gdy w anonsach ma nie być „stolarz”… – się ujmie w rozkazie…!

A wygra ta armia która się jaśniej posługuje słowem.

A gdy przyjaciel lub wróg zapuka do twych drzwi, nowomowę

Od tego jak mówili dziadowie może się uda poznać,

Poznawszy zachować ostrożność, nie zdradzić i krzywd nie doznać… [4]

Biada krajom najechanym w trakcie reformy języka,

Trudno i rozkaz wydać, i po błędzie podejrzeć, że wtyka.

A o ileż łatwiej po stalinowsku siodłać dojną krowę,

Gdy granica języka = świata złamana przez nowomowę?!

 

PRZYPISY

[1] Dwoista jest natura tego zdania, czasem negatywna, bo wskazuje na samo-zamknięcie się w celi własnego języka, którą to celę właśnie trzeba by otworzyć – rozwinąć się poza dotychczasowe granice jak dziecko, które rozwijając się umysłowo poszerza także zasób słów, zwrotów i pojęć. Ale czasem pozytywna, kiedy nie udaje się kogoś przekonać do czegoś dlań niekorzystnego, bo to nie mieści się w jego zestawie pojęć, brak zwrotów i słów którymi do tej szkody można by przekonywać.

[2] Zmienić, ba, ale na korzyść, czy na niekorzyść? A to zależy, jak ta zmiana zostanie wykorzystana. Zmianę języka pozornie, albo nawet faktycznie ze szlachetnych pobudek można wykorzystać także na niekorzyść populacji której język się zmienia. Język jak zauważył Wittgenstein ma charakter granicy, i roztropnie by ta granica nie była naszym więzieniem, tylko murem naszego „Zamku duszy” vel „Wewnętrznej twierdzy” (fraza zapożyczona od św. Teresy z Ávili, choć obawiam się, że z redukcją transcendentalnego sensu).

[3] Określenie moje, wytworzone przez sparafrazowanie „rząd dusz”, bo też o karykaturę tu chodzi.

[4] To jest taka historia, mało mająca wspólnego z językiem mówionym, za to wiele z ludowymi zwyczajami a opowiadana przez p. Leszka Żebrowskiego: Oto, do domu starowinki zapukał przebrany funkcjonariusz nowej władzy wywiedzieć się gdzie też mogliby być żołnierze wyklęci, szło mu nieźle, popełnił tylko mały błąd w zachowaniu, w skutek czego starowinka zorientowała się z kim ma do czynienia. Niby mało to ma wspólnego z językiem, jednakże nie tylko po geście ale także po tym jak kto mówi, często udaje się zorientować z kim się ma do czynienia.

 

Ilustrację „Karateka języka ćwiczy równowagę” wykonał „Perchance” pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

Perchance pod dyktanduo Marcina Tarnowskiego - Karateka języka ćwiczy równowagę.jpeg

Marcin Tarnowski

Marcin Tarnowski


korekta ()dodanie "się", interpunkcja

Die Grenzen meiner Sprache, markieren die Grenzen meiner Welt

( „Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.” ) [1]

        Ludwig Wittgenstein

 

Aby naprawić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.

Aby zmienić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” [2]

        przypisywane Konfucjuszowi

 

Kiedy wojna, ba gdy przed wojną wróg do kraju twego wnika, –

Karabin w dłoń…! W któryś F! – Lecz wpierw karate języka!

Bowiem wygrywa się nie tylko wyrafinowaną bronią,

Nim za „miecz” się złapie, zwycięża się ćwicząc rozumną skronią,

Co będzie kiedy ktoś nas, bardzo nieładnie, jednak napadnie?

Trza by zacząć wydawać i wykonywać rozkazy snadnie. –

Lecz jakże to, gdy „reżim dusz” [3] brutalnie przećwicza właśnie nas

W nieustającej reformie co raz to nowych słów i fraz?

Tak dla przykładu: „Dziś « w Ukrainie » « żołnierzo » [płci nieznanej], –

Napisze w formularzu jak się doń, żeby zwracać pragnie! …”

Że: nie ma « żołnierzo » – to pewne, lecz nie ma tylko na razie,

Gdy w anonsach ma nie być „stolarz”… – się ujmie w rozkazie…!

A wygra ta armia która się jaśniej posługuje słowem.

A gdy przyjaciel lub wróg zapuka do twych drzwi, nowomowę

Od tego jak mówili dziadowie może się uda poznać,

Poznawszy zachować ostrożność, nie zdradzić i krzywd nie doznać… [4]

Biada krajom najechanym w trakcie reformy języka,

Trudno i rozkaz wydać, i po błędzie podejrzeć, że wtyka.

