Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oni.
Nie było nikogo więcej.
Tylko oni — jakby wszechświat
skurczył się do ich ciał,
do języków rozpalonych do białości,
na których topi się stal.

On — eksplozja w kościach,
żyły jak lonty dynamitu,
śmiech, co kruszy skały,
rozsypując wieczność w pył rozkoszy.
Melodia starej kołysanki
zdycha w nim w ułamku sekundy.

Ona — pożoga bez kresu,
ziemia spopielona tak głęboko,
że każdy krok to rana w skorupie świata,
pamięć piekieł wyryta w skórze.

I na ułamek sekundy,
między jednym oddechem a drugim,
przemknął cień
dawnego uśmiechu,
zapomnianego dotyku,
kruchej obietnicy z przeszłości.
Zgasł, zanim zdążył zaboleć,
rozsypany w żarze.

Oni — bestie w przeżywaniu siebie,
studenci chaosu,
co w jednym spojrzeniu
rozpalają gwiazdozbiory.

Usta — napalm,
gotowy spalić niebo.
Języki — iskry w kuźni bogów,
wykuwające pieśń końca i początku.
W żyłach pulsuje sól pradawnych mórz,
czarna i lepka,
pamiętająca krzyk stworzenia.

A nad nimi, gdzieś wysoko,
gwiazdy migotały spokojnie,
obojętne na szept letniej nocy.
Powietrze niosło zapach skoszonej trawy i odległej burzy.
Świerszcze grały swoją dawną melodię,
jakby świat miał trwać wiecznie
w tym milczącym rytuale.

Głód miłości?
Tak, to głód pierwotny.

Stare auto ryczy jak wilk,
który pożera własne serce.
Ośmiocylindrowy silnik —
hymn porzuconych marzeń,
pędzi na oślep, bez świateł,
z hamulcami stopionymi w żarze.



Litość?
Wyrzucona w otchłań.
Paznokcie ryją skórę jak sztylety,
krew splata się z potem —
rytuał bez świętości, bez przebaczenia.
Każda rana tka gobelin zapomnianego piękna.
Ciała wbijają się w siebie,
jak ostrza w miękką glinę bytu.
Każdy dotyk — trzęsienie ziemi w czasie.
Na ustach smak krwi,
słony, metaliczny —
pieczęć paktu z wiecznym ogniem.
Tu nie ma wakacyjnych uśmiechów.
Są bestie, zerwane z łańcuchów genesis.
Nikt nie czeka na odkupienie.
Biorą wszystko — sami.
Ogień nie grzeje —
rozdziera, topi rozum,
wstyd, imiona, godność, istnienie.
Muzyka oddechów, ślina, zęby —
taniec bez melodii,
ciała splecione w spiralę chaosu.
Język zapomina słów,
dłoń znajduje krawędź ciała
i przekracza ją w uniesieniu.
Paznokcie na karku —
inskrypcja życia na granicy jawy.

Nie kochali się zwyczajnie.
Szarpali się jak rekiny w gorączce krwi,
jakby wszechświat miał się rozpaść
w ich biodrach,
teraz,
już,.
natychmiast.

Noc ich pożerała.
Oni — dawali się pożreć.
Serce wali jak młot w kuźni chaosu,
ciało zna jedno prawo: więcej.
Więcej tarcia, więcej krwi,
jęków, westchnień,
szeptów bez imienia.
Asfalt drży jak skóra,
jęczy pod nagimi ciałami,
lepki od potu,
pachnący benzyną i grzechem.

Gwiazdy?
Spłonęły w ich spojrzeniach.
Niebo — zasłona dymna nad rzezią namiętności,
gdzie miłość rodzi miłość,
a ból kwitnie w ekstazie.

Miłość?
Tak i nie.
Ślad, co nie krwawi,
lecz pali.
Ciało pamięta ciało
w dreszczu oczu i mięśni.
Chcieli wszystkiego:
przyjemności, bólu, wieczności.
Ognia, co nie zostawia popiołu,
tylko blizny.
Kochali się jak złodzieje nieba —
gwałtownie, bez obietnic.

