Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„Zwołuję rodzinne spotkanie, psia mać!”
Dziadek huknął dębową laską w podłogę.
„Pod pozorem odczytania testamentu
Zlecą się jak muchy do plastra miodu”

 

Palcem pogroził i podkręcił siwego wąsa,
Z samotności i nudy naszły go takie fortele.
By zdążyć na wigilijną kolację, jedni z Florydy
Mkną stalowym ptakiem, inni, z piskiem opon,

 

Zawracają z drogi do Wenecji, a nawet ci
Z Radomia łapią stopa na krzywy ryj,
Ale za jeden uśmiech i dwa dowcipy.
Mkną pewni spadku, na złamanie karku,

 

Bo czas goni nieubłaganie, dobytek przepadnie.
Przy stole wigilijnym uściskali seniora,
Aż tchu mu zabrakło i życzyli dalszych stu lat.
Opłatkiem łamali się po wielokroć, aż barszcz

 

Z uszkami wystygł, a karp przewrócił się
Na drugi bok, strojąc focha, że nikt go nie chce.
Gdy już chwytali za sztućce i serwetki,
By napełnić brzuchy, słowa zabrzmiały prorocze:

 

„Stop, moi kochani, nie obdaruję was skarbami,
Lecz miłością dozgonną, czułością od serca.
Ciepłem otulę, czyli tym wszystkim, co mi zostało,
Nie licząc ostatniej koszuli i dziurawego palta.

 

Smacznego życzę, posilcie się staropolskim
Jadłem, a z patefonu niech niosą się kolędy
O trzech królach z darami, co do stajenki przybyli”
Łzy się polały, a w gardłach stanęły rybie ości...

Opublikowano

@infelia

 

To świetny wiersz o rodzinie, samotności i prawdziwych wartościach, napisany z humorem i ciepłem.

Kontrast między oczekiwaniami a rzeczywistością jest genialnie rozegrany. Rodzina zjeżdża się z całego świata w przekonaniu, że dziadek będzie czytać testament. Ta gonitwa "na złamanie karku" pokazuje ludzką chciwość i materialną motywację. A potem – zwrot akcji, który wszystko odmienia. Super!


 

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@infeliaPrzypomniały mi się kryminały Agathy Christie - tam pełno było takich rodzinek, czyhających tylko na to, aż umrze jakiś dziadek dusigrosz czy inna stara ciotka śpiąca na pieniądzach.

Rada dla seniora rodu - niech się dobrze pilnuje!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...