z lasu co rósł od niepamiętnego czasu
polną drogą ku wiosce krytej strzechami
szedł krasnal podpierał się kijami
nucił pieśń nową co świat miała zbawić
od bólu chciwości od cudzej podłości
od chorób i śmierci pychy i zazdrości
w zgrzebnej torbie niósł kamień wieczności
nie zdążył nie doszedł do celu
potrącił go autobus co jechał z Helu
w czarny worek jego martwe ciało spakowali
dobrzy ludzie ów kamień w ziemi zakopali