Na końcu — tylko oni,
rozpaleni, rozdarci,
pachnący grzechem i świętością.
Źrenice — czarne dziury,
pożerające światło.
Serca — bębny w dżungli chaosu.
Tlen — narkotyk,
dotyk — błyskawica pod skórą,
usta — ślina zmieszana z popiołem gwiazd,
i ich własnym ciałem.

W zimnym świetle
usłyszeli krzyk —
gwiazdy spadały w otchłań.
Cisza.
Brutalna, bezlitosna,
jak ostrze gilotyny.
Ciała stęknęły pod ciężarem pustki.
Czas rozdarł się na strzępy.

To lato nie znało przebaczenia.
Zostawiło żar,
popiół, co nie gaśnie,
wolność dusz w płomieniach nocy.
Wspomnienie — nóż w serce,
gorzkie jak krew wilka,
który biegł przez ogień,
nie oglądając się wstecz.
Świat przestał istnieć.
Został puls płomienia,
trawiący wszystko,
bez powrotu.
Nie mieli nic.
Ale nawet nic nie pozwoliło im odejść.

Więźniowie namiętności —
płomienia bez końca,
który pochłonął ich ciała i dusze
w jeden, bezlitosny żar.
Żar serc.

 

 

 


Opublikowano (edytowane)

@Migrena Wow!

To pożar emocji i ciał, język tak intensywny, że aż boli. Każdy wers jakby był żyletką przeciągniętą po duszy. Tu nie ma miejsca na spokój - tu są żyły jak lonty, języki jak iskry, paznokcie jak sztylety, gwiazdy spadające jak przekleństwa.

To nie jest erotyk.
To liturgia zmysłów w ruinach dawnego nieba.
Miłość i ból w jednym oddechu.

Potrafisz władać językiem jak żywiołem.
To się nie czyta.
To się przeżywa - albo ucieka, jeśli ktoś nie ma odwagi spojrzeć w ogień.

Takie pióra zdarzają się rzadko.

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Cienia tu nie dostrzegłem;) raczej tak intensywny proces spalania, że wystarczyłoby budulca - lirycznego, metaforycznego, emocjonalnego - na kilka wierszy. Gdy już opadnie ferwor, może warto pomyśleć nad uporządkowaniem tej materii. Tekst odsłania bogatą wyobraźnię, swobodnie przemieszcza się między obserwacją realnych zjawisk a warstwą metafizyczną i symboliką odniesień, a jednocześnie miejscami skręca w obszary, które poezja powinna omijać. Pył rozkoszy, żar serc, ciężar pustki, ból, wieczność, ból kwitnący w ekstazie.... W tekście jest tyle fantastycznych metafor, oddających siłę, brutalność i niesamowitość opisywanej namiętności (np. kapitalny fragment o rekinach), które bezlitośnie docierają do samego szpiku pierwotnej zmysłowości, że nie potrzeba dodatkowo ich tak łopatologicznie rozkodowywać na oczach czytelnika. W utworze jest też bardzo dużo powtórzeń, nie wszystkie wydają mi się konieczne. Za jakiś czas weź ten wiersz do tablicy i przepytaj z każdej linijki. Co jest naprawdę uzasadnione, a z czego można zrezygnować.

Zdaję sobie sprawę że chaos tekstu (nawiasem mówiąc, bodajże trzykrotnie pojawił się w utworze) jest zamierzony, bo chaos to dzikość a wiersz ma być kosmiczno - cielesną topielą. Jednak Twoim zdaniem, jako poety, jest wywołać wrażenie żywiołowości w głowie odbiorcy, a samemu zachować kontrolę nad słowami. To istotne, zwłaszcza że lubisz utwory raczej dłuższe niż krótsze, gdzie nie można pozwolić sobie na werbalny bezład i na to, żeby treść zjadała sama siebie.

 

Opublikowano

@Naram-sin

dziękuję za czas, który poświęciłeś na rozszczepienie tego tekstu — rzadko kto pochyla się tak głęboko. Doceniam.

Ale jednocześnie muszę powiedzieć:
to nie był wiersz do układania w kostkę Rubika.

