Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Kocham. Tak, to prawda. Tak mi jakoś. I tak jakoś za oknami tęsknie wieje wiatr.

Nie ma cię.

 

Jesteś?

 

Spójrz, właśnie podążam ścieżkami myśli, idąc wolno,

jakby aleją w parku pewnej przeszłej jesieni.

 

Wiatr jest wokół, ten szum,

co wnika w czaszkę.

Ten chorobliwy przesyt nicości,

której zimne dłonie obejmują moją twarz.

 

Przytulam się

do niczego.

 

Lecz, kiedy śnię…

 

Wiesz, tutaj jest wieczna wiosna. I maj. Ten maj jedyny.

Ten maj, który wciąż pachnie zielenią liści

i traw po niedawnym deszczu. Ten maj mój jedyny…

I te pyłki przelatujące wokół. Przede mną. Wszędzie…

 

Byłaś tu. Pamiętam.

 

Stałaś w cieniu tego rozłożystego drzewa.

(Chyba dębu. Nie pamiętam)

Obejmował cię ramionami. Zamarłem, kiedy wstrząsnęła mną zazdrość.

I takie ukłucie w sercu przeszło na wskroś. Przeszedł przez całe ciało prąd niepewności i trwogi.

 

Zacisnąłem mocno powieki…

 

Otworzyłem powoli.

 

Byłaś tam.

I byłaś w wirującej aureoli białych dmuchawców.

Dostępowałem wniebowstąpienia

unoszony w przestwór przesyconego wonią kwiatów powietrza.

 

Byłaś tam, stojąc do mnie

twarzą i w zamyśleniu.

Tęsknie przechylając głowę,

jakby w oczekiwaniu na pocałunek.

 

Twoje włosy czarne

poplątał wiatr.

 

Zasłonił oczy.

 

Odgarnęłaś je

nieśpiesznie dłonią.

 

Te kosmyki niesforne…

 

I wtedy spojrzałaś na mnie.

W twoich oczach szły polami poranne mgły a drobne kropelki osiadały źdźbła,

płatki kwiatów, pajęczynę drżącą, subtelną… Srebrny naszyjnik z kryształowych korali…

 

I dostrzegłem twój

uśmiech lekki, prawie niezauważalny.

 

A jednak

tam był!

Twój uśmiech…

 

Żwirową alejką biegły dzieci.

 

Ich wesoły krzyk, ich świergot.

Ich trzepot maleńkich rączek,

jakby skrzydełek maleńkich motyli.

 

Pełno ich tu było. Wszędzie…

 

Otaczały nas coraz bardziej.

I bardziej.

 

Nie. To nie były dzieci.

To były owady, tylko podobne na pierwszy rzut oka do ludzkich istot.

Otaczały nas w coraz bardziej szalonym locie z cichym furczeniem przezroczystych skrzydeł.

 

Faeries… Skrzydlate istoty. Wróżki tajemne.

 

Drgnęłaś, szybując lekko w powietrzu.

Zbliżaliśmy się do siebie.

I mimo że było pomiędzy nami

jeszcze mnóstwo przestrzeni,

to byliśmy już na wyciągnięcie ręki.

 

Na grubość kartki papieru, źdźbła trawy. Na dotyk...

 

I byliśmy

już.

W sobie.

 

Z ust twoich spijałem chciwie nektar słodyczy,

który błyszczał i olśniewał do nieskończoności żaru. Aż do zagubienia…

 

Tak. Jesteśmy zagubieni.

 

Próbujemy uciekać,

lecz te ucieczki

kończą się zazwyczaj

w tym samym miejscu oczekiwania.

 

Ono wraca jak bumerang.

W każdym momencie. w każdej chwili zamyślenia…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-11-28)

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
  • Arsis zmienił(a) tytuł na Faeries

