Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@mariusz ziółkowski Dziękuję za komplemento. Również pozdrawiam. Coś w ten deseń trochę jednak jest... A to niebezpieczna jest zabawa...

@Rafael Marius No tak, racja, ale i poeci nie chcą tak schodzić, to wszystko jest bardzo skomplikowane. Ale pilnować się trzeba żeby nie jeździć za bandą. Po bandzie, owszem, jak trzeba rozumiem, ale nie daleko za bo tam to już niebezpieczna bardzo jest gra...

Opublikowano

@andreas To trochę tak jak z poezją tylko inaczej. Najpierw starasz się napisać dobre wiersze. Inaczej dojść do władzy. Jak się nastarasz uda Ci się. A potem piszesz już dobre wiersze i chcesz to wykorzystać. Tak jak dochodzisz do władzy i chcesz coś z niej mieć. A na końcu przychodzi czas rozliczeń twoich wierszy i twojej władzy. To są takie koleje losu. I właściwie to trzeba się samoograniczać. Ale właśnie w poezji ja mogę tego też nie umieć ://

@aff A tak mi się ten taniec przypomniał. Tańczyć nie umiem, ale jakoś zawsze faza fokstrota akurat przewijała mi się po łepetynie :) A dobrze tutaj pasuje akurat :)

@violetta Tak, na tej samej albo bardzo podobnej :))) A w razie co Hawaje czy cóś :)

@Laura Alszer Świetnie !!!!!

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz Wiesz teraz chodzą kilkudziesięcio i lepiej stronicowe zawiadomienia. A od zawiadomienia do prokuratury do wyroku no to hen, hen, daleka droga :)))) 

@violetta Ogólnie jak z pisaniem wierszy. Sporo osób nie umie odpuścić. Odpuszczanie wchodzi w teorię rezygnacji, czy poddania się, czy słabości etc. Coraz lepiej widzę, że z nami matka ziemia jak będzie chciała spokojnie sobie poradzi :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...