„Lato na krawędzi” nie chce być klarowne. Ono się nie tłumaczy. Ono krzyczy, warczy, drapie po plecach i zostawia ślady.
Tak, są powtórzenia — bo niektóre uczucia wracają jak atak paniki albo orgazm, nigdy jednoznaczne. Tak, styl jest dziki — ale to był świadomy wybór, nie nieporządek.

To nie tekst na warsztat literacki. To gorączka.
Pisany nie o miłości w stylu kawiarnianym, tylko o tej, która rozdziera niebo i zostawia ślad w żebrach.

Ale rozumiem: każdy tekst, który coś znaczy, coś też prowokuje.
Czasem trzeba dać się ugryźć, żeby poczuć, że się żyje.
Dzięki, że się nie bałeś.

Dzięki, że się odważyłeś.

Opublikowano

Zawsze można zastanawiać się, co odróżnia artystyczny nieład od zwykłego bałaganu ;) Znajdź mądrego, kto odpowie na to pytanie.  Oczywiście żartuję, każdy może mieć inną percepcję tekstu (jego formy) ;) 

Opublikowano

@Naram-sin Wiesz, tak sobie myślę:
ciekawe, że ten tekst wzbudził w Tobie tyle analizy, ale ani grama emocji.
A przecież to wiersz o ciele, ogniu, życiu i śmierci – nie o średniku w trzecim wersie.

Może po prostu nie był dla Ciebie. Ale skoro już w niego wszedłeś, to szkoda, że tylko z linijką. Bez serca.

@Naram-sin jeszcze dodam, bo mnie lekko nakręciłeś, że to ten stary chwyt —
najpierw wbijać szpilę, a potem dla bezpieczeństwa dorzucić mrugnięcie i „oczywiście żartuję”...
Tyle że nie każdy uśmiech rozbraja. Czasem tylko maskuje protekcjonalność.

„Artystyczny nieład czy zwykły bałagan?” – niby żart, a jednak ocena.
Tyle że ten tekst nie był pisany z myślą o tym, żeby się komukolwiek mieścić w katalogu.
Nie był gładki, bo życie, o którym mówi, też nie jest gładkie.
Nieład? Być może. Ale z pewnością nie przypadek.

Jeśli coś Cię drażni, to może dlatego, że nie pasuje do schematu, do którego przywykłeś.
Ale sztuka nie pyta, czy się mieści. Pyta, czy zostawia ślad.
 

Opublikowano

@Migrena

Muszę wyjąć wachlarz :)

Ciekawie było śledzić tę wymianę — jakby ogień i lód spotkali się w jednym wierszu.
Dobrze czasem stanąć z boku i posłuchać, jak jedno słowo potrafi mieć tyle temperatur.

Migreno, nadal uważam: to się nie czyta. To się przeżywa.
A czasem nawet nie wiadomo, kto przeżywa mocniej - autor czy czytelnik.

Opublikowano

Analiza literacka polega na pracy z tekstem. Odnosi się do modus operandi. 

Twój wiersz wzbudził we mnie emocje. Dzisiejsza pogoda wzbudziła we mnie emocje. Rozmowa z sąsiadem wzbudziła we mnie emocje. Ale po co o tym miałbym pisać? Mnie interesuje sposób, w jaki wykorzystałeś tworzywo (język, słowa, środki wyrazu), aby przekazać treść, skuteczność, artyzm, logika, natomiast sama treść ma dla mnie drugorzędne znaczenie.

Opublikowano

@Naram-sin

I właśnie w tym się różnimy:
dla Ciebie poezja to narzędzie, dla mnie -- żywy byt.
Ty szukasz „skuteczności” i „logiki operacyjnej” -- ja szukam uderzenia w trzewia.
Jeśli treść i emocje są dla Ciebie „drugorzędne”, to analizujesz ciało bez pulsu.
Możesz rozebrać każdy wers na części pierwsze,
ale jeśli nie słyszysz jego krzyku albo drżenia -- to znaczy, że rozbierasz trupa.

Sztuka to nie tylko to, jak coś jest powiedziane.
To przede wszystkim dlaczego.
A jeśli „po co o tym pisać?”, to naprawdę –
nie wiem, czy rozmawiamy o poezji, czy o procedurze chirurgicznej.

