Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To byl niezwykły dzień... Dlaczego ? Toć nie słyszałeś jeszcze opowieści o demonie w Złotym Mieście?
Miałam nawet, heh, "przyjemność" rozmawiać z tym potworem w cztery oczy, nigdy nie zapomnę tej jego paskudnej twarzy. Nadal śni mi się po nocach ON i te jego mroczne królestwo.
Może zacznę od początku bo widze całkiem zielony jesteś. Nie wierzę że naprawdę nic nie slyszałeś...
Dzień jak co dzień. Zapłaciłam karczmarzowi za nocleg i usiadłam w karczmie by spamiętać czary i pożywić się. Jednak coś mi nie pasowało... był zbyt wielki ruch w gospodzie, zbyt wiele ludzi kręciło się wokoło. Co chwila ktoś wbiegał i wybiegał z karczmy. Straszny przeciąg zrobili hmm a moze to nie był przeciąg... tak tak to za oknem wiał strasznie silny wiatr, słychać było pioruny. Wyjrzałam przez okno... grzmiało i błyskało wszędzie. Ludzie na ulicy biegali w popłochu. W oczach młodziutkiego elfa widziałam strach, pytam więc co się stało ?
Ten mi na to - 'Demon ! Demon w Arras !'.
Przez chwile zabrakło mi tchu w piersiach... przez uszy obił mi się potworny krzyk, jedyne co zrozumiałam to 'śmietnisko'. A ze znam tą mieścinę jak własną kieszen, zabrałam modlitewnik pod pache i co sił pobiegłam w te śmierdzące odludzie.
Gdy dotarałam na śmietnisko moim oczom ukazał się wielki ciemny stwór. Rozmawiał z jakimś wojownikiem, więc stwierdziłam - no niegroźny, a wręcz chętny do rozmowy. Podeszłam.. kiedy spojrzał miałam ochote uciekać, ale nieee ścisnełąm tylko mocniej młot w dłoni.
Emocje były tak silne, ze nawet nie pamietam jak dokladniej w mojej krasnoludzkiej dłoni znalazła się kostka do gry... ah no tak ON mi ją dał. Ale co za czort mnie podkusił by zacząc z nim grę? nie wiem... Wiem tylko, ze na tablicy wypisane były reguły. Wyrzuce 1. Czeka mnie nagroda, 6 sakiewka pełna monet. Lecz gdy wyrzucę inną cyfre... czeka mnie śmierć... Chciałam wyrzucić tą kostkę i uciekać ile sił w nogach, ale wokoło zbierało się coraz więcej gapiów. Pomyślałam - raz kozie śmierć. Niech Incarus ma mnie w swojej opiece... Zamknęłam oczy i rzuciłam kostką. Otworzyłam jedno oko, spoglądam na kostkę - 2 - , otworzyłam oko drugie ehh na pewno -2-. Już nie żyję? Niee czuję jak pot spływa mi po czole, żyje ! Myślałam, że ziemia rozstąpi mi się pod nogami, albo jeden z tych szalejących piorunów trafi prosto w me serce, ale ja żyłam... Demon leniwie spojrzał na kostke, ja stałam jak wryta, nogi miałam miękkie... Widziałam tylko coraz szerszy uśmiech na obleśnej twarzy demona. Dwójka - mówi, już nie żyjesz ! podniósł swoją wielką broń i wycelował we mnie. Miałam wielkie szczęście, nie mam pojęcia jakim cudem ale udało mi się uciec! W koło było juz pełno chetnych do walki poszukiwaczy przygód, głupcy prosili demona o kostkę by poddać swoje życie próbie szczęscia. Nie wiem ilu ich było, ale słyszałam nie jeden ryk bólu od śmiertelnego ciosu poczwary. Z ciekawości przeciskałam się przez tłum by zobaczyć jak następny odważny wojownik umiera z jego ręki. Jednak szybko zrezygnowałam z obserwacji gry. Demon zauważył moją obecność, me życie powinno należeć do niego ! Demon zaatakował mnie ponownie, ledwo co uszłam z tego z życiem. Schowałam się bezpiecznie w karczmie.
Nie długo jednak odpoczywałam. Z ulicy zaczęły dobiegać odgłosy wzywające do walki. Wybiegłam na ulice, zgrupowałam się z innymi wojownikami by walczyć o nasze miasto.
Walka była ciężka. Nie raz musieliśmy uciekać. Nie jeden z nas zginął. Ale po wielu godzinach wysłaliśmy demona spowrotem tam gdzie jego miejsce. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Po wygranej walce wszyscy zasiedli w karczmie by odpocząć, napić się piwa i podzielić łupami. Ja wraz z nimi. Siedziałam spokojnie w kącie przysłuchując się barbarzyńskim kłótniom mężczyzn o łupy.
Minął spory kawał czasu, za oknem było juz widno i pogodnie. Nic nie zapowiadało tego, co miałam przeżyć za chwilę...
Akurat wyjmowałam moj skórzany bukłak by napić się wody, gdy poczułam dziwną siłę porywającą mnie gdzieś... Kiedy świat przestał wirować i mogłam się już spokojnie rozejrzeć znowu zaparło mi dech w piersiach. Powtórnie stanełam oczy w oczy z demonem! Przywitał mnie tym swoim szyderczym uśmiechem. Mowił coś, ale to do mnie nie dochodziło, wokoło widziałam pełno zjaw, demonów takich jak on... Oprzytomniałam dopiero gdy z jego ust wydobyły się słowa : 'Masz coś co należy do mnie ! Twoje życie !'. Serce stanęło mi w gardle, czułam okropny ból w piersiach. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Czułam jak życie ze mnie odchodzi, jak powiekszają się moje rany. Wydusiłam z siebie tyko słowa proszące o litość, prosiłam go by wysłał mnie spowrotem na ziemię, abym mogła dalej żyć. Widziałam cieszył się na widok mojego cierpienia, męczył mnie pytaniami. Po co chcesz życ? Dla kogo? Co na ziemi masz do zrobienia? O Incarusie, tysiące myśli przechodziły mi przez głowę, nie potrafiłam zebrać mysli i jeszcze ten okropny ból. W koncu udało mi się wykrzyczeć : "Dla syna!" Nagle moje rany zniknęły a ja przez chwile czułam się jak nowo narodzona. Jednak to mu nie starczało, miałam podać inne powody. Chyba do bólu juz się przyzwyczaiłam, bo mimo tego że znowu czułam ten sam ból, coraz silniejszy, coraz bardziej wysysający mi życie, potrafiłam już podać tysiące powodów dlaczego chce życ, walczyć i radować się życiem na ziemi. Zaczęłam wymieniać demonowi te powody. Wspomniałam o tym ze chcę poznać świat, chcę wojować ze swoimi przyjaciółmi i wspierać ich w walce. Przez głowę przelatywały mi wspólne wyprawy i wojny. Czułam że wiele jeszcze przedemną nie stoczonych bitew, wiedziałam że na powierzchni czekają na mnie przyjaciele. Nie chciałam umierać. Wolałabym skonać na polu walki u boku moich najlepszych wojownikow niż tu w tej ciemnej krainie pełnej śmierdzącej cieczy i czerwonych oczu demonow.
Nie wiem czy tą poczwarę ruszyły moje argumenty, czy może stwierdziła że dość się już mną nabawiła... Nim się obejrzałam stałam obok tak dobrze znanej mi fontanny w tym pięknym Złotym Mieście zwanym Arras.
Słyszałam, ze demonowi nadal mało było przelanej krwii. Poszukiwacze przygód stoczyli z nim następną wojnę, ja nie miałam już sił wędrować z nimi. Po niedługim czasie usłyszałam tylko, ze walke przegraliśmy. Poległo wielu wspaniałych wojowników a demon wrocił do swojego królestwa by odnowić swe siły by kiedyś znów powrocić na ziemię i przelać krew niewinnych.

Despena, Strażniczka Ładu
Rok 80 Ery Smiertelnikow, Arras

Opublikowano

Oceniać co do treści nie będę... Nie jest to gatunek, który do mnie przemawia, więc nie mam prawa. :) Co do błędów w pierwszej połowie...
Zdarzyło ci się kilka przypadkowych braków w polskich znakach (patrz. naprawde, sie, ze, miescine, zycie, skorzany)
był zbyt wielki ruch w gospodzie,... - dość niefortunny szyk w zdaniu
Straszny przeciąg zrobili hmm a moze to nie był przeciąg... - ja bym przed i po "hmm" wstawiła wielokropek
pytam więc co sie stało ? - jeśli pytanie wstawisz w cudzysłów, znak zapytania może zostać, jeśli nie, wypadałoby zakończyć kropką
przez uszy obił mi sie - obija się O uszy, nie przychodzi mi teraz do głowy, co się robi PRZEZ uszy... przelatuje? Też nie bardzo...
w te śmierdzące odludzie - chyaba bez "te", już raczej "tamto", tekst nie wskazuje jednoznacznie, które to to "te" jest
ale nieee ścisnełąm - przecinek przed "ale"
napewno - na pewno
me ŻYCIE... ledwo co uszłam z tego z ŻYCIEM...
spowrotem - z powrotem
tego co miałam przeżyć za chwilę... - przecinek przed "co"

Trzymaj się :)
P.S. Lubię główną bochaterkę za ten jej młot :)

Opublikowano

przychodzi mi na myśl książka - modlitwa za miasto Arras - czyżby to była dalsza część tej mrocznej historycznej prawdy ? histria troszkę zaplątana, co wskazują wcześniejsze komentarze lecz twój Demon destrukcji dał za wygraną a w tamtej książce zabił tak wielu niewinnych. podoba mi się watąk, lecz rownież proponuję, popracuj jeszcze nad tym.
pozdrawaim

Opublikowano

Arras to główne miasto w grze killer-mud w którą gram. Pewnej nocy po wspaniałej przygodzie na killerku, miałam wielką ochote opisać moją przygodę. (Troszkę ubarwione itp). Książki "modlitwa za miasto Arras" nie czytałam, ale to nadrobie ( nawet nie wiedziałam ze taka istnieje :D). Popracuje troszke nad tym bo macie racje - zagmatwane( dla tych ktorzy nie grają ;p. Nie pisałam tego z myślą, że gdziekolwiek to umieszcze).
Sory za orty i brak polskich znaków z tym mam największe problemy.
Dzieki za komentarz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...