Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Rafael Marius niech się wali cały świat, ja wyjeżdżam, planuję lot dreamlinerem:) powiedziałem szefowi, że chcę wybrać cały urlop do końca roku, należy się i chcę mieć nadgodziny, bo wpadam w większy podatek, także musi być równowaga:) w październiku i listopadzie będę miała 10 godzinny dzień pracy:) do grudnia to padnę:) także widzę już Mauritius:) mamy teraz ludzi z Singapuru, różne ekipy, dzieje się. Podoba mi się, bo często zwracają się do mnie z imienia, o jakie to miłe:)

Opublikowano

@Rafael Marius lot mam 9 grudnia, a powrót 20 :) LOT ma fajnie przeloty bezpośrednie, 11 godzin:) 12 godzin leciałam kiedyś, to spoko :) lecę w piękne miejsce, jest o wiele ładniejsze niż Malediwy, rozmawia się tam po francusku. Już mi się udziela ten francuski, także nie będzie tak źle:)

Opublikowano

@Rafael Marius ja tylko się uczę i pracuję i wakacje. W przyszłym tygodniu mam prywatne lekcje i angielskiego i francuskiego, i tak do wakacji. jakie to jest miłe zdobywać wiedzę:) mój mózg się nawet przestawia:)

@Rafael Marius lecę dużym samolotem w sumie Boeing 787-8, gdzie jest kawka, drinki, klasa business:) i lecę w dzień, praktycznie cały dzień:) a powrót będę miała senny:) mam specjalne pończoszki na długie loty:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W takim razie życzę dużo miłych, ciepłych i słonecznych dni w tropikach, ale także na co dzień.
Moc radości z nadchodzącej wielkimi krokami wnuczki, udanych wierszy i przyjaznej atmosfery w pracy.
Pysznych potraw i innych smakołyków oraz spełnienia wszystkich marzeń.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...