Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Wiem, znowu mógłbym napisać to samo... i nudzić. Zbyt dużo przeczytałem wierszy wielkich poetów, przeciętnych autorów i internetowych amatorów, w których było i o światełku na końcu drogi, i o śmierci, i o lepszym świecie 'po drugiej stronie, żeby znaleźć tu coś odkrywczego.

 

Ale prośba o jak najdłuższe życie (w perspektywie doczesnej) przypomniała mi tę piosenkę (tekst Jacka Cygana, więc to już mówi samo za siebie, zobacz, jak można o tym porażająco napisać):

 

 

 

Edytowane przez Naram-sin (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam - miło że szczególna - dziękuje - 

                                                                        Pzdr.

Witaj - ale każdy z nas inaczej pisze o tym światełku  -wiersz stary 

            z początku mojej zabawy w pisanie - a utwór Ryszarda Rynkowskiego

            super - lubię jego słuchać - dzięki - 

                                                                              Pzdr.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Noc sączyła atrament w gardziel starych ulic, a księżyc — jak rozpustnik w srebrzystych mankietach — dotykał mokrych dachów z leniwą pogardą, gdy szedłem sam, odziany w zapach dawnych grzechów. Miasto oddychało zgniłym winem portowym, sutereny mruczały pacierze pijaków, a prostytutki, blade niby święte z ołtarzy, nosiły w oczach błękit cmentarnych robaków. W zaułku spał kot czarny jak spalone sumienie. Nad nim wiatr rozwieszał kir z fabrycznego dymu. I wtedy ujrzałem twarz — piękną aż do bólu — w oknie pełnym świec, luster i zwiędłego jaśminu. Byłaś tam. Jak cesarzowa zarazy. Twe dłonie pachniały chłodem marmurowych kaplic, a szyja miała blask topora przed egzekucją. Mówiłaś cicho, lecz każde słowo spadało na moje serce ciężkie jak złota trucizna. Piłem cię wzrokiem. Jak piją umarli deszcz. I nagle całe miasto zakwitło rozkładem: rynsztoki stały się organami katedr, szczury — chórem aniołów o skrzydłach z popiołu, a noc rozwarła nad nami purpurowe wnętrzności. Caowałem twoje usta gorzkie od tytoniu i czułem pod językiem smak końca stulecia. W oddali biły dzwony, jakby sam Bóg pijany zataczał się po niebie w kałużach wszechświata. Lecz świt jest zawsze rzeźnikiem. Rozpruł brzuch ciemności. Uciekłaś bez imienia. Został jedynie zapach perfum i wilgoci, oraz mój cień — przybity do bruku jak wyrok — który do dziś modli się do twojej nieobecności.
    • @tetu intymny i surowy klimat tryptyku. Są zmęczeni sobą, a jednak bardzo związani ze sobą, ich schronieniem jest tu i teraz. pięknie
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97 Zgadza się, czyli to jest ten powód dlaczego o nich zapomniałem. :)
    • @Wiechu J. K.   Oczywiście, że wymarły - dlatego brakuje. :) 
    • @Maciej Szwengielski fajne
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...