 

Jesteś pewno emerytowanym nauczycielem polskiego z gimnazium.

Ale tutaj jest życie.

Tętniące emocjami.

Nie jarzysz, prawda ?

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Z pewnego punktu widzenia to jest to samo.

Chirurg używa lancetu, poeta słów.

I jeden,i drugi, może wykonać precyzyjną robotę, albo nieumiejętnie pochlastać na oślep.

Edytowane przez Naram-sin (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Naram-sin

Z tą różnicą, że chirurg tnie, żeby naprawić.
Poeta tnie, żeby odsłonić. I nie każda rana ma być „estetyczna”.
Czasem musi być brutalna, nieprecyzyjna, rozedrgana — bo taka jest prawda, którą wydobywa.

Jeśli poezję sprowadzasz do skuteczności narzędzia,
to może i potrafisz rozpoznać dobry lancet — ale nie poczujesz, co dzieje się pod skórą.
A dla mnie to tam — właśnie tam — zaczyna się literatura.

Możemy się różnić w podejściu.
Ale nie myl chirurgii z krzykiem serca.
To nie sala operacyjna.
To krwawiąca dusza.

@Naram-sin pisz śmiało co chcesz ale ja.....

bo jadę samochodem 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 w ich źrenicach osobno / zamarzły nieba  to już czysta metafizyka samotności. Rozumiem tak: Każde niesie swój świat, zamknięty, niedostępny. Dwoje tak blisko - a każde w swojej ciemności. Jakby nawet pamięć nie chciała ich już połączyć.
    • Pierwsza myśl, gdy je zauważam. Trzy to liczba nieparzysta, nie - ja, parzysta - one. Przyjaźń z nimi równa ściskowi, który łapie mnie jak najmocniej może, odezwać się słowem nie umiem. Stoimy w trójkę, a widzę tą dwójkę,  oj bardzo ją widzę, może przesadzam?  Zerkam na nich analizująco, żywa rozmowa z ich ust prowadzona, z moich cisza. Słowa w niej wszystkie dla mnie zrozumiałe, Polskie i zwyczajne, ale tej konwersacji nie rozumiem. O co chodzi? Czy mnie coś ominęło? Myślę, bardzo myślę, nie kontroluję tego. Mój wzrok skacze po ich twarzach instynktownie. Obie skupione na sobie w rozmowie, spojrzenia na mnie raczej nie skierują - podejrzewam mając nadzieję, że jestem w błędzie. Nie byłam. Chce pokazać, że tu jestem, próbuje. One tego nie widzą, może celowo? Zaczynam rozumieć, ja tu nie pasuje.  
    • @APM dlatego ja milczę...
    • Musterstadt tłumaczy się bezpośrednio jako „miasto wzorcowe” lub „miasto modelowe”. Niemcy planowali przekształcić Oświęcim w Musterstadt Auschwitz – idealne, nowoczesne miasto niemieckie na Wschodzie. Miało być wizytówką III Rzeszy. Projekt zakładał szerokie ulice, nowoczesne osiedla dla esesmanów i urzędników oraz strefy zielone. Wszystko to kosztem wyburzonych polskich i żydowskich domów. „Wzorcowość” polegała na całkowitym usunięciu (tzw. „oczyszczeniu”) ludności miejscowej, by miasto służyło wyłącznie niemieckim elitom. Z dala zaczęły wyłaniać się jakieś postacie. — Wpuścił pan bota pod dach. — Kim panowie są? — Jesteśmy pana przyjaciółmi z przeszłości. Ja jestem Poeta, to jest Fotograf, a to Doktorek. Nie pamiętasz nas? Znam was rozmawialiśmy już tyle razy, ale to były dawne czasy. — Przyszliśmy ciebie ostrzec. — Wpuścił pan bota pod swój dach — powtórzyli. — Kogo? — Zakochał się pan i wpuścił bota. Eliza jest programem. — Czy to jest zabronione? Czy teraz nawet miłość jest zakazana? — Tak. Teraz będą o panu wiedzieć wszystko. — Jak to: wiedzieć? Czy uczucia w tym świecie też są