Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

E. A. I.


zielony błysk półkola
wczytuje
powolnych palców drganie

myśli podskakują
w platynowej kuli
muzyka oddechem gra

chropowaty szum
śpiewa a a
będzie bum
mówię ci

e e i o u

Estymator Aromatycznej Iluzji
z obliczeń wyszedł mi
będę latał
i i


[reedycja / poprawienie tagów html, 29.09.2004]

Opublikowano

Kai, aż powiem na wstępie, że się stęskniłam, choć z wojownika niewiele zostało;
centrujesz namiętnie wiersze, a ja nie mam pojęcia coż to jest estymator:)
ale wybaczam, tylko czemuż tak właśnie piszesz, bo nie gra forma z treścią, chyba że nie łapię, podpowiedz:)
agnieszka

Opublikowano

Agnieszko,
estymator =
«w statystyce matematycznej: funkcja służąca do oceny (estymowania) nieznanego parametru badanej populacji (np. średnia arytmetyczna wartości pomiarowych)» (http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=14020)

natomiast czydziestka proszę o sprecyzowanie komentarza, gdyż w obecnej formie niczego nie przedstawia, i raczej jest wyrazem...

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Jakoś powiem ci Kai, że z trudem wchodzę w ten tekst. Tamte były bardziej mi bliskie.

no i trochę za dużo:
z obliczeń mych wyszedł mi" - maly wiersz a przegadany nieco.

śliczne natomiast jest;
"chropowaty szum
śpiewa mi
będzie bum
mówię ci "

myślę że możesz go "urobić", bo warto
pozdrawiam - Mirka

Opublikowano

nikt nie jest doskonały, jeśli ktoś prosi o wytłumaczenie słowa, to tłumaczę,
czydziestek, dzięki za opinię, czasem trzeba coś innego napisać, dzięki temu inni wiedzą, że ...
niech wiersz(?) będzie porównaniem do innych, te "nie sztuczne" nabiorą dla Ciebie wartości ;) :)

---
P.S.
zmieniłem końcówkę,

Opublikowano

Ale z ciebie wariat Kaiu..:)))w pozytywnym słowa znaczeniu..mało intelignetne to to na pewno nie jest:))ale gusta i guściki bywają...
Widac ,że jesteś zakochany:))ta aromatyczna iluzją..śliczne..pozdrawiam kaia i natalie:)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...