Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Już pierwsza gwiazda wzeszła – zimna i szklana,

Jak oko Boga, co patrzy z nicości na pana.

Śnieg otulił ten dworek całunem milczenia,

Zgasły dawne hałasy, zgasły uniesienia.

Stół stoi biały, wielki – jak lodowa kra,

A na nim drży płomykiem samotna łza.

Obrus lśni krochmalem, sztywny jak sumienie,

Pod nim siano nie pachnie – lecz kłuje jak ciernie.

Jest talerz dodatkowy... dla wędrowca, mówią?

Lecz dzisiaj cienie zmarłych w nim usta swe lubią

Zanurzać bezszelestnie. Nikt nie puka w drzwi.

Tylko wiatr w kominie swą kolędę brzmi.

Biorę w dłoń ten opłatek, kruchy chleb anioła,

Lecz komu go połamać? Gdy pustka dookoła!

Wyciągam rękę w przestrzeń – dłoń w powietrzu wiśnie,

I czuję, jak ten mróz mi serce w kleszcze ściśnie.

„Wesołych...” – szepczą usta do ściany, do cienia,

I kruszy się ten chleb w pył... w proch zapomnienia.

Choinka w kącie stoi, strojna jak na bal,

Lecz bombki w niej odbijają tylko wielki żal.

Patrzę w nie jak w zwierciadła – widzę twarz starca,

Co przegrał życie swoje w te karty u szulera, u marca.

Gdzie gwar dziecięcy? Gdzie matki krzątanie?

Jest tylko „Bóg się rodzi” – i moje konanie.

O, Panie, co tej nocy zstępujesz na ziemię,

Czemuś mi włożył na barki to samotne brzmię?

W stajence było zimno, lecz byli pasterze,

A ja tu, w ciepłej izbie, w swą pustkę nie wierzę.

Więc siedzę i czekam, aż świeca dopali,

Aż noc mnie tym czarnym płaszczem, jak kir, przywali.

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Mikerreq  Z samego czekania to nic nie wyniknie.

Z próżnego, jak mawiają, i Salomon nie naleje.

A zaprosiłeś kogoś? Albo pomyślałeś o innych samotnych wokół siebie? Jak się naprawdę chce i wysili, to łatwo ich odnaleźć.

No chyba, że chodzi o to, że peel znajduje w tym weltschmerzu upodobanie.

 

Ebenezerze Scrooge'u, jeszcze masz czas!

 

(polecam może raz dla odmiany zamiast Kevina... obejrzeć Opowieść wigilijną.)

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Gortatów – dom wakacji” – 5   Do tej obory garaż był dobudowany. Stał tam motocykl „Jawa”, rzadko używany. Często, jak nikt nie widział, to na nim siadałem i po całym świecie sobie podróżowałem.   Pędziłem drogami, czasem nawet latałem. Kulę ziemską chyba sto razy objechałem. Przez świat mnie prowadziły stare okulary, które upiększały mego świata rozmiary.   Zakurzony, stary kask na głowę wkładałem, odgłos silnika wargami wytwarzałem. I ruszałem z piskiem opon, na jednym kole, w trasę po tym naszym, ziemskim całym padole.   Zwiedziłem świata kawał tymi podróżami. Wakacje w marzeniach, z zamkniętymi oczami. Motocykl stał zepsuty z jakiejś tam przyczyny, ale ze mną objeżdżał świat w ciągu godziny.   Świat, który zwiedzałem, był inny od naszego. Nie wiedzieć dlaczego, widziałem go lepszego. Był słodko-kolorowy, ludzie lepiej się mieli, byli uprzejmi, uśmiechnięci i weseli.   Kiedy padał deszcz, na motorze się bawiłem, albo też na strych dużego domu wchodziłem. Do gołębi się wspinałem, aż na piętro trzecie, bo wszędzie mnie nosiło tam, z tych nudów przecież.   Dom był wysoki, a schodów już tam nie było, więc na ten poziom po drabinie się wchodziło. Tam były gołębie i gołębie pisklęta. Gołębnik bardzo wielki, na całości piętra.    I znów były tam półki i gniazd niezliczenie, i przepięknych gołębi całe zatrzęsienie. Były te bojące się, co na jajkach siedziały, i te, które pisklęta sobą zastawiały.   Wchodziłem tam często, kiedy deszcze padały. Gołębie na zewnątrz wtedy nie uciekały. A było ich tak dużo, jak w mrowisku mrówek, siedziały i dbały o swój cały przychówek.   Niektóre dotknąć piskląt swoich pozwalały,  inne mnie odważnie skrzydłami przeganiały.  Nieraz na ubraniu kupami mnie zbrudziły, nie żeby ze złości – po prostu się załatwiły.   A tych kupich łajenek było wszędzie pełno, na podłodze warstwa – z pół metra na pewno! I ten zapach tak dziwny, nawet nie śmierdzący, w nosie jakby szczypiący, a w oczach kłujący.   Po tym, jak się wyszło na powietrze świeże, to aż tchu brakowało w świeżości plenerze. I nikt nic nie tłumaczył, co i jak, i dlaczego. Przeżycia te pamiętam do dnia dzisiejszego.   – cdn.   Leszek Piotr Laskowski.
    • Ładnie namalowane słowem

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Charismafilos tam to już zahacza o wieśniarstwo

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zanim wróci szary dzień    Chciałbym z tobą ruszyć w noc, Mocno skryć cię w swych ramionach, Gdzie cisza splata sny z gwiazdami, A czas zastyga między nami. By nikt nie ujrzał naszych cieni, By chwili nie zakłócił szept. Niech świat zostanie gdzieś za nami, Tam, gdzie codzienność gubi bieg. Niech ranek zapomni, że ma przyjść, A słońce stanie na skraju nieba. Kto cichy azyl znajdzie ten, Temu już więcej nie potrzeba. Za tą magiczną kurtyną nocy, Gdzie nie ma pośpiechu i trosk, Są tylko nasze zakochane oczy I cichy rytm bijących serc. Mrok rozświetli gwiezdny pył, A wiatr poniesie czułe słowa. W tym uścisku ujarzmimy czas, W którym każda chwila rodzi się od nowa. Bo choćby jutro wróciły cienie I szary ranek przywitał chłodem, Zostanie w nas to jedno spojrzenie, Co będzie naszym wiecznym ogrodem. Z tobą chcę zgubić granice świata, Zamknąć dzień za nami bez żalu I trwać tak cicho, nie pytając o jutro, Tą jedną nocą, pełną czaru.                                           Tadeusz KOCH 
    • @Mitylene oj tak, nie chce się wyjść:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...