Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jako fan muzyki współczesnej (a zwłaszcza rocka, bluesa i metalu) przywiązuje dużą wagę do tekstów piosenek i uważam dużą część z nich z poezję.

Oczywiście można by tu przywołać takie „oczywiste oczywistości” jak Autobigrafia, Jolka Jolka pamiętasz, Dorosłe dzieci czy Przeżyj to sam.

Jest jednak bardzo dużo innych  mniej znanych tekstów/piosenek – odznaczających się pięknymi poetyckimi tekstami i pięknym brzmieniem tych piosenek.

Mam tu na myśli na przykład dwie mało znane acz piękne piosenki zespołu Lombard.

„List nocą” - muz. Grzegorz Stróżniak, sł. Małgorzata Ostrowska
www.tekstowo.pl/piosenka,lombard,list_noca.html 

"Gino" - Grzegorza Stróżniaka (muzyka) i Andrzej Sobczak (słowa).
www.tekstowo.pl/piosenka,lombard,gino.html 

 

Inny tekst pochodzi z mało znanej <<metalowej>> płyty  zespołu Turbo, którego mało kto kojarzy z Heavy metalem. Płyta ta to <<Kawaleria Szatana>> – polecam zwłaszcza pierwszy utwór z tej płyty o tym samym tytule co płyta. Tekst tego utworu był moim zdaniem inspirowany sonetem krymskim Adama Mickiewicza o tytule <<Burza>>.
Płyty tej nie należy kojarzyć z satanizmem – owszem – niektóre kawałki są dość mroczne ale nie ma tam jakiś tekstów promujących satanizm.
Przesłuchać tej płyty można na youtube.

 

 

 

Pozdrawiam

  • 3 miesiące temu...
Opublikowano

z metalu K.A.T ma fajne teskty

i jak o fajnych tekstach mowa to od razu na myśl narzuca się muzycznie wykorzystana poezja Staszka Staszewskiego czy prawie każda piosenka Ciechowskiego

 

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

@Wojownik_Stokrotka Niestety, współczesne teksty piosenek, to nie jest poezja. Literacko, to jest NIC. A przyczyna jest prosta. Dawniej teksty pisali poeci, bo mieli za to płacone z puli państwowej. Dziś jak ktoś chce  by tekst napisał poeta, to musi zapłacić. No to on woli samemu napisać, bo przecież to jest proste tym bardziej, że ma Worda. Kiszki się wywracają, jak się tego słucha. Zresztą muzyki podobnie. 

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...