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Żona głodna   Nad stawem koło krzaczora, molestowała werbalnie kaczka kaczora. Kaczor pragnął  proste życie wieść. Kaczka zaś złote jaja chciała nieść. Futra z lisów, buty z węża! Blichtr i poklask…na nic jęki męża! Kaczko moja kochana, próżno szukasz braw. Wizja twa świata brudna i mętna jak i ten staw. Odstaw swe żądze, żaden z ciebie ssak. Myślisz jak człowiek, a nie ptak.   Grahamoza
    • Nad miasteczkiem przelatuje czarny smok Poszarapane cienie podążają za mną krok w krok Wszędzie czerwone lampiony choć to nie jest chiński nowy rok Szczerząc kły, swym kamiennym wzrokiem niebo preczesuje Denglong   Tak jak zawsze, najgorsze starcie jest dopiero w finale Więc to twoja wina skarbie, że na starcie już przegrałeś   Nie wiem o co chodzi ludziom wokół mnie, wszyscy mają jakieś pretensje Po prostu pozwólcie iść przed siebie I się weźcie ode mnie odczepcie   Mówiłem to już chyba wszystkim Znajomym, rodzinie i bliskim Kasjerce w żabce, panu w kiosku i kotu ale o tym nie musisz mówić nikomu.
    • @Berenika97 Dziękuję, lubię malować słowami
    • Zieloną łąką do wsi swej Zarzecze  Zmierza Janek, choć dupa go piecze Usnąl tyłkiem w pokrzywach Boł po kilku byl piwach  Teraz myśli, jak ja to wyleczę?      
    • W półmroku starych cerkwi, Pośród śmiechów szyderczych, Słów nienawiścią przepełnionych, Od niewysłowionej pogardy ciężkich,   Padały krople święconej wody, Na piły, widły, siekiery, Uświęcając je w celu zbrodniczym, W świętokradzkim obrzędzie bezbożnym.   Płomienne starego popa kazanie, Nieludzką nienawiścią podszyte, Wielkich zbrodni miało być zarzewiem, Rozlanych po Ukrainie okrucieństw pożarem,   Nienawistne słowa starego popa, Były jak sączony w dusze jad, Pod pozorem banderyzmu szerzenia Zabijający wszelkie wyrzuty sumienia.   I te święconej wody krople, Na polskie dzieci były wyrokiem, Zwiastować bowiem miały ich śmierć, Strasznego ich losu były przypieczętowaniem.   I każda święconej wody kropla, Czyichś cierpień oznaczała bezmiar, Śmierć w nieopisanych męczarniach, Orgie mordów w odmętach szaleństwa.   A te maleńkie kropelki, Heroldami były zbrodni straszliwych, Zwiastować miały dziecięcej krwi strużki, Niezliczone z oczu ich łzy,   A każda święconej wody kropla, Brudna, wstrętna i zimna, Błogosławieństwem była szatana, Diabelski chichot w sobie kryła.   Nasiąkła nienawiścią Agiasma, W tamtych pełnych okrucieństwa dniach, Nie była symbolem oczyszczenia, Skaziły ją popów bezbożne słowa…   I w księżyca blasku upiornym, Wyważały drzwi chałup poświęcone łomy, Rozłupywały czaszki maleńkich dzieci, Pobłogosławione przez popów siekiery,   Pokropione w cerkwiach kosy, Odbijając się w głębi przerażonych źrenic, Dotykając młodych dziewcząt krtani, Niejedną nić życia trwale przecięły.   A krople przelanej krwi polskich dzieci, Przed oblicza hufców anielskich, Płacząc rzewnie  skargi swe niosły, O potworności zbrodni straszliwych,   A każda dziecięcej krwi kropelka, Strwożona aniołom opowiedziała, Jak wielkiego bezmiaru okrucieństwa, W wołyńskie noce świadkiem była.   I te krople niewinnej krwi, Dzieci bestialsko pomordowanych, Uczciły wierne Bogu anioły, Pieczętując je swymi pocałunkami,   By po kres świata były świadectwem, O tamtym straszliwym bestialstwie, Jak ludzkiej natury zezwierzęcenie, Potrafi być nieujarzmione…   Miała być rzekomo wolna Ukraina, Czysta jak przysłowiowa wody szklanka, Lecz w niewysłowionej nienawiści skąpana, Spłynęła wkrótce krwią zbroczona.   I pomimo upływu lat, Pozostaje wciąż wstrętna i brudna, W tamtych nierozliczonych zbrodniach Wciąż bezwstydnie unurzana,   Wciąż bez woli oczyszczenia, Gdy zakłamana elita, Haniebny kurs polityki wyznacza, Czcząc zbrodniarzy w niezliczonych pomnikach…   A pomordowanych na Wołyniu dzieci, Nie utuli już nikt, Jedynie niebiańskie anioły, Otrą z oczu ich łzy,   A każda polskiego dziecka łza, Większą ma wagę w oczach Boga, Niż ukraińskich historyków kłamstwa, Którym przyklaskuje dwulicowy świat.   Każda kropla polskiej krwi Pozostała na wołyńskiej ziemi, Świadectwem jest dziś niezatartym Tamtych zbrodni straszliwych,   Wielkie morze łez, Polskich dzieci zgładzonych okrutnie, Dla ludzkości jest plamą na honorze, Dla cywilizowanego świata sumienia wyrzutem…   - Wiersz napisany dla upamiętnienia osiemdziesiątej trzeciej rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu…      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...