Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

   To jedno krótkie zapewnienie wywołało w moim sercu kolejną burzę emocji. Poczułam się tak, jakby cały wewnętrzny spokój pozostawił mnie samą. Jakby nagle odszedł! Odbiegł i znikł błyskawicznie, bez słowa bądź jakiegokolwiek znaku uprzedzenia. Wszystkie odczuwane do tej chwili pozytywne uczucie wymieszały się z im przeciwnymi, tworząc coś do wręcz amożliwym do określenia kształcie, za to powodującym niepokój wysokiego stopnia. Wysokiego na tyle, że ledwie opanowałam siebie, aby nie zerwać się z krzesła i wybiec z pokoju... a potem przed dom i na ulicę bez nawet cienia świadomości, dokąd biegnę i po co. Kotłowanina emocji musiała uwidocznić się na mojej twarzy tak bardzo, że Milanek  wystraszył się wyraźnie, a moja mama zrobiła zaniepokojoną minę. Za to Jerzy prawie nic dał po sobie znać; rzuciwszy szybkie spojrzenie w moją stronę, mocniej zacisnął swoją dłoń na mojej, najwidoczniej domyśliwszy się wszystkiego i przewidziawszy reakcję.

   - Mamusiu... - urwał Milanek, po raz pierwszy widząc mnie w stanie tak silnego emocjonalnego wzburzenia. Do tej pory bowiem udawało mi się ukrywać przed nim swoje wewnętrzne sztormy. 

   - Przepraszam, synku... - wyjąkałam, chcąc podnieść się do niego, podbiec i przytulić. Skończyło się jednak na zamiarze, gdyż poczułam, że najzwyczajniej nie mam na to siły. Spróbowałam uwolnić swoją dłoń z dłoni Jerzego, ale nie rozluźnił uścisku.

   - Przepraszam cię najmocniej... 

   - Córciu... - zaczęła moja mama. Opanowawszy się trochę, wykonałam w jej stronę uspokajający gest. Odetchnęła. I odczekała chwilę, nim zaproponowała:

   - Pójdźmy na spacer wszyscy razem. Jest taka piękna, słoneczna pogoda, szkoda ją zmarnować. A mycie naczyń może poczekać. Panie Jerzy, co pan na to? - zwróciła się doń, wyraźnie oczekując przejęcia inicjatywy.

   - To świetny pomysł, proszę pani - Jerzy odparł mojej mamie tym samym, półoficjalnym tonem. - Istotnie szkoda zmarnować taką pogodę i tę okazję. Chodź, Aga - poprosił łagodnie, gasząc w zarodku - jak on to, u licha, robi? - odruchowe wewnętrzne najeżenie i sprzeciw. Popatrzyłam nań z wdzięcznością, zanim odpowiedziałam i zanim zwróciłam się do mamy z podziękowaniem.

   - Dobrze, Jerzy. Chodźmy.

   - Milanku - spojrzałam na synka. - Zacznij się ubierać, proszę. Buty, bluza... 

   - Już, mamusiu - uspokojony i rozpromieniony poderwał się z krzesła. 

 

               *     *     *

 

    Spacer rzeczywiście okazał się świetnym pomysłem. Dzięki mojej mamie i zgodzie Jerzego mogłam, idąc z nim za rękę, w znacznym stopniu uspokoić myśli. I emocje. Chociaż moja mama pilnowała Milanka, zauważyłam, że Jerzy - pozornie skupiając na mnie całą swoją uwagę - tyleż bacznie ileż dyskretnie, obserwuje jego aktywność. 

   - Doskonale, Jerzy: o to mi właśnie chodzi. I obyś mi się tylko nie zepsuł - pomyślałam, tym razem świadomie i zdecydowanie. - W przeciwnym razie... 

   Najwyraźniej znów albo wyczuł moje myśli, albo odczytał je w awiadomy dla mnie sposób. A może to telepatia? - zapytałam samą siebie. - Może naprawdę istnieje między nami energetyczne połączenie i ja sama wysyłam mu swoje myśli? Jeśli nie wszystkie, to chociaż część? A może wyjaśnienie jest bardziej racjonalne? Może po prostu ciągle myśli i analizuje? Nie wiem, gubię się już w tym... Zresztą na tę chwilę to nieważne; zapytam go o to później - stwierdziłam i sięgnęłam do torebki po papierosy: cienkie Marlboro light. Gdy tylko wyjęłam jeden z pudełka, wolną dłonią sięgnął do kieszeni po zapalniczkę. 

   - Przecież wiesz, że chcę rzucić - mruknęłam.

   - Wiem - odmruknął w odpowiedzi. - Dlatego podawał będę ci ognia do co drugiego papierosa.

   Zaciągnęłam się dymem i  dopiero wtedy nań popatrzyłam. Celowo. I celowo udawanie krzywo.

   - Ach, ty mój Jerzy - zamruczałam, mrużąc lekko oczy. - Dzięki ci. 

