Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Głupotą jest wciąż mieszać zachód ze wschodem
kiedy mądrzejszy tak szybko zmierzy do celu
kim jesteś co chcesz powrotu i czasu Peerelu
garstkę oszołomów nazywasz dzisiaj narodem?

Głupotą jest nie rozumieć co robi każda władza
czas naprawić w końcu wypaczenia i błędy
oczyścić z brudów sądy i wszystkie urzędy
kłodę spod nóg usunąć bowiem żyć przeszkadza

Głupotą są Judasze co matki swoje sprzedali
nikczemny ten co na własny kraj szczuje
trzeba precz wyrzucić co serce ci zatruje
dźwięk złotego rogu usłyszeć wreszcie z dali

Głupotą jest jedynie zawracać niczym rakiem
do dawnych czasów i obłudnego wstydu
o niewoli u zaborców ani słychu ani widu
Bogu dziękuj za ojczyznę bo jesteś Polakiem

Opublikowano

@Maciek.J  wzywasz do powstania? Przeciwko komu i czemu?

"Miałeś chamie....-  po co? Wzywasz do wojny polsko - polskiej?

Czy do miłości wielkiego brata ze wschodu? To już było.

Czy jakiej?

Szafujesz słowem głupota- kto jest głupi?

Ten któremu któremu recytowali "Dziady" na ulicy Mickiewicza to wielki  patriota?

Bo inny którzy inaczej myślą to są zdrajcy.

 

Mieszkam w Polsce- na Warmii, to jest moja Ojczyzna- innej nie mam.

Patriotyzm to nie frazesy.

Kocham mój kraj- kraj wolny, kraj otwarty ludziom.

Bez nienawiści bez podziałów.

PS, dodam

wnerwia mnie takie pisanie( przepraszam za to)

mamy wojnę za wschodnią granicą- i co tego nie zauważasz?

Opublikowano

@Annna2 właśnie dlatego, że wojna jest za granicą i dla ciebie bardzo blisko czas nadszedł abyśmy się obudzili z tego koszmarnego snu bo zginiemy bez jednego strzału dosłownie albo w przenośni A skoro jesteśmy wolnym krajem mam prawo do wolności swoich poglądów co gwarantuje mi także prawo unijne. A patriotyzm to faktycznie nie są frazesy i tu pełna zgoda

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...