Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Prezydent Elekt Karol Nawrocki nie podpisze ustawy o tak zwanej mowie nienawiści, a pan Rafał Trzaskowski - podpisałby i blisko siedemdziesiąt procent tutejszych publikacji zostałoby zlikwidowane jako niezgodne z Kodeksem Postępowania Karnego - pani i moja aktywność intelektualna poszłaby na marne, dalej: wtedy pani i ja raz na zawsze przestalibyśmy pisać - po takim doświadczeniu człowiek bardzo zamyka się w sobie - jest niedostępny wobec innych ludzi i do końca życia będzie odmawiał pomocy i nie udzielał pomocy innym ludziom - odejdzie we własny świat - tak właśnie działa skrajna lewica - niszczy twórczy rozwój, potem: próbuje dotrzeć do skrzywdzonego człowieka - wmawiając mu poczucie winy, znam to z doświadczenia.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

wiersz śmieszny, lepszej satyry nie napisano na tej stronie.

 

@Alicja_Wysocka "Każdy z nas, ma prawo do własnych poglądów, każdy z nas ma własne sumienie i nie ma potrzeby trąbić o tym. Po co rozbierać się do naga przed wszystkimi?" Zaprzecza to podstawowemu sensu poezji. Jeżeli chcemy sztuki, w której autor nie próbuje się wyrażać, ani nic przekazać, to można zamknąć stronę i przejść na ChatGPT.

Opublikowano

@yfgfd123

Dziękuję za komentarz – rozumiem Twoje spojrzenie, choć moje jest inne. Nie mam nic przeciwko poezji zaangażowanej, jeśli niesie ze sobą jakość, głębię i prawdę. Ale zbyt często spotykam się dziś z pisaniem, które nie tyle wyraża, co narzuca – i nie tyle mówi sercem, co krzyczy sztandarem.

Nie szukam w poezji transparentów, deklaracji politycznych ani religijnych kazań. Nie lubię, gdy ktoś „wywala wątrobę na stół” i mówi, że to sztuka, a nie osobisty manifest. Mnie bliższa jest dyskrecja, niedopowiedzenie, metafora, subtelność. Lubię, gdy coś zostaje „między wersami”, niekoniecznie „na froncie”.

Poezja to dla mnie nie miejsce do głoszenia haseł, ale do zadawania cichych pytań.

Każdy z nas ma prawo wybrać, co i jak pisze. Ale tak samo – każdy z nas ma prawo tego nadmiaru mieć zwyczajnie dosyć. I to nie oznacza zamykania się na sztukę – raczej wybieranie innego tonu.

Opublikowano (edytowane)

@Robert Witold Gorzkowski

 

Żyję za około 2000 zł miesięcznie i ledwo wiążę koniec z końcem, otóż to: za poprzedniej władzy miałem dużo lepszy byt materialny, kiedy po zmianie władzy... Nagle ni stąd i zwąd - mam do zapłaty 2000 zł "długu" i 800 zł mandatu za jazdę na gapę czternaście lat temu - pracowałem wtedy w Archiwum Akt Nowych - zwykle złodziejstwo pod pozorem prawa (sam pan może sprawdzić w Kodeksie Postępowania Karnego), za dwa lata: kiedy władzę przejmie PiS-Konfederacja - udupię tak zwanego ministra sprawiedliwości ukraińskiego pochodzenia - Adama Bodnara - skrajnego lewaka i anarchistę - zażądam zwrotu kasy z odsetkami! Dodam: w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku Żandarmeria Wojskowa nauczyła mnie BAS-u (Bardzo Agresywny System) - w wielu krajach świata jest zabroniony prawnie, chodziłem jeszcze do Szkolnego Klubu Sportowego na ulicy Zwierzynieckiej imienia Orła Białego (Szkoła Podstawowa numer 1), dlatego też: powinien pan zaglądać na profile innych ludzi czytać je... Teraz już pan wie: dlaczego dałem sobie radę jako osoba nielegalnie bezdomna i niesłyszącą? 

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

I doskonale z tego wyszła: dała hejterom budziaka, a tak przy okazji - oni nie są anonimowi, kiedy władzę zdobędzie PiS-Konfederacja - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dobierze się im do pupy.

 

Jako prezydent Karol Nawrocki powinien zatrudnić osobistą agentkę z European Security Academy na oficjalne spotkania z przywódcami głów innych krajów, a na prywatne: chodzić z żoną...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Robert Witold Gorzkowski

 

Dwa razy w życiu użyłem tej sztuki walki jako osoba nielegalnie bezdomna w celach samoobronnych - jednemu jego własnym nożem ciach - ucho, drugi raz zostałem zaatakowany przez dwóch pijaczków i jednego omal nie zabiłem - poleciał na tory tramwajowe - kolega go uratował.

