Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A więc usiądź tu. Wskazuję gestem puste krzesło. Przy stole. Przy tym stole z uschniętą różą

w wazonie pękniętym na wpół.

 

Za oknami wiatr

szeleści i szumi.

 

Snuje jakąś

opowieść

pośród drzew.

 

Pośród drzew rozchwianych w szpalerze.

 

Wśród

topól,

kasztanów…

 

Wśród nocy…

 

W pustym pokoju słońce wiszącej lampy. Zakurzone, szklane klosze

z cmentarzyskiem czarnych much.

 

Wiszący nade mną ciężar śmierci. Nad nami.

 

A więc siada na krześle.

 

Otwiera usta,

jakby chcąc

coś powiedzieć.

 

Chwilę się zamyśla. Zamyka je znowu.

Zaciska mocno, ukrywając wzruszenie.

Tak, jak się widzi kogoś bliskiego po wielu latach.

 

I nic.

 

Jedynie szum

dojmującego

milczenia białej ciszy.

 

Zdawać by się mogło, że nie ma tu nikogo. Bo to prawda. Albowiem prawda.

Tylko głód wyobraźni owiewający pajęczyny na jakichś nachyleniach ścian,

załomach, mansardach, nieskończonych amfiladach pokoi oświetlonych kinkietami świec…

 

Ale mówi coś do mnie. Mówi zbudzonym cichością głosem.

Takim płynącym z daleka rzeką czasu.

 

Niedosłyszę. Albowiem zagłusza go

piskliwy szmer

wzburzonej we mnie krwi.

 

A więc mówi do mnie,

poruszając bladymi jak papier ustami.

 

Wyodrębniam ze słuchowych omamów niewyraźne słowa.

 

I próbuję ująć jej dłoń, którą trzyma na stole przy talerzu z okruchami czerstwego chleba.

 

Dłoń aż nazbyt chudą,

aby mogła należeć

do świata żywych.

Doskonale nieruchomą.

 

Nie mającą już tego blasku, co kiedyś.

 

Kiedy skupiam się

w sobie,

aby jej dotknąć,

cofa ją nieoczekiwanie.

 

I patrząc się na mnie tym wzrokiem wyblakłym śmiercią,

mówi szeptem, nie-szeptem, głosem jakimś dalekim:

„Wybacz, synku, ale mogę tobie usłużyć jedynie wspomnieniem”.

 

I nie mając czasu

obrócić wzroku,

tylko patrząc się nieruchomo jak kamienne popiersie –

rozpływa się wolno w tym deszczu wirującego kurzu.

 

W melancholii, w bólu nieistnienia.

 

Mamo. Mamo! Ja wtedy śpiewałem ci kołysankę, wiesz? Tutaj i tam. Nad szarą, lastrykową płytą.

 

„Wiem, synku, wiem…”.

 

Poczekaj! Chciałem cię jeszcze tyle…

 

Odwracam się, ockniony

krótkim skrzypnięciem

podłogowej klepki. I znowu.

 

Jakby ktoś

na nią

nadepnął

nieświadomie.

 

Jakby od czyichś kroków.

 

Omiatam spojrzeniem pustą otchłań smutku.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2024-06-03)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_TalarMasz rację - dziękuję 
    • Wieczorną porą, u schyłku sennego dnia, na piaszczystej ścieżce, stał ślimak bez muszelki. Rudzielec miał coś pod sobą, niuplając do bezzębnej gęby. Wzbudził moje zainteresowanie. Może to gałązka z drzewa, jak miło na chwilę się zatrzymać. Pochyliłam się więc nisko zajrzeć, czym tak się leniwie posila. Zawzięcie przyssany nie pozwalał sobie na przerwę. Moja ciekawość była silniejsza, od dobrego wychowania. Nie przeszkadzać nikomu w jedzeniu, ta zasada poszła razem ze mną na pobocze, szukać patyka do podważenia ślimaczego oślizgłego cielska. Szturchnęłam go najdelikatniej, jak tylko ludzką ręką można to zrobić. Oderwany z niesmakiem, skurczył się w sobie. Po obadaniu sprawy. Ślimak zjadał ustnik od peta z papierosa. Wniosek: Uzależniony ślimaczy się palacz zawodowiec, wychodzi zajarać w przerwie z trawy. Ludzie! Nie rzucajcie petów, gdzie popadnie. Dbajcie o zdrowie zwierząt.
    • @Migrena Dziękuję. :) 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Przemyślałem, rzeczywiście z uwagi na prosty fakt, że marynarki posiadają dwa rękawy.    Też zastanawiałem się, czy    niech będą  przeskalowane niczym marynarka  z szeroko zarysowaną  linią ramion       
    • @Berenika97 To dla wielu staje się częścią życia, myśl, że robią coś dla zmarłego, ale też ma sens dla nich samych, regularne wyprawy, spotkania. Moja babcia tak miała, a też regularnie i bardzo chętnie chodziła do przychodni. Tam miała ulubionych lekarzy, pielęgniarki, znajomych, a ważnym celem było "zdobycie" skierowania do sanatorium. Takie wyjście było celebrowane, wybierane ubrania, a nigdy nie narzekała, że musiała długo czekać.  Autentyzm twoich dialogów robi wrażenie. Pozdrawiam  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...