Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miłość to jakaś taka blaszana. Pełna skorodowanego żelastwa, które plącze się pod nogami. Pełno tu tego. Tych wszystkich rdzawych artefaktów, rupieci, chrzęszczącego pod stopami rozbitego szkła. Wijących się kabli. Przewodów...

Pełno tu tego.

 

Jesteś tu jeszcze?

 

Jesteś jedynie odbiciem w krysztale. Takim brudnym, sfatygowanym obrazem zdeformowanej twarzy. Wiesz, strasznie dużo tutaj ciszy. W tych podszeptach zakamuflowanych urojeń. Jedynie szept i pisk. Szmer padającego deszczu.

 

Jesteś tu jeszcze?

A może jeszcze?

 

Nie ma ciebie, choć i tak ciebie tu nigdy nie było. W tej czeluści. W tej oazie zapomnienia. Na końcu ulicy blask latarni jarzy się niepewnym światłem. Na wąskiej ulicy, gdzieś w labiryncie snów i majaków. Wśród ciszy. Oddechów nocy. Jakichś szeptów dobiegających nie wiadomo skąd.

 

Jesteś tu jeszcze?

 

Ja jestem, choć w innym czasie. W jakimś takim innym. Albowiem innym.

Czasami wpadają do mnie ćmy. Te puszyste ciałka mające swój azyl w zasłonach, w pajęczynach z kurzu i wilgoci. W pleśni.

Ja tu jestem i czekam na Godota. Albo wychodzę w deszcz i szoruję wnętrzem dłoni po cegłach nieskończonego muru porosłych krzewami paproci. Starta dłoń. Skrwawiona. Spływają z niej ostatnie krople życia.

A więc czekam w deszczu. Albo w blasku księżyca, który posrebrza wszystko i lśni. A więc czekam.

 

Jesteś tu jeszcze?

 

Wiem. Przybyłem za późno, dlatego tkwię obok umarłych, którzy również czekali zbyt długo. I czekają już tylko ich kościste truchła. Rozsypujące się resztki… Ktoś tu idzie. Jest jeszcze daleko. Po drugiej stronie ulicy cień wydłuża się tkliwy. Cień gałęzi, gałązki, milczącego drzewa. Po drugiej stronie ulicy cień mój na ścianie. W mrugającej latarni. W blasku idącym z wysoka takimi zrywami przerywanych połączeń. Drga wszystko i migocze. I w tym drganiu podobnym do stroboskopu. W tym nieustannym mruganiu drażniącym neurony. I w tej palpitacji serca upadam na chodnikowe płyty.

 

*

 

Otwieram ciężkie żarna powiek. Podnoszę je z wielkim trudem. Gdzieś wokół i wokół latają ogniki św. Elma. Szybują nad spadzistymi dachami. I nikną w chmurach. I błyszczą, ale już bladziej i niklej. I już tylko ślad ledwie widoczny po ich obecności. Tli się jeszcze. Choć jeszcze się tli w głębokościach nieistnienia. I zwalającej się powoli strukturze obskurnej, zimnej nocy.

 

Jesteś tu jeszcze?

 

Pytam się znowu ciebie, bo zapomniałem.

Ile jeszcze razy?

No ile?

 

Nie wiem. Nie liczę. Pomieszała mi się rachuba przeklętego czasu. Tego czasu, który oblepia mnie jakąś mazią i pęta moje odnóża i skrzydła. Jakby nicią pajęczą. Taką srebrną i drżącą. Sperloną kropliście. Utrudnia mi to wszelkie poruszanie. Więc leżę stłoczony sam w sobie. W tym kokonie upadku.

 

Otwieram raz jeszcze oczy. Przede mną cokół regału. Nogi foteli, kanapy. A więc lezę u siebie. Olśniony aureolą wiszącej lampy. Choć taką mdlą, żółtawą, obrzydliwą. Jaka lśni w podrzędnym barze pełnym siedzących przy szynkwasie ciem. Jestem tu jeszcze. A więc jestem. Wychodzę, gdzieś przez wirujące drzwi. Wracam na powrót w to samo miejsce. W lustrze stojącego trema. W upstrzonym muchami lustrze twarze. Zapijaczone gęby pustelników. Zwielokrotnione odbicia. Jakby wyciosane z jednego kawałka drewna. Odlane z żeliwa…

 

Czy ja jeszcze tu jestem?

 

Owszem. I ty też jesteś, ale schowana za szafą, regałem. Okryta płachtami pajęczyn i kurzu. Zmiażdżona unicestwiającym czasem. Spozierająca na przestrzał z odległej epoki. Z bardzo odległej pustki. Zatrzaśnięta w nagłości śmiertelnego skowytu. W udręce.