A o ileż łatwiej po stalinowsku siodłać dojną krowę,

Gdy granica języka = świata złamana przez nowomowę?!

 

PRZYPISY

[1] Dwoista jest natura tego zdania, czasem negatywna, bo wskazuje na samo-zamknięcie się w celi własnego języka, którą to celę właśnie trzeba by otworzyć – rozwinąć się poza dotychczasowe granice jak dziecko, które rozwijając się umysłowo poszerza także zasób słów, zwrotów i pojęć. Ale czasem pozytywna, kiedy nie udaje się kogoś przekonać do czegoś dlań niekorzystnego, bo to nie mieści się w jego zestawie pojęć, brak zwrotów i słów którymi do tej szkody można by przekonywać.

[2] Zmienić, ba, ale na korzyść, czy na niekorzyść? A to zależy, jak ta zmiana zostanie wykorzystana. Zmianę języka pozornie, albo nawet faktycznie ze szlachetnych pobudek można wykorzystać także na niekorzyść populacji której język się zmienia. Język jak zauważył Wittgenstein ma charakter granicy, i roztropnie by ta granica nie była naszym więzieniem, tylko murem naszego „Zamku duszy” vel „Wewnętrznej twierdzy” (fraza zapożyczona od św. Teresy z Ávili, choć obawiam się, że z redukcją transcendentalnego sensu).

[3] Określenie moje, wytworzone przez sparafrazowanie „rząd dusz”, bo też o karykaturę tu chodzi.

[4] To jest taka historia, mało mająca wspólnego z językiem mówionym, za to wiele z ludowymi zwyczajami a opowiadana przez p. Leszka Żebrowskiego: Oto, do domu starowinki zapukał przebrany funkcjonariusz nowej władzy wywiedzieć się gdzie też mogliby być żołnierze wyklęci, szło mu nieźle, popełnił tylko mały błąd w zachowaniu, w skutek czego starowinka zorientowała się z kim ma do czynienia. Niby mało to ma wspólnego z językiem, jednakże nie tylko po geście ale także po tym jak kto mówi, często udaje się zorientować z kim się ma do czynienia.

 

Ilustrację „Karateka języka ćwiczy równowagę” wykonał „Perchance” pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

Perchance pod dyktanduo Marcina Tarnowskiego - Karateka języka ćwiczy równowagę.jpeg

Marcin Tarnowski

Marcin Tarnowski


Pochylenie tekstu cytatów

Die Grenzen meiner Sprache, markieren die Grenzen meiner Welt

( „Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.” ) [1]

        Ludwig Wittgenstein

 

Aby naprawić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.

Aby zmienić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” [2]

        przypisywane Konfucjuszowi

 

Kiedy wojna, ba gdy przed wojną wróg do kraju twego wnika, –

Karabin w dłoń…! W któryś F! – Lecz wpierw karate języka!

Bowiem wygrywa się nie tylko wyrafinowaną bronią,

Nim za „miecz” się złapie, zwycięża się ćwicząc rozumną skronią,

Co będzie kiedy ktoś nas, bardzo nieładnie, jednak napadnie?

Trza by zacząć wydawać i wykonywać rozkazy snadnie. –

Lecz jakże to, gdy „reżim dusz” [3] brutalnie przećwicza właśnie nas

W nieustającej reformie co raz to nowych słów i fraz?

Tak dla przykładu: „Dziś « w Ukrainie » « żołnierzo » [płci nieznanej], –

Napisze w formularzu jak się doń, żeby zwracać pragnie! …”

Że: nie ma « żołnierzo » – to pewne, lecz nie ma tylko na razie,

Gdy w anonsach ma nie być „stolarz”… – się ujmie w rozkazie…!

A wygra ta armia która się jaśniej posługuje słowem.

A gdy przyjaciel lub wróg zapuka do twych drzwi, nowomowę

Od tego jak mówili dziadowie może się uda poznać,

Poznawszy zachować ostrożność, nie zdradzić i krzywd nie doznać… [4]

Biada krajom najechanym w trakcie reformy języka,

Trudno i rozkaz wydać, i po błędzie podejrzeć, że wtyka.

A o ileż łatwiej po stalinowsku siodłać dojną krowę,

Gdy granica języka = świata złamana przez nowomowę?!