 

   Voorhout, 4. Kwietnia 2025 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Kwiatuszek

   To jedynie pozorna akonsekwencja, gdyż nagłość odejścia może oznaczać i niespodziewaność tegoż, a zarazem szybkość - gdy szybki krok przechodzi w bieg. Cieszę się, że czytasz uważnie i oczami, i umysłem. Wspaniale.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

   Dzięki Ci wielce za wizytę i uznanie. 

   Pozdrawiam serdecznie. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wszechświat

       

      Nikt nie wie czy istnieje jeden wielki wszechświat, czy może też istnieją jakieś wszechświaty równoległe. Ten widzialny wszechświat jest jeden: miliardy galaktyk, tryliony gwiazd... . A wiele gwiazd ma własne układy planet. Czy zatem jest możliwe to, iż jeszcze gdzieś istnieje życie podobne w formie do tego, jakie znamy? Jeden z pierwszych badaczy wszechświata już w okresie renesansu rzucił oficjalnie taką myśl, że Bóg mógł stworzyć życie w innym układzie gwiezdno – planetarnym, a był głównie filozofem religii. Obserwował słońce i planety naszego układu gwiezdnego. Był wnikliwym badaczem „nieba”, nieboskłonu czy firmamentu. Od tego wydarzenia upłynęło już sporo czasu i doszło do znacznej ilości odkryć astronomicznych, a jednak wciąż czekamy na „wiadomość” od istniejącego gdzieś tam w kosmosie życia. Jak dotąd nie pojawiły się żadne dane na ten temat, a jedynie niejasne intuicje, domysły, hipotezy oparte o naszą nieokiełznaną fantazję.

       

      Liczące się grono naukowców wysuwa hipotezę, że wszechświat powstał około 13,5 miliarda lat temu skutkiem „wielkiego wybuchu” materii. Podobno od tego momentu stale się rozszerza, aby później się kurczyć. Jeszcze inna hipoteza głosi, iż wszechświat wcale się nie rozszerza i nie kurczy tylko jest stabilny choć w swojej postaci stale zmienny, zmienny pozornie. Alternatywną teorią jest ta mówiąca, że wszechświat powstał na pewnej przestrzeni czasu wynoszącej nie miliardy, nie miliony ale tysiące lat. Może świadczyć o tym nasza planeta, ziemia i inteligentne życie, które na niej powstało. Wszechświat nic o sobie nie wie, natomiast my, ludzie, zamieszkujący planetę wiemy o wszechświecie więcej niż on sam o sobie. Gdyby nie „zasada antropiczna” w ogóle nie byłoby mowy o wszechświecie. Istniałby sobie nie ujęty w żadną dyscyplinę naukową. Zatem gdyby nie istniała stała grawitacja, stała prędkość światła w próżni i tzw. „stała Plancka”, wszechświat by nie istniał, czyli nie istniałaby świadomość o wszechświecie we wszechświecie. I w ten oto sposób myślenia mamy wszechświat godny podziwu, ogromny, wspaniały. Prawdopodobnie dzieło „inteligentnego projektanta”. Warto spojrzeć jeszcze na układ planetarny naszej gwiazdy, słońca i na krążące wokół niego planety różnych rozmiarów i rozmaitej materii. Choć tak bardzo różniące się od siebie planety, każda odgrywa ważką rolę w układzie planetarnym.

       

      Na przykład Jowisz, który pełni m. in. rolę „pochłaniacza” wszelkich, kosmicznych „śmieci” jest największą kulą gazową i to z tego powodu jego siła przyciągania jest tak wielka. Ma liczne księżyce; na jednym z nich podobno jest woda. Czy to przypadek, że pełni on rolę takiego „odkurzacza” i pozwala ziemi na spokojne trwanie, nie niepokojone przez komety, planetoidy i inne „śmieci” kosmiczne. Ziemia... jedyna planeta pełna życia, położona niezbyt blisko słońca i nie za daleko: czyżby też przypadkiem? Czy można policzyć ile gwiazd ma własne układy planetarne, a ile ich nie ma w ogóle? W galaktyce są tryliony gwiazd, a galaktyk mamy trudną do policzenia ilość. Naukowcy skonstruowali nawet specjalne urządzenia emitujące sygnały informacyjne w kosmos, w nadziei, że jakaś inteligentna, obca cywilizacja odpowie na nasze sygnały wysyłane z ziemi. Jak dotąd panuje „grobowa cisza”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy sami w tym ogromnym wszechświecie: żadnych kosmitów ni widu ni słychu. Niektórzy spekulanci popularnonaukowi wysnuwali teorie na temat piramid egipskich czy Płaskowyżu Nasca, tajemniczych „kręgów w zbożu”. I co? I nic... . Nadal ziemia krąży po orbicie samotnie. Jednak wszystko wydaje się mieć jakiś cel, cel ukryty, nieoczywisty, nasuwający się człowiekowi myślącemu. Człowiek, skoro został obdarzony rozumem musi mieć jakiś cel swojej egzystencji we wszechświecie, musi znaleźć odpowiedź na dręczące jego pytanie: po co istnieje? Gdyby życie na ziemi było bezcelowe nie posiadałoby przecież umysłu tak uporczywie domagającego się odpowiedzi na to pytanie.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...