 

Nie jestem w stanie podejść. Więc pełznę. Wiję się jak wąż. Po podłodze z dębowej klepki ułożonej w jodłę. Przeciskam się przez szpalery foteli i puf. Przez rzędy krzeseł, które wzięły się tutaj nie wiadomo skąd. Poprzez sęki i słoje. Poprzez drobiny wirującego kurzu… Twoje milczenie rozsadza mi uszy. Twoje monstrualne nieporuszanie. Twoje skamieniałe jestestwo. Choć jestem już blisko. I spoglądam na ciebie od dołu do góry jak skomlący pies. Lecz twoje nieporuszanie, twoje milczenie rozwiera swoją potęgę. Całkowita dewastacja w plątaninie pajęczyn o dziwnie zmienionej czaszce upodobnionej do białej czaszki jakiegoś ptaka. Jakiegoś dziobaka I patrzysz się tymi pustymi oczodołami. Na mnie. Nie na mnie. Na nic. Albo na coś poza mną. W tej grobowej ciszy. W moim oddechu. W tym świetle padającym z wiszącej lampy.

 

Wyciągam rozedrganą rękę. Dotykam. Odpada z cichym trzaskiem kawałek twojego palca, zamieniając się w szary obłoczek pyłu. Tkwisz tak, zmiażdżona między regałem a ścianą. Przytłoczona ciężarem epok i lat. A więc jesteś tu.

 

Jesteśmy nareszcie razem.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2024-07-07)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • W tym tekście jest dużo prawdy i odwagi. Przyznać, że zbroja ma pęknięcia, że ręce czasem słabną - to nie słabość, ale dojrzałość...pozdrawiam serdecznie*)
    • wszędzie ją całowałem w końcu zabrakło miejsc więc zacząłem całować jej cień  - zwariowałem   wszędzie ją dotykałem bywało że tu i tam niebiosom dziękowałem myśląc oszalałem   wszędzie z nią byłem od morza do tatr zawsze kochałem ach co to był za czas   wszędzie wszędzie to mało powiedziane zrozumie to tylko tamta łąka i las
    • Żyje wciąż, walczę.    Tyle, że zbroja i tarcza stają się co raz cięższe.  Tylko miecz twardo na rękojeści ściskam dłonią. On narazie nie wypadnie - chodź zwyrodnienie i skurcz łapie ?  To takie pamiątki sprzed lat ukryte w tych kilku kostkach nadgarstka.  To nic, to nic. Jak to mówią -  akceptuję.    Martwi mnie zaś ta tarcza - opada z rąk - „nie trzymaj jej może tak uparcie !” Tak podpowiadają Ci bliscy, Ci obecni teraz.  Nie wielu ich, może więcej niż kiedykolwiek?    Słabo sie bronię brak mi powoli nowych umiejętności.  Jak by nowa technika weszła, a ja dalej gram tą starą. Taką co już wszyscy dawno poznali, taką łatwo do wychwycenia.  Już nawet mi zaczęła się nudzić.     Tak naprawdę to nie jest najgorsze w tym wszystkim.    Jak właśnie to, że zbroje mam już dziurawą i to tak porządnie.  Pominę, że część elementów po prostu rozpadła się ze starości taka jak eksperci mówią - Śmiercią naturalną.    A, no ! I korozja ją dopadła!  Nawet śrubki, a przy kolanach już się dawno spiekły, no a teraz łamią się.  To nie tak, że się żale czy narzekam czy coś…   No ale głowa goła, klatka przebita, całkiem niedawno (po obu stronach)    I chodź ciało nadal zwinne, silne, zdrowe. Chyba zdrowsze niż zeszłego roku nawet, tak uciekać już niełatwo.   Bo ta głowa to tak naprawdę zawsze goła była, a teraz nagle "doroślej" o kasku myślę. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - dziękuję -                                       Pzdr.zadowoleniem. Witaj - mam nadzieje że owa kawa smakowała - dzięki za kolejne czytanie mojej twórczości -                                                                                                                                                         Pzdr.spokojnym porankiem. Witaj - miło że skusił cię ten wiersz do smakowitej kawy - miło że czytasz -                                                                                                                                   Pzdr.serdecznie. Witaj - cieszy mnie twoje tak - dzięki -                                                                      Pzdr. @Benjamin Artur - @Radosław - @Posem - @Leszek Piotr Laskowski - cieszą mnie wasze polubienia - 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - dziękuję ci serdecznie że tak odczuwasz ten wiersz -                                                                                                                 Pzdr.spokojnym porankiem. @Berenika97 - @Posem - dzięki - 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...