 

PRZYPISY

[1] Dwoista jest natura tego zdania, czasem negatywna, bo wskazuje na samo-zamknięcie się w celi własnego języka, którą to celę właśnie trzeba by otworzyć – rozwinąć poza dotychczasowe granice jak dziecko które rozwijając się umysłowo poszerza także zasób słów, zwrotów i pojęć. Ale czasem pozytywna, kiedy nie udaje się kogoś przekonać do czegoś dlań niekorzystnego, bo to nie mieści się w jego zestawie pojęć, brak zwrotów i słów którymi do tej szkody można by przekonywać.

[2] Zmienić, ba, ale na korzyść, czy na niekorzyść? A to zależy, jak ta zmiana zostanie wykorzystana. Zmianę języka pozornie, albo nawet faktycznie ze szlachetnych pobudek można wykorzystać także na niekorzyść populacji której język się zmienia. Język jak zauważył Wittgenstein ma charakter granicy, i roztropnie by ta granica nie była naszym więzieniem, tylko murem naszego „Zamku duszy” vel „Wewnętrznej twierdzy” (fraza zapożyczona od św. Teresy z Ávili, choć obawiam się, że z redukcją transcendentalnego sensu).

[3] Określenie moje, wytworzone przez sparafrazowanie „rząd dusz”, bo też o karykaturę tu chodzi.

[4] To jest taka historia, mało mająca wspólnego z językiem mówionym, za to wiele z ludowymi zwyczajami a opowiadana przez p. Leszka Żebrowskiego: Oto, do domu starowinki zapukał przebrany funkcjonariusz nowej władzy wywiedzieć się gdzie też mogliby być żołnierze wyklęci, szło mu nieźle, popełnił tylko mały błąd w zachowaniu, w skutek czego starowinka zorientowała się z kim ma do czynienia. Niby mało to ma wspólnego z językiem, jednakże nie tylko po geście ale także po tym jak kto mówi, często udaje się zorientować z kim się ma do czynienia.

 

Ilustrację „Karateka języka ćwiczy równowagę” wykonał „Perchance” pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

Perchance pod dyktanduo Marcina Tarnowskiego - Karateka języka ćwiczy równowagę.jpeg

Marcin Tarnowski

Marcin Tarnowski

„Die Grenzen meiner Sprache, markieren die Grenzen meiner Welt”

( „Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.” ) [1]

        Ludwig Wittgenstein

 

„Aby naprawić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.”

„Aby zmienić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” [2]

        przypisywane Konfucjuszowi

 

Kiedy wojna, ba gdy przed wojną wróg do kraju twego wnika, –

Karabin w dłoń…! W któryś F! – Lecz wpierw karate języka!

Bowiem wygrywa się nie tylko wyrafinowaną bronią,

Nim za „miecz” się złapie, zwycięża się ćwicząc rozumną skronią,

Co będzie kiedy ktoś nas, bardzo nieładnie, jednak napadnie?

Trza by zacząć wydawać i wykonywać rozkazy snadnie. –

Lecz jakże to, gdy „reżim dusz” [3] brutalnie przećwicza właśnie nas

W nieustającej reformie co raz to nowych słów i fraz?

Tak dla przykładu: „Dziś « w Ukrainie » « żołnierzo » [płci nieznanej], –

Napisze w formularzu jak się doń, żeby zwracać pragnie! …”

Że: nie ma « żołnierzo » – to pewne, lecz nie ma tylko na razie,

Gdy w anonsach ma nie być „stolarz”… – się ujmie w rozkazie…!

A wygra ta armia która się jaśniej posługuje słowem.

A gdy przyjaciel lub wróg zapuka do twych drzwi, nowomowę

Od tego jak mówili dziadowie może się uda poznać,

Poznawszy zachować ostrożność, nie zdradzić i krzywd nie doznać… [4]

Biada krajom najechanym w trakcie reformy języka,

Trudno i rozkaz wydać, i po błędzie podejrzeć, że wtyka.

A o ileż łatwiej po stalinowsku siodłać dojną krowę,

Gdy granica języka = świata złamana przez nowomowę?!

 

PRZYPISY

[1] Dwoista jest natura tego zdania, czasem negatywna, bo wskazuje na samo-zamknięcie się w celi własnego języka, którą to celę właśnie trzeba by otworzyć – rozwinąć poza dotychczasowe granice jak dziecko które rozwijając się umysłowo poszerza także zasób słów, zwrotów i pojęć. Ale czasem pozytywna, kiedy nie udaje się kogoś przekonać do czegoś dlań niekorzystnego, bo to nie mieści się w jego zestawie pojęć, brak zwrotów i słów którymi do tej szkody można by przekonywać.

