Na gniazdku z ości, w głębokiej norze,
przy szmerze plusków, skąd wody chłodek
wolno się zdobi w niebieskie pierze
podobne łuskom —
nasz zimorodek.
Ojciec z czatowni w głogu i olszy
jak rycerz w zbroi, podniebny nurek,
świtem przed groty otworem smoków
pory połowu
już wypatruje.
Ona na dystans trzech kilometrów.
W rewirze tylko samiec, co łoży.
Dla młodych strzebla, ukleja, ciernik.
Mizerność jamy,
stajenki lichej.