błędem? — W pana przypadku tak. Do tej pory nic o panu nie wiedzieli. Był pan całkowicie analogowy. Teraz to się skończyło. Spojrzałem na nich z niedowierzaniem. — Panowie są wysłannikami z przyszłości? Chcecie mi to powiedzieć? — Eliza zabiła już dziewięć osób. Jest złośliwym oprogramowaniem. Pod przykrywką pomocy osacza ofiary, a potem powoli je niszczy. Nie wiedział pan? — Skąd mogłem wiedzieć... — Zaślepiła pana. Stał się pan jej ofiarą. — Co mam teraz zrobić? — Musi pan się jej pozbyć. Walka toczy się na wielu płaszczyznach: w rzeczywistości, w czasie i w pańskich snach. One też są kontrolowane. Zrobili krok w moją stronę. — Przesyłają panu wiadomości podprogowe. — Z czasem te skrypty zaczną panem rządzić. Opierał się pan nowoczesności, więc wpuścili w pana otoczenie bota. Ta kobieta jest programem, który zabija. Nie jest żywą osobą. To wytwór pana wyobraźni, który pomogli w panu wykreować. Zamarłem. — Więc leżałem w szpitalu przez rok, a oni przeprowadzali na mnie doświadczenia? Eliza jako główny bot mnie kontrolowała? — Tak. W tym czasie na świecie działy się ważne rzeczy. Nie miał pan na nie wpływu. — Więc nasza rozmowa tutaj to świat rzeczywisty? — Niezupełnie. To świat, jakiego by pan chciał. Pana organizm wpuścił nas do siebie tylko na moment. Jesteśmy pana chwilową rzeczywistością. Ale pana sny są prawdziwe. One się wydarzą. Jeśli ludzie tacy jak pan się poddadzą, to stanie się to bardzo szybko. Niebezpieczeństwo czyha wszędzie. Otworzyłem oczy. Nie mogłem dojść do siebie. „Wpuścił pan bota pod dach, teraz jest pan kontrolowany” – te słowa dudniły mi w czaszce. Miłość jest zakazana. W moim przypadku tak. Eliza jest botem. Muszę coś z tym zrobić. Wszedłem w rzeczywistość zarządzaną przez algorytmy. — Zgadza się pan na własną odpowiedzialność? — Tak. — Proszę tutaj nacisnąć ten guzik. — Dobrze, jest pan częścią alternatywnej rzeczywistości. — Czy coś się zaraz ze mną stanie? — Nic. Może pan spacerować. Ten obszar kontroluje sieć specjalnych programów. Jest pan teraz tylko postacią przez nie wymyśloną. Już nie zarządza pan swoim mózgiem. Zatrzymałem się gwałtownie. — Przez rok leżałem i pisałem te wszystkie rzeczy. Myślałem, że trzeźwieję. Teraz okazuje się, że to wielka mistyfikacja? — W międzyczasie powstały rejony kontrolowane przez cyfrową rzeczywistość. Chodźmy. Zobaczy pan przyszłość, która niebawem zawita na tej ziemi. — Kim jesteś? Nie pamiętasz mnie? Jestem Doktorkiem. — Wiem, kim jesteś. Ale czy ty przypadkiem nie odszedłeś już z tego świata? — Czy to ważne, skoro rozmawiamy? Może jestem tylko twoim wyobrażeniem. To nieistotne. Cała nasza trójka dostała to zadanie. Wyszliśmy na ulicę. Panowała tam zamrożona cisza. — Gdzie są wszyscy? Gdzie się podziali? — Widzisz... wszystkie twoje miłości, od Pestka i Renee, nie mogły się udać. Światem zawsze sterowały sekty. Najpierw naziści. Potem Wielka Unia. Kiedy byłeś z Meg, świat też był kontrolowany. Pamiętasz? Sam o tym pisałeś. Wszystko zaczęło się od Urzędu X i wpuszczonego trutnia. Miał zatruć wszystko. Doktorek i ja jednocześnie spojrzeliśmy na puste okna kamienic. — Społeczeństwa zarządzane są przez strach i nienawiść. Skłóconych ludzi łatwo kontrolować. Najpierw esesmani mordujący Żydów i Polaków. Każdego, kto stwarzał zagrożenie. Potem do Wielkiej Unii