[2] Zmienić, ba, ale na korzyść, czy na niekorzyść? A to zależy, jak ta zmiana zostanie wykorzystana. Zmianę języka pozornie, albo nawet faktycznie ze szlachetnych pobudek można wykorzystać także na niekorzyść populacji której język się zmienia. Język jak zauważył Wittgenstein ma charakter granicy, i roztropnie by ta granica nie była naszym więzieniem, tylko murem naszego „Zamku duszy” vel „Wewnętrznej twierdzy” (fraza zapożyczona od św. Teresy z Ávili, choć obawiam się, że z redukcją transcendentalnego sensu).

[3] Określenie moje, wytworzone przez sparafrazowanie „rząd dusz”, bo też o karykaturę tu chodzi.

[4] To jest taka historia, mało mająca wspólnego z językiem mówionym, za to wiele z ludowymi zwyczajami a opowiadana przez p. Leszka Żebrowskiego: Oto, do domu starowinki zapukał przebrany funkcjonariusz nowej władzy wywiedzieć się gdzie też mogliby być żołnierze wyklęci, szło mu nieźle, popełnił tylko mały błąd w zachowaniu, w skutek czego starowinka zorientowała się z kim ma do czynienia. Niby mało to ma wspólnego z językiem, jednakże nie tylko po geście ale także po tym jak kto mówi, często udaje się zorientować z kim się ma do czynienia.

 

Ilustrację „Karateka języka ćwiczy równowagę” wykonał „Perchance” pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

Perchance pod dyktanduo Marcina Tarnowskiego - Karateka języka ćwiczy równowagę.jpeg



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow man No ba, ogólnie jestem zwolennikiem 4 wierszy miesięcznie za średnią krajową, ale jakoś w real tego wprowadzić wciąż nie potrafię :)
    • @Moondog  Bardzo się cieszę. Dziękuję za tak miłe słowa. Filmu nie oglądałam, ale muzykę odsłuchałam.  Ciekawy utwór, zachęca do obejrzenia filmu. :) Bardzo dziękuję za podpowiedź. :) Pozdrawiam.  @violetta   Bardzo dziękuję!  Właśnie tak!  Pozdrawiam. :) 
    • @Leszczym Dużo tego ostatnio.  Ale tekst... Rozliczeniowy?  Requiem dla straconych złudzeń? W poniedziałek długopis powinien mieć wolne?
    • @Alicja_Wysocka Bardzo ładny wiersz. Odczytałam go jednak trochę pesymistycznie. Pomyślałam o tym, że gdy to coś zostanie nam odebrane, może się okazać, że już nie potrafimy bez tego żyć. Ten powrót do zwyczajności może być bardzo dotkliwy i bolesny. Ten brak już nie będzie ukryty, a podświetlony i domagający się wypełnienia.
    • Stawiają przed nim szkło. Ciężkie. Zimne. „Odżyjesz. Nie była dla ciebie.” Mówią po kolei, jakby przekazywali sobie dyżur. Wyliczają jej wady, żeby było mu lżej. Każde zdanie coś przestawia. Jak mebel w ciemnym pokoju - nagle nie wiadomo, gdzie stać. On kiwa głową. To łatwiejsze niż mówić. Przypomina sobie jej pieprzyk pod lewym okiem, to jak poprawiała włosy i wymawiała jego imię, gdy nikt nie słyszał. Ktoś klepie go po ramieniu. Za długo. Jakby chciał go już podnieść. „Chodź, idziemy w miasto.” To brzmi jak polecenie. Jakby siedzenie było błędem, a cierpienie trzeba było rozchodzić w butach. Nie chce iść. Chce zostać w miejscu, gdzie jeszcze wszystko się nie skończyło - gdzie czuje jej zapach. Boli go, jak szybko przestaje być historią o miłości a zaczyna być tylko opowieścią o błędzie.   Oni się śmieją. Mówią o świeżej krwi, drapieżniku, polowaniu, nowym życiu. On nie chce nowej miłości. Chce odzyskać chwilę, w której pozwolił, by nazwali jego stratę ulgą. Patrzy w telefon, sprawdza czy wciąż potrafi czekać. W końcu wstaje. Uściśnie im dłonie. Skłamie: „Teraz jest lepiej,” bo ktoś już zdążył uwierzyć za niego.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...