Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

   Tak, to ja. Tytułowym słowem określasz grupę zwierząt, do której z urodzenia - i z uprzedniego postanowienia duszy - należę. A mój gatunek nazywasz innymi: szpic, bokser, pudel, jamnik. Czasem mówisz "kundel" i wtedy - w zależności od intonacji twojego głosu - podoba mi się ten wyraz lub nie. Bo oddaje uczucia, których istnienia jestem świadomy. I które mogę wyrazić jedynie w ogólnopsim języku. Wiedząc, że nie zrozumiesz, ponieważ go nie znasz. A ja nie jestem w stanie cię go nauczyć.

   Staram się więc rozumieć twój. Pojmować, co mówisz i zrobienia czego spodziewasz się ode mnie w danej chwili.

   Wspieram się, tak samo jak ty, mową gestów. Przekrzywianiem - jak go nazywasz - łba, chociaż przecież jest to moja głowa. Proszeniem przez podawanie ci mojej ręki, prawej albo lewej. Łapy, jak ją - śmiesznie moim zdaniem - nazywasz. I najczęściej machaniem ogonem dla oddania wszystkich pozytywnych emocji, których przecież jestem jak najbardziej świadom. Które odczuwam. A wyrażam tak, jak potrafię. Jak pozwala mi moja biologiczna natura.

   Oczywiście podnoszę też głos: szczekam, jak to ujmujesz. Przywołuję, wołam, namawiam, zachęcam. Proszę i ponaglam.

   No i ostrzegam - tym, co nazywasz warczeniem, pokazując zęby. Jakże jest ono inne od twojego - znów, jak go nazwałeś - uśmiechu. Bo i intencja inna, i powiązane z nim uczucia. Bywa, że powtarzam go po tobie - znaczy pokazuję zęby - w uśmiechu. To jeden z dowodów, że moje pojmowanie jest głębsze, a sfera emocji szeroka. 

   A gdy cieszę się bardzo na twój widok, biegam wokół i skaczę, połączywszy to z machaniem ogonem i ze szczekaniem. Ty tak nie potrafisz, nie jesteś tak żwawy i ruchliwy. A nawet gdybyś był, śmiesznie wyglądałoby, gdybyś zaczął biegać wkoło lub skakać z podłogi na łóżko lub tapczan. 

   Przywiązuję się. Przyzwyczajam. Zakochuję. Kocham. Szanuję. Nie "za", bo to, że mam w twojej przestrzeni swoje własne miejsce do spania (ale lubię, czasem nawet uwielbiam, patrzeć z tobą na tę twoją telewizję, położywszy się wygodnie tuż obok) czy za jedzenie. Albo za wychodzenie na spacery. Bo to naturalne i oczywiste, że mnie karmisz i że spacerujemy. Jestem przecież domownikiem. Ale w zamian za uczucia i za czas. Za uwagę. Za bezpieczną i pełną ciepła codzienność przy tobie. 

   Bo, jak już powiedziałem - czuję. 

 

   Voorhout, 4. Stycznia 2025 

Opublikowano (edytowane)

@Leszczym

   Miło mi bardzo, że Twoja ocena brzmi "Ekstra !!!! (...)". Zakładam, że jest prawdziwa, a nie żartem, skoro "(...) Żarty jednak górą. (...)". 

   Dzięki Ci wielce za wizytę, czytanie i uznanie. 

   Pozdrawiam serdecznie.

 

@Somalija

   Nie zauważyłem tego, mając za licealnych lat i kilka później (dłużej) za domownika psa o imieniu Puszek

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Najwięcej miał ze szpica, stąd i myślałem o nim, pisząc . Zmarło mu się... ano cóż zrobić. 

   Dzięki, Siostrzyczko, za odwiedziny i komentarz. 

   Serdeczne pozdrowienia.

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Sam widok oczu byłby dla mnie natchnieniem by znaleźć sens w życiu między naszym spojrzeniem   sama woń perfum dałaby mi nadzieję że bez żadnych słów spotkalibyśmy się w zapachu   samo przytulenie byłoby darem od losu dwojga ciał przeznaczeniem pięknym czarem dotyku   same dźwięki głosu byłyby balsamem w świecie hałasu moim marzeniem   sam spacer za rękę byłby dla mnie Wniebowzięciem a pocałunek cudem na więcej zachłanny nie jestem
    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję!  To naprawdę duże słowa. Zależy mi właśnie na tym, żeby tradycja nie była cytatem doczepionym na siłę, tylko czymś, co naturalnie przenika współczesny język - cieszę się, że to widać. Bardzo dziękuję za tak uważne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @Wal   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - "nieuniknione" to chyba najtrafniejsze słowo, jakie mogłam usłyszeć o tym wierszu. Cieszę się, że to widać. Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @Marek.zak1 Chętnie zobaczę, może gdzieś znajdę na YT. Dziękuję :-)
    • Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic. Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…   Spływają kropliście szemrzące strumyki. Szumiące w swojej niemocy. W milczeniu, w swojej skromności nieuchwytnych drżeń.   Płynę, a wraz ze mną ty. Płyniemy cicho na siny skraj. Za las. Za wszelki czas istnienia.   Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…   Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było. Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.   A zaraz po mnie jedynie wiatr. Taki lekki powiew wspomnienia na twarzy. I już. Jakby nigdy nic nie było.   Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie. Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy… I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.   Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?   I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz (tu, tu, i tam, i jeszcze tam…) do chropowatej ściany. A na języku...   Na wystawionym, lśniącym i mokrym… Na języku tym okruchy i pył. I łzy... Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu, smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.   Kiedy ty. I ty. I tylko ty… W ten deszcz.   W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic. Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)      
    • @Stary_Kredens   Bardzo dziękuję!    To prawda - choć tyle już o tym napisano, to wzruszenie wraca za każdym razem na nowo, jakby czas nie miał tu żadnego znaczenia. Pozdrawiam serdecznie. @Leszczym   Dziękuję, że tyle o niej napisałeś - to jest dokładnie ten rodzaj obrazu, którego nie da się znaleźć w żadnym archiwum.  Twoja babcia brzmi jak ktoś naprawdę żywy - z honorem, ale i z fantazją, z wymaganiami, którym mało kto mógł sprostać. To chyba bardzo trudne - dorastać obok kogoś, kto mierzy ludzi miarą wojny, kiedy dookoła jest już pokój. Cieszę się, że mogłam choć trochę dotknąć tej historii.   Co do samego Powstania - to pytanie, które historycy do dziś toczą bez jednoznacznej odpowiedzi- decyzja o wybuchu, moment, rachuby polityczne wobec Zachodu , itp. – to wszystko można analizować na chłodno. Ale masz rację, że to nie umniejsza czystości intencji tych, którzy poszli walczyć. Można uznawać decyzję dowództwa za błąd,   (jesteśmy  mądrzy po faktach)  a jednocześnie oddawać cześć ludziom, którzy zapłacili za nią najwyższą cenę. Bo to jest w tym wszystkim najważniejsze.   Pozdrawiam.  @Migrena   Bardzo dziękuję!    Jestem poruszona tym komentarzem. Ująłeś coś, czego sama nie umiałabym tak nazwać - że to nie dziecko zostaje ocalone, tylko "zakonserwowane" w kształcie przedmiotu. To zdanie zostanie ze mną na długo. Dziękuję za tak głębokie czytanie. Serdecznie pozdrawiam.  @Rafael Marius  @Leszek Piotr Laskowski   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...