 

Łukasz Jasiński 

 

 

Łukasz Jasiński 

 

Na tym filmiku jest bardzo łagodna wersja: BAS to nie unieszkodliwianie przeciwnika, wręcz przeciwnie: na natychmiastowym zabiciu, wystarczy położyć agresora na ziemię, złapać go za szyję ramieniem - poudusić, dalej: szybkim ruchem popchnąć głowę do przodu - złamać kark i śmierć następuje po trzech sekundach.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Robert Witold Gorzkowski

 

Kiedyś w młodości należałem do subkultury skinów i nie do tych prawicowych, tylko: lewicowych, teraz: jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym, na tym filmiku z rozbitym łbem - krwią - to ja, walczyłem wtedy z komunizmem, otóż to: policja jeszcze pół roku temu była milicją...

 

Łukasz Jasiński 

 

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano

@violetta

 

A nie lepiej Światowid, a jeszcze lepiej: Święta Matka Natury? Zresztą: tak zwany dług rozłożyłem na raty - nie dałem się złapać w pułapkę zadłużeniową - w październiku zapłacę ostatnią ratę, de facto: haracz i będę do przodu o sto złotych, poza tym: mój Bank Millennium - zaproponował mi trzeci kredyt, to oznacza: jestem wypłacalny i nie ma mnie na liście dłużników w Ministerstwie Sprawiedliwości, wrzuciłem dziś na pierwszą stronę esej - "Różne funkcje poezji" - jest on krótki i serdecznie zapraszam na poczytanie.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano (edytowane)

@Alicja_Wysocka

 

Są trzy rodzaje poezji: klasyczna, zaangażowana i eksperymentalna, dajmy przykład: "Oda do młodości" Adama Mickiewicza - jest to wiersz klasyczny, a jednocześnie: zaangażowany - uniwersalny - pasuje do każdych czasów, naprawdę, bardzo ciężko z panią prowadzić jakąkolwiek merytoryczną polemikę - myśli pani schematycznie - to jest cecha biurokratów.

 

Łukasz Jasiński 

 

@Kamil Olszówka

 

Najlepszym prezydentem byłby Grzegorz Braun, proszę pamiętać: prezydent elekt Karol Nawrocki jest odpowiedzialny za brak przeprowadzenia ekshumacji w Jedwabnem i Wiźnie - cały świat myśli, iż to Polacy zamordowali w wyżej wymienionych miejscowościach Żydów, mimo to: dostał ode mnie kredyt zaufania i jeśli nie naprawi błędu sprzed lat - na drugą kadencję nie dostanie już ode mnie kredytu zaufania.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Kamil Olszówka

 

Jako prezydent elekt Karol Nawrocki został zaatakowany przez Izrael i Niemcy, chociaż: formalnie jeszcze prezydentem Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej nie jest - nie złożył przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym - przedstawicielami Narodu Polskiego, ataki ze strony Izraela i Niemiec należy czytać na odwrót - jest to ingerowanie w wewnętrzne sprawy Polski (Narodu Polskiego i Państwa Polskiego), jako Minister Spraw Zagranicznych natychmiast wysłałbym notę dyplomatyczną ambasadorom Izraela i Niemiec:

 

- Persona Non Grata!

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

W latach 50. ubiegłego stulecia powstawały bardzo podobne laurki na cześć Towarzysza Stalina, Słońca Narodów. Nawet nasza noblistka takim zgrzeszyła. Nie mam pewności, czy akurat to są wzorce poetyckie, które pragniesz powielać. 

 

O wielkim Stalinie
L. Krzemieniecka

...Józef Stalin - już to imię znacie.
Ludowej Polski - wielki przyjaciel.
Jego armia, jego wola wzniosła
krwi ofiarą wolność nam przyniosła.

W pierwszych latach, gdy nam zbrakło zboża,
Stalin spichrze radzieckie otworzył,
słał transporty surowca i maszyn,
żeby przemysł ruszył w kraju naszym.

W Polsce szkoły i fabryki rosną,
rośnie szczęście i socjalizm rośnie.
Imię wodza pokoju - Stalina -
ludzie nasi powtarzają z ufnością.

 

 

Twój wiersz ma jeszcze jedną cechę, która go pogrąża - jest jakieś dziesięć razy dłuższy.

Chyba nawet sam prezydent Nawrocki poddałby się po kilku pierwszych zwrotkach. A może zrezygnowałby z urzędu, żeby nie otrzymywać takich prezentów?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...