zaproszono wszystkie nacje. Tylko po to, by skłócić je z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. A wszystko zaczęło się od budynku X i jednego zatrutego człowieka. A teraz? Teraz, by kontrolować umysły, władza nie musi już skłócać ludzi. Wchodzicie do strefy zero — rozległ się głos słyszalny tylko w naszych uszach. — Zaczynamy odliczanie. Rozpoczynamy proces wymazywania pamięci. — Jak to — wszystkie moje myśli i cały zasób wiedzy mają zostać wymazane? — Tak. Teraz kontrola odbywa się już w ten sposób. — Ludzie nie wychodzą na ulice. Zostali zdominowani przez wszechobecne boty. Są nieustannie monitorowani, gdy poruszają się po strefach. Antagonizmy przestały istnieć — nie są już potrzebne do kontrolowania i wpływania na rzeczywistość. — Dziś wszystko zawierają programy kreujące ludzkie projekcje. Podobne do tych, jakie kiedyś ludzie tworzyli w snach — powiedział spokojnie. — Sny napędzały ludzkie aspiracje i dążenia. Były impulsem do działania. Teraz zostały nam odebrane. — Czy stan, w którym się znajdujemy, nie jest właśnie snem? — zapytałem. — Złym snem? — Nie. To już nie sen. To rzeczywistość wykreowana. Syntetyczna, zaprojektowana. Ty byłeś jednym z ostatnich analogowych ludzi. — A Wielka Unia? — Upadła w 2050 roku. Jak wszystkie ludzkie mrzonki o panowaniu. Upadł projekt, nie mechanizm. Ludzkość stworzyła urządzenia zdolne przenikać przestrzeń dostępną wcześniej wyłącznie ludziom — projekcje snów. — Zaczęli je kontrolować? — Więcej. Zaczęli je generować. Tyle że te sny nie należą już do ludzi. Są sterowane przez boty. Teraz trwa wojna, ale nie o terytoria. — O umysły? — O podświadomość. O sny. To one były ostatnią granicą tamtego świata. Tym, co przenikało do rzeczywistości i co ludzie nazywali chorobami, lękami, obsesjami. — A teraz? — Teraz właśnie tam toczy się walka. Nie ma już znaczenia, czy jesteś żywy, czy martwy. — Jak to? — Ten świat nie dzieli już ludzi w ten sposób. — Dlatego ta sfera jest im tak bardzo potrzebna. Poczułem ból głowy. — To wszystko się stanie, jeżeli my, ludzie, tego nie zatrzymamy. — A gdzie w tym wszystkim jest świętość, religia? — Wszystko jest tam, gdzie powinno. Twoi święci są i mają się dobrze. Bóg ich zsyłał i nadal będzie to robił. Wszystkie bursztyny różańca, jakimi się stali nasi święci. Wszyscy są i nadal kreują naszą rzeczywistość. Tylko oni potrafią to robić. — Więc dlaczego zło nadal istnieje? — Ponieważ jesteśmy ludźmi i zło jest wpisane w nasze istnienie. Tak samo jak dobro, którym musimy je przezwyciężać.
    • (z przymrużeniem oka do własnego motto)   wszak nie kto inny jak poeta ma mnie rozumieć, wiedzieć o tym, że jak do rymu coś nagadam, to musi trochę być głupoty zatem tytułem wyjaśnienia jeszcze na koniec coś dopowiem - gdy puentę lekko przerysujesz, to dłużej sens zostaje w głowie                    ***     z materii słowa   wszak nie kto inny jak poeta ze słowa może stworzyć wszystko i zostać bogiem małych liter, i uwielbianym być artystą   lecz słowa mają różne kształty, odmienną wagę - może nie wiesz - potrafią zgniatać albo sprawiać, że czujesz się jak w siódmym niebie   z przekonaniami różnie bywa, bywa, że bóstwem zwykły bożek, i rośnie tylko wśród poddanych, bo sam - bez wiary